Lubię pisać w zeszytach. Zazwyczaj przywożę je z podróży albo dostaję od przyjaciół. Czasem mam ich więcej i są momenty, kiedy nie mogę się doczekać, żeby zapełnić kolejny. Kilka dni przepisywałem adresy i numery telefonów ze starego, mocno już sfatygowanego zeszytu do nowego, który podarował mi Tato.
Na starym stoliku przy łóżku mam też piękny zeszyt Moleskine’a w czarnej, twardej oprawie przeznaczony do zapisywania w nim cytatów i fragmentów książek. Tego Moleskine’a podarowała mi Ela, właściwie jest to mój pierwszy Moleskine, i przyznam szczerze, że jest w tym zeszycie coś pociągającego, po prostu chce się w nim pisać. Dotąd podkreślałem fragmenty w książkach, ołówkiem. Nie umiem czytać bez ołówka. Odkąd dostałem ten zeszyt, ważniejsze lub po prostu ciekawe dla mnie fragmenty po prostu przepisuję. Daje możliwość stworzenia własnego lapidarium.
Czasem zapisuję fragment, który po prostu uważam za istotny bądź intrygujący, ale czasem przepisuję po prostu coś, co mnie zaciekawiło. Na przykład z wielkiej biografii Alberta Camusa, którą napisał Olivier Todd, a wydało w Polsce WAB wypisałem zarówno zdanie młodego Camusa: „Znam Paryż, jakbym się tu urodził. Sercem. Nie znajduję na to innego słowa jak czułość” jak i przepis na dobrą kawę: „Nie należy kawy zalewać stopniowo wrzątkiem, lecz najpierw trzeba wlać czwartą cześć letniej wody, a następnie wlewać w trzech równych częściach pozostałą ilość wrzącej”. Z tej samej biografii wypisałem zdanie: „Bohaterowie pisarza są zawsze jego pokusami”. I nawet jeśli dziwi mnie to sąsiedztwo kawy i tkanki literackiej, to przecież jest naturalne, przynajmniej dla mnie, poranna kawa jest powodem, dla którego warto wieczorem pójść spać.
Kartkuję teraz mojego Moleskine’a i pod literą „R” znajduję nazwisko „Janusz Rudnicki”, a pod nim fragment jego felietonu „Drżenie: dźwigi, pingwin, głowa” z internetowego Dwutygodnika: „Wchodzi konduktor, wyciągam bilet, sprawdza, dziękuję, wychodzi, wraca i mówi, panie Rudnicki, śledzę, co pan pisze już od dawna, jest nieźle, ale niech pan omija zdania w rodzaju nagle dzwoni telefon. Telefon dzwoni zawsze nagle”.
Mój Moleskine daje możliwość przemieszczenia się z przepisu na kawę a la Albert Camus do przewodnika po filozofii Lacana, wydanej przez Krytykę Polityczną. W rozmowie z Madeleine Chapsal „Klucz do psychoanalizy” Lacan mówi: „W psychoanalityku nie należy widzieć inżyniera duszy, nie jest to lekarz, który ustala relacje między przyczyną i skutkiem. Wiedza psychoanalityka to lektura, lektura sensu”.
Strony Moleskine’a zapełniają się. Co mówią o mnie cytaty, które wypisuję z książek? Jaką książkę piszą egzystując obok siebie? Jak będę czytał ten zeszyt po latach? Co w nim znajdę?
