Chciałbym czytać w „Gazecie Wyborczej” takie recenzje książkowe, jak tekst Jerzego Jarniewicza o opowiadaniach Trumana Capote’a zebranych w tomie „Te ściany są zimne i inne opowiadania”. Nie tylko szczegółowo odnosi się do nich, ale pokazuje szerszy kontekst znaczenia opowiadania w literaturze amerykańskiej i naszej, jakiegoś kompleksu opowiadania wobec powieści i powieści wobec opowiadania. Tekst Jerzego Jarniewicza „Opowiedz mi, Ameryko” napisany jest z pasją, wiedzą i przede wszystkim miłością do literatury. Chciałbym pewnego dnia obudzić się w kraju, w którym jako Czytelnik będę właśnie tak poważnie traktowany. Poza wszystkim nabrałem wielkiej ochoty na powrót do lektury książek Trumana Capote’a. Pisze Jerzy Jarniewicz:
Opowiadanie samą formą przypomina bowiem, że życie jest w swojej złożoności nieuchwytne, a rzeczywistość – nieobjęta. Żadna powieść, choćby najbardziej opasła, nie odda wszystkiego, a jeśli jej autor twierdzi inaczej, traci wiarygodność.
Opowiadanie uzmysławia czytelnikom, że dostępne są nam chwile, a nie czas; miejsca, a nie przestrzeń; człowiek, a nie ludzkość. Przypomina, że obraz świata jest zawsze fragmentaryczny, punktowy i ograniczony.
Opowiadanie, które nazywa Jarniewicz narodowym gatunkiem amerykańskiej literatury, rozwinęło się między innymi, co jednak jest paradoksalne, dzięki wysokonakładowej prasie. Przypomina Jarniewicz, że opowiadania Capote’a publikowane były w takich pismach jak „Ladies’ Home Journal”. Może namówić i naszych wydawców wysokonakładowej prasy i kolorowych magazynów do zamawiania opowiadań u sprawnych i znanych autorów?
O sile opowiadań Trumana Capote’a pisze Jarniewicz:
Podczas lektury tych opowiadań na myśl przychodzi słynna fotografia pisarza, która zamieszczona na okładce jego debiutanckiej powieści wywołała kontrowersje nie mniejsze niż sama powieść podejmująca w pół-autobiograficznej konwencji temat homoseksualizmu. Zdjęcie autorstwa Harolda Halmy przedstawia rozłożonego na kanapie młodego mężczyznę o wyglądzie anielskiego chłopca i prowokacyjnym, dwuznacznym spojrzeniu. W jego oczach delikatność wiąże się z chorobliwą naturą, niedojrzałość z zepsuciem, uległość z zaczepnością.
Takimi oczyma, które kuszą i niepokoją zarazem, patrzy na czytelnika cała proza Capote’a.
Cały tekst tutaj:
Jerzy Jarniewicz o sile opowiadania
Zajrzałem dzisiaj też do internetowego „Dwutygodnika” i z przyjemnością przeczytałem felieton Beaty Stasińskiej z cyklu „Najważniejsze czytać” prawie w całości poświęcony Doris Lessing, ale przecież miłości do książek, a nawet uzależnieniu Lessing od książek. Cytuje na przykład Ingeborg Bachmann: „Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki”, zdanie z powieści „Malina”, które natychmiast przepisuję, bo przecież my tu wszyscy zażywamy książki. Cytuje też ideologię Doris Lessing: „Myślę, że literatura – powieść, opowiadanie, a nawet jedna linijka wiersza – ma moc niszczenia imperiów”. Tekst Stasińskiej odnosi się też do samego rynku wydawniczego, księgowości i targów. Stara się ocalić książkę, autora i czytanie. Całość tutaj:
Beata Stasińska o uzależnieniu od książek
A więc dzisiaj zrobiłem prasówkę, ale nie byłem w stanie się oprzeć. Musiałem się podzielić tymi tekstami. I jeszcze wisienka, Dorota Masłowska, którą uwielbiam za dystans do siebie, w rozmowie z „Gazetą” po premierze nowojorskiej jej sztuki „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” powiedziała:
Uwielbiam Amerykę i Nowy Jork. To jest moje ulubione miejsce na świecie. Ta mitologia ciągle na mnie bardzo działa, chociaż intensywność i gęstość wszystkiego mają tu w sobie coś bardzo apokaliptycznego – nadmiar jest na krawędzi katastrofy.
Pisarek takich jak ja siedzi tu 12 w każdym Starbucksie. Dzięki temu, że wszystko tonie w morzu wszystkiego, mogę trochę odetchnąć od swojej osoby i poczuć się strasznie nieważna. (rozmawiał Grzegorz Sokół).
Cały tekst tutaj:
A teraz już
Kanon na nowy blog, odcinek 18
Dzisiaj swoje najważniejsze książki omawia
Borys Jaźnicki, aktor:
Bardzo trudno wybrać mi 5 książek – szczególnie, że przez całe życie czytam właściwie tylko klasykę lub książki „o zabarwieniu biograficznym“. Dlatego muszę to rozdzielić na dwie listy.
Klasyka
1. Dzieciństwo -„Alicja w krainie czarów” ( i „Alicja po drugiej stronie lustra“) Lewisa Carolla – nie rozumiałem wtedy świata dorosłych (do tej pory nie do końca rozumiem) i często czułem się w ich towarzystwie jak Alicja rozmawiająca z Gąsienicą lub Hojdy Bojdy.
2. Okres nastoletni –„Niebezpieczne związki” Chaderlos’a de Laclos – odkrywałem wtedy fascynację granicami ludzkiej podłości – dzięki tej książce dostałem się do PWST.
3. Wczesna młodość – „Zwrotnik Raka“ Henry’ego Millera – fascynowało mnie, że można zostać właściwie włóczęgą i żyć tylko dla sztuki.
4. Późna młodość – „Idiota” Dostojewskiego – identyfikowałem się z Myszkinem.
5. Dorosłość – „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta – traktuję jako jedną książkę – sama prawda o ludziach pokazana na przykładzie wybranego środowiska.
Druga kategoria
1. Dzieciństwo – „Mity greckie“ – święcie wierzyłem, że w Grecji Bogowie istnieją i że jak tam pojadę to ich spotkam, dlatego nie traktowałem tego jako fikcji.
2. Okres nastoletni – „My dzieci z dworca Zoo“ Christiane F – opisywał bunt, który mnie fascynował, a którego nigdy nie przeżyłem – bo ta książka mnie przed tym uchroniła.
3. Wczesna młodość – „Moja Autobiografia” Chaplina – opowieść o pasji i nonkonformizmie, o Chaplinie napisałem też pracę magisterską.
4. Późna młodość – „Dzienniki“ Niżyńskiego – wejście w dziwny świat człowieka, który nie wytrzymał własnego geniuszu.
6. Dorosłość „Ja, Maja Plisiecka“ Plisieckiej – pozbawiona zadęcia i bardzo zabawna opowieść o pasji i niezwykle silnej woli.
