Home, sweet home…

Wciąż myślę o filmie „Szare ogrody”, o którym pisałem tutaj kilka dni temu. Wciąż nie wychodzą mi z głowy, jego bohaterki. Wciąż też nie widziałem oryginalnego dokumentu o Dużej i Małej Edie, znalazłem w sieci do obejrzenia online, ale są jakieś techniczne problemy. Dlaczego myślę o tym filmie? Na przykład zadaję sobie pytanie, co musi się wydarzyć, żeby jak one skazać się na izolację, zdewastować mieszkanie, żyć w świecie przeszłości, wyobraźni i urojeń? Z jednej strony przypominają Wierę Gran, ale to bardzo daleka i pozorna asocjacja. Wiera Gran miała złamane życie, wciąż uciekała przed oskarżeniami, miała za sobą getto, śmierć syna, stalinowskie więzienie, brak pracy. Ale też żeby się zgubić, wyizolować, żeby przestać rozumieć świat albo go potrzebować, pewnie wystarczy niewiele.

Może wystarczy budowanie sobie domu wokół łóżka, może wystarczy z niego coraz rzadziej wychodzić, może wystarczy nie umieć już zrobić sobie herbaty, nie chcieć odebrać telefonu, może też nie chcieć rozmawiać? Wokół łóżka mam coraz więcej książek, gdybym nie mógł się zdecydować którą wybrać. Przy łóżku coraz więcej gazet, owszem, raz w tygodniu przeglądam je i wyrzucam te, które nie są potrzebne. Od kilku miesięcy nie mam swojego biurka, bo nie wchodzę na razie na poddasze, gdzie zrobiłem pracownię. Dla mnie to stan przejściowy. Na chwilę. Stan czekania. Ile osób nie umie już wyjść z własnego łóżka.

Noblistka Elfriede Jelinek ma agorafobię i socjofobię, nie umie albo nie chce wyjść z domu, nie przejdzie paryską uliczką, nie zbiegnie do kwiaciarni, żeby wrócić do domu  z bukietem tulipanów, raczej nie wsiądzie już do samolotu i nie wejdzie na Akropol, nie wypije kawy w kawiarence za rogiem i nie posiedzi na ławce w parku, czytając gazetę, zresztą sama też nie zejdzie do kiosku, żeby tę gazetę kupić.

Myślę o bohaterkach „Szarych ogrodów”, bo otworzyły mi oczy na to, że tak naprawdę niewiele trzeba, aby się oderwać, odkleić, odosobnić. Znam takie osoby. One też nie zauważają tego momentu. Tego przejścia. Też bywają zaskoczone własną bezsiłą i niemożnością. Ale bohaterki „Szarych ogrodów” nie przypominają Elfriede Jelinek. I to mnie też intryguje. Bo poza wszystkim ich postawa jest jakimś protestem przeciwko konformizmowi. Ale może odklejenie też jest takim protestem, a może po prostu strachem, który wie, że nie ma w nas dosyć siły na życie w konformistycznym świecie. Wracam do lektur.

Kanon na nowy blog, odcinek 15

Swoje najważniejsze książki omawia dzisiaj

Izabela Szymańska, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, teatrolożka:

Nie jestem wierną czytelniczką. Generalnie nie wracam do książek, tak samo do filmów czy spektakli – wolę przeczytać coś nowego, bo może spodoba mi się jeszcze bardziej niż to co już znam?

Jest jednak kilka tytułów, do których pewnie kiedyś wrócę.

„Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej – jedna z najlepszych sztuk jakie czytałam w ostatnich latach. Autorka ma świetne ucho, doskonale podsłuchuje co i w jaki sposób do siebie mówimy, jak „mówią do nas” gazety, telewizja i tworzy z tego błyskotliwy „język braku”: Idź do swojego braku pokoju – to jedna z moich ulubionych kwestii.

„Gottland” Mariusza Szczygła – otworzył mi oczy na Czechów. U nas władza walczyła z opozycją, czyli grupa z grupą, tam – władza walczyła z pojedynczym człowiekiem (historia Jana Prohazki, którego prywatne rozmowy wyemitowała telewizja). A mimo tego wszystkiego w tej książce jest czasami śmiesznie.

„Lampart” Lampedusy – jeden z moich wykładowców pytał na zajęciach: Jaką książkę wzięłabyś ze sobą udając się na wakacje do Włoch? Z przymrużeniem oka myślałam o tych literackich podróżach, ale ostatnio przed wakacjami na Sycylii przeczytałam „Lamparta”. Hotele powinny mieć wydania kieszonkowe, które turyści czytaliby leżąc na plaży w Mondello. Barwna, gorzka, świetnie napisana!

„Niebezpieczne związki” Choderlosa de Laclosa – lektura licealna. Wtedy zrobiły na mnie wrażenie dwie rzeczy: intrygi i to, że można przedstawić złożoną historię tylko za pomocą listów.

„Panny z Wilka” Jarosława Iwaszkiewicza – nie wiem czy bardziej lubię sposób pisania Iwaszkiewicza czy przedwojenny, nieistniejący już świat, który opisuje. Zmysłowe opowiadanie o powrocie – do ponownego przeczytania za jakieś 15 lat.