bezmyślenie

fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Skończył się listopad, który był dla mnie wyjątkowo pracowity – przede wszystkim spotkania, które prowadziłem – w „Gazeta Cafe” Tomasz Karolak (o Teatrze IMKA), Andrzej Wajda i Jean-Claude Carriere, Aleksandra Kurzak (dzień przed swoim wylotem do Nowego Jorku, gdzie w grudniu w Metropolitan Opera debiutuje w „Jasiu i Małgosi”), i wczoraj Daniel Olbrychski. Przedwczoraj prowadziłem też w OCH-Teatrze galę z okazji Światowego Dnia AIDS, którą zakończyłem wierszem Julii Hartwig „Gorzkie żale” (z ostatniego tomiku wierszy), dedykując go bliskim mi osobom, które odeszły, a które zaangażowane były w działania na rzecz zakażonych HIV i chorych na AIDS a także profilaktyki HIV/AIDS, dr Irenie Głowaczewskiej i Annie Kowalskiej. Wiersz dedykowaliśmy też tym, którzy tegorocznego Światowego Dnia AIDS nie doczekali.

Każde spotkanie, które prowadzę to dla mnie właściwie egzamin, więc za każdym razem solidnie się przygotowuję. I nagle dzisiaj, oddech, energia zeszła, jakbym dostał obuchem w głowę, zapanowało we mnie „bezmyślenie”.

Wczorajsze spotkanie z panem Danielem Olbrychskim, w ramach cyklu „Teatr, Muzyka, Kino w Gazeta Cafe”, który prowadzę w warszawskiej redakcji „Gazety Wyborczej”, a którego kuratorką jest Dorota Wyżyńska, było chyba ostatnim tegorocznym. Zastanawialiśmy się z Dorotą ostatnio, kiedy te spotkania miały swój początek. Sprawdziłem. Pierwsze, z Jerzym Pilchem i reżyserem Jackiem Głombem, zapowiadające warszawski pokaz spektaklu „Zabijanie Gomułki” według pilchowego „Tysiąca spokojnych miast” (spektakl przyjechał na zaproszenie Teatru Na Woli) odbyło się 24 września 2007 roku i odbywało się jeszcze pod hasłem „Teatr w Gazeta Cafe”. Widocznie później poszerzyliśmy zakres. Aż chciałoby się, żeby do teatru, muzyki i kina dołączyć jeszcze książki. To dla mnie wielka zawodowa szkoła – w ramach tego cyklu prowadziłem spotkania z wybitnymi i oryginalnymi twórcami, nie tylko zresztą z Polski, bo naszymi gośćmi byli również Vaclav Havel, Peter Weir, Jean-Claude Carriere czy Emmanuelle Seigner. Dorota dba o dobór znakomitych gości, a na te spotkania pracuje również cały zespół działu promocji Agory, z Anną Pruszyńską na czele i niezawodnym Jakubem Chomikiem. Bardzo wszystkim z tego miejsca dziękuję. Również publiczności, która dopisuje zawsze i daje swoją bardzo pozytywną energię. Jestem szczęśliwy, że udało nam się tym cyklem wejść już w piąty rok.

Pan Daniel Olbrychski na wczorajszym spotkaniu porywający – opowiadał potoczyście, ze swadą, śpiewał, a spotkanie zakończył wierszem Wysockiego. Pretekstem do spotkania był obchodzony właśnie jubileusz 50-lecia pracy artystycznej. Już 10 grudnia w Teatrze 6. Piętro, premiera „Pod drodze do Madison” według powieści (i filmu) „Co się wydarzyło w Madison County” w adaptacji Krystyny Demskiej-Olbrychskiej i Henryki Królikowskiej. Panu Danielowi partneruje w tym spektaklu Dorota Segda.

Pomyślałem, że o karierze filmowej pana Olbrychskiego porozmawiamy poprzez opowieści o jego filmowych partnerkach, Poli Raksie, Stanisławie Celińskiej, Beacie Tyszkiewicz, Kalinie Jędrusik, Krystynie Jandzie, Monice Vitti, Simone Signoret, Angelinie Jolie. Całość spotkania jest do wysłuchania, wersja audio znajduje się tutaj:

Daniel Olbrychski w Gazeta Cafe

Zdaje się w jutrzejszym papierowym wydaniu New York Timesa ukaże się tekst Larry Rohtera, już w serwisie internetowym, w całości poświęcony filmowi Agnieszki Holland „W ciemności”. Opowiada on szerzej historię pracy nad scenariuszem, filmem i historię samego Leopolda Sochy. Scenarzysta David Shannoon, jak dowiedziałem się z tego tekstu pochodzi z rodziny żydowskiej, która najpierw mieszkała w Iraku, później przeniosła się do Indii, Iranu, Stanów Zjednoczonych i Kanady. Interesujące jest, że Shannoon podjął akurat temat lwowskiego kanalarza ratującego grupę Żydów z getta, podobno myślał o pracy nad scenariuszem dziesięć lat. Tekst cytuje też telefoniczną rozmowę z Robertem Więckiewiczem, który zagrał Leopolda Sochę, informując przy tym, że został właśnie obsadzony w roli Wałęsy w filmie Andrzeja Wajdy. Autor tekstu pisze, że Więckiewiczowi łatwiej było utożsamić się z Sochą, bo sam pochodzi z rodziny robotniczej, ojciec pracował na kopalni, matka jest pielęgniarką, a babka była kucharką pracującą u żydowskiej rodziny. Na tekst składają się też wypowiedzi Agnieszki Holland, która mówiła o swoich oporach w podjęciu tematu tego filmu, jej przekonaniu, że film powinien być nakręcony w oryginalnych językach, jakim mówili portretowane w nim postaci, a nie po angielsku, a także o pewności, że nie powinna zagrać w nim żadna hollywoodzka gwiazda. W tekście zamieszczone są też wypowiedzi pani Krystyny Chiger, która jako siedmioletnia dziewczynka przez czternaście miesięcy ukrywała się we lwowskich kanałach. Mówi o realizmie, z jakim Agnieszka Holland zrealizowała swój film. Polska premiera już 5 stycznia. Widziałem film na jednym z pierwszych pokazów, zresztą chyba pisałem tutaj o nim więcej, do dzisiaj jestem nim poruszony.

Chciałbym wrócić do „Dziennika” Julii Hartwig, o którym już wspomniałem, wspaniałej lektury, ale to już następnym razem. Mam dzisiaj jeszcze sporo pracy. W ogóle gęsto zapisany kalendarz.