Sława Ukrainie

Trudno zebrać myśli. Sytuacja na Ukrainie przeraża. Strach włączyć telewizor. Wojny teraz oglądamy od środka, nie tylko z relacji fotoreporterów ale i świadków, uczestników.

Zgadzam się z Jackiem Żakowskim, że Ukraina przegrała z Unią Europejską. Za późno to wszystko. Wczoraj z Kijowa wylatywały kolejne samoloty (w tym prywatne) również z ważnymi dla ukraińskich władz postaciami. Sankcje powinny być wprowadzone wcześniej. Logicznie myśląc, jeśli można je wprowadzić teraz, dlaczego nie można było ich wprowadzić miesiąc temu albo dwa, zanim doszło do masakry. Przecież reżim Janukowycza od dawna pokazuje, co chce i właściwie co robi z państwem. Zamrożenie kont bankowych i polityka niewydawania wiz dla ludzi odpowiedzialnych za stan Ukrainy być może powstrzymałyby przelew krwi.

Dopiero to, co dzieje się na Ukrainie pokazuje, jakim sukcesem była bezkrwawa rewolucja „Solidarności”, przywództwo Lecha Wałęsy i przemiany w Polsce. Nie jestem bezkrytycznym zwolennikiem pana prezydenta, ale jego dokonania z czasów „Solidarności”, jego umiejętność negocjacji są bezsprzeczne. Określił to ostatnio Leszek Sankowski, mąż Teresy Torańskiej, będący na strajku 88 roku w stoczni gdańskiej, jako mętniactwo, które wykańczało komunę. Wałęsa był jak młot na komunę. Nigdy nie wiedziała, na co może liczyć. Jednego dnia mówił  jedno, następnego dnia odwoływał. Pisze o tym w swoich dziennikach Mieczysław Rakowski. Z Wałęsą nigdy nic nie było wiadomo. Teraz oczywiście dla wielu jest antybohaterem. Zakłamanie historii zaszło tak daleko, że zarzuca się Wałęsie układanie z komuną, upatruje w tym przegranej podczas gdy tak naprawdę było to wielkie zwycięstwo, co dzisiaj, na przykładzie Ukrainy widać boleśnie.

A przecież u nas też mogło być inaczej. W naszej książce „Było, więc minęło” prof. Joanna Penson mówiła: Po tak zwanej prowokacji bydgoskiej, w marcu 1981 roku, kiedy milicjanci w Bydgoszczy siłą usunęli z sali obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej delegację „Solidarności” i brutalnie pobili trzech delegatów, jako solidarnościowy lekarz dostałam rozporządzenie, żeby przygotować się do rozprawy zbrojnej. „Solidarność” miała już lokal, hotel robotniczy we Wrzeszczu. Dostałam tam pokój, by stworzyć punkt sanitarny. Wisiał czerwony krzyż. Każdy z solidarnościowców mógł przyjść w razie potrzeby. I nagle, po tej prowokacji, „Solidarność”, ale nie gdańska i bez Wałęsy, ogłosiła strajk generalny – jako odpowiedź. Stoczniowcy zaczęli zbierać śruby, jakieś drągi – miało dojść do rozprawy zbrojnej. Na szczęście dzięki Wałęsie tak się nie stało. Przyszła do mnie delegacja kobiet, które powiedziały, że będą chodzić po mieszkaniach we Wrzeszczu i zbierać stare prześcieradła, żeby z nich zrobić szarpie. Wie pan, co to są szarpie? To jak w powstaniu styczniowym – drze się prześcieradło na kawałki i to służy zamiast bandaży.

Co będzie z Ukrainą? Nawet jeżeli uda się przeprowadzić zmianę konstytucji i spowodować, że Janukowycz będzie prezydentem tylko do końca roku? Przecież to nie będzie koniec rewolucji. Słuszne są głosy, że trudno będzie znaleźć przywódcę. Władza się skompromitowała, bez wątpienia, ale reformy na Ukrainie nie będą możliwe do wprowadzenia bezboleśnie. Julia Tymoszenko wtrącona i przetrzymywana w „internacie” z absolutnym złamaniem praw człowieka, traktowana niehumanitarnie nie jest już tą postacią z czasów pomarańczowej rewolucji. Za wiele interesów i nierozliczonych spraw jest w tle jej działań.

Ukraina skorumpowana jest przecież na każdym szczeblu. Ciągle od ukraińskich przyjaciół słyszę, ile i komu za wszystko trzeba dać w łapę. Mówią o sprzedanym kraju. Są bezsilni i podporządkowani temu systemowi korupcji. Słyszę ciągle – jedni kradną i drudzy będą kradli. Ile musi się wydarzyć, ile czasu upłynąć zanim ludzie uwierzą w możliwość stworzenia społeczeństwa obywatelskiego. Mam poczucie, że tzw. normalni obywatele, niezaangażowani ani w opozycję ani we władzę, nie mają zielonego pojęcia jaka jest faktycznie sytuacja na Ukrainie. Wczoraj, syn ukraińskiej przyjaciółki pojechał na Ukrainę, jakby nie było wojny, spotkać się z dziewczyną, bo nie mógł pojechać na Walentynki. I oczywiście rozumiem ten powód. Ale równocześnie widzę sposób myślenia: Kostopol to nie jest Kijów. U nas wojny nie ma. A przecież wojna jest. Pytam: czy on zdaje sobie sprawę, co się dzieje, że może być zmobilizowany, że jeśli będzie stan wojenny wezmą go do wojska, że może będzie musiał stanąć po niewłaściwej stronie? – On pojechał do dziewczyny. A jak pytam o Janukowycza, to słyszę, że ludzie go „wybrali”, bo płacono po 200 hrywien.

Ale przecież trudno tych umęczonych ludzi nie rozumieć, polityka zabrała im wszystko. Mają dość. Wielu zamieszkało w Polsce, żeby odmienić swoją rzeczywistość. W tę ukraińską, jaka by nie była, już nie wierzą. Jakby nic nie mieli do powiedzenia. A przecież mają. W „Solidarności” było dziesięć milionów ludzi. Znów, nie można obu tych sytuacji porównać. Tyle, że ukraińska pomarańczowa rewolucja nie wyłoniła prawdziwych liderów ani gabinetu mędrców, którzy byliby w stanie zmobilizować różne środowiska i wpłynąć na myślenie. Potrzebni są ludzie pokroju Mazowieckiego, Geremka, Borusewicza, Pienkowskiej, Krzyżanowskiej, Labudy, Kuronia, Romaszewskiego.

Przerażające jest to, co się dzieje, ale też straszny jest brak perspektywy. Będzie jedna, będą dwie, czy trzy Ukrainy? Czy uda się doprowadzić, aby Ukraina nie przegrała tej krwawej rozgrywki „monarchy absolutnego” – Putina.

W tym wszystkim Janukowycz zachowuje się kompletnie nielogicznie. Przywódca, który w środku Europy podejmuje decyzję o strzelaniu do własnych obywateli musi być postawiony przed trybunałem, to jest jasne, i będzie, jeśli wcześniej nie dojdzie do samosądu. Czy nie obserwował tego, co się dzieje na świecie w ostatnich powiedzmy trzydziestu latach? Przecież to, co zrobił nie może być nierozliczone. A idzie w uparte. Nie tylko jest tyranem, co właśnie pokazał, ale jest po prostu głupi i chciwy. Do tego nie przeczytał żadnej książki o historii i polityce, żadnej książki o tyranach i dyktatorach. Nie odrobił żadnej lekcji. I już nie odrobi. Teraz postawił się w sytuacji zamachowca, z którym się jeszcze negocjuje, nawet coś obiecując, ale od początku negocjacji wiadomo, wszystkim poza nim, że zostanie „zdjęty”.

Myślę o Ukrainie, czekam na koniec tej wojny, na spokój dla ukraińskich obywateli, a jak już odpoczną, to będą musieli znaleźć jakieś rozwiązanie z tej sytuacji bez wyjścia, bo z miejsca, w którym są do wolności, demokracji i stworzenia społeczeństwa obywatelskiego droga jest długa, dużo dłuższa niż od grudnia ’70 do Okrągłego Stołu, wolnych wyborów i budowania nowej rzeczywistości. Przydałaby się wielomilionowa „Solidarność”.

Pomarańczowa rewolucja dawała szansę, ale nie miała zaplecza tylko kryształowych ludzi i tylko czystych intencji. Nie będzie łatwe wyłonienie takiego. Ale nie jest niemożliwe. I potem historia będzie działa się jak wszędzie. Kryształowi ludzie zostaną opluci, autorytety zniszczone, a historia zakłamana. – Cena, jaką się płaci za wolność i demokrację.

W internecie, na facebooku ludzie podają sobie ukraińską flagę narysowaną przez moją koleżankę, Kasię Czapską. Wczoraj do Kasi dzwoniłem, żeby jej podziękować. Uważam, że Kasia stworzyła znak równie historyczny, jak kiedyś Jerzy Janiszewski znak graficzny „Solidarności”. Wiem, że i wielu Ukraińców sobie tę flagę Czapskiej przekazuje. Uważam ją za dotkliwie bolesną. Bo pokazuje, że w sprawie Ukrainy przegraliśmy wszyscy. Unia również.