podczas ziemi wody słońca

wczoraj, warszawska Dolina Muminków, podczas ziemi, wody, słońca chwilowego

Wróciłem do Warszawy, próbuję na nowo zamieszkać za moim biurkiem. Lista projektów ciekawych coraz większa. Jakbym nie widział kryzysu w kulturze. Jakbym nie był przemęczony. Koniec roku, a mnie naprawdę chce się pracować. Czytałem niedawno wywiad z Bogną Świątkowską, genialną animatorką kultury, która powiedziała, że paradoksalnie kryzys może spowodować większe zainteresowanie w kulturze pewnymi zjawiskami, tematami, czy też olśnieniami, bo takiego użyła określenia. Więc olśnień w nowym roku chciałbym życzyć Czytelnikom i sobie.

Przymierzam się do ważnej dla mnie książki, którą dokumentuję od dwóch lat i mam zamiar w 2013 roku w końcu usiąść do pisania. Dałem sobie jeszcze pół roku na dokumentację i pół na pisanie. Mam nadzieję, że to realne.

Na razie książka „Wolne”, wciąż trwają różne promocyjne zdarzenia wokół niej. Wciąż nie do wszystkich bohaterek tej książki udało mi się dotrzeć z egzemplarzami. Przedwczoraj wręczyłem Teresie Nawrot, która była akurat chwilę w Warszawie. Od wielu osób słyszę, że nasza rozmowa robi duże wrażenie i sam mam zresztą poczucie, że pani Teresa powiedziała mi bardzo, bardzo dużo. I w ogóle to ważna dla mnie rozmowa. A Wanda Wiłkomirska wyfrunęła do Australii, gdybym mógł też bym tak z zimy uciekł. Czekam na jej powrót.

A na mnie czekają lektury. Na przykład biografia Tove Jansson, autorki Muminków. Mam kilka listów od Tove Jansson, którą poznałem będąc na stypendium w Finlandii w latach 90. Wielokrotnie rozmawiałem z nią przez telefon. Kiedyś, właśnie pod koniec roku zapytałem ją, czego chciałaby, abym jej życzył. Odpowiedziała: „Żebym znów mogła pisać”. Mniej więcej tydzień później dostałem list, w którym napisała, że to najlepsze życzenia, które mogłem jej złożyć. Że ważne.

Życzę Czytelnikom – i sobie również, bo sobie też trzeba dobrze życzyć – żeby zawsze mogli robić to, co naprawdę jest ważne dla nich, co naprawdę lubią i czego najbardziej chcą.

Wczoraj w „Gazecie Wyborczej” niepublikowany dotąd wiersz Wisławy Szymborskiej, odnaleziony przez Michała Rusinka. Wiersz ważny w tym właśnie momencie, wiersz na koniec i wiersz na początek.

WISŁAWA SZYMBORSKA

Czy to pan wzywał mnie, panie referencie?

Tak koleżanko. Przyszła i na panią kolej.

Musi się pani urodzić. Jak wszyscy. Jak każdy.

Wiem, że wolicie nie być, znam was dobrze,

witacie życie krzykiem – niech pani nie przeczy,

zrobi pani to samo całym gardłem,

jakie jej będzie dane.

A przecież gwarantuję nieodrodną śmierć,

w czym nie zawiodłem, jak dotąd, nikogo.

Niech sobie pani idzie już.

Dowód nietożsamości pozostaje u mnie.

Nic nie trzeba brać z sobą, zresztą – między nami –

cokolwiek jest, jest tylko tam.

I to nie tylko jest, ale w obfitości!

Świat będzie pani miała nawet za plecami!

Wystarczy go! Na wszelkie ukryte szczegóły!

Widoki przeoczone! Przesłyszane głosy!

Na rozrzutny ciąg dalszy! Pozory! I na mnie!

Bo i ja jestem stamtąd, koleżanko.

Przybywam i ubywam, zjawiam się i znikam

w słowach, które powstają tylko tam.

Przyznaję, że to lżejszy byt

od czekających panią przygód z krwi i kości,

na ogół jednak wszyscy wciągacie się jakoś,

piszecie nawet wiersze pod trzema gwiazdkami,

chociaż kusa to liczba jak na taki świat.

Niech sobie pani idzie już.

Tylko na miejscu można znaleźć miejsce.

Podczas ziemi. Podczas wody. Podczas słońca chwilowego,

które rozpoznawczo błyska

na trawie aż do przesady prawdziwej.

I zwykłej – jak mówią usta.

czerwiec 1964