Ślady nieobecności

Właściwie odkąd pracuję w domu pilnowałem, aby pisać przy biurku. Mam pracownię, do której prowadzą schody i to jest idealne – to schodzenie do pracy. Zauważyłem jednak, że książka „Wybór Ireny”, z którą tak bardzo się zmagałem i zresztą wcześniejsze przybiły mnie do biurka na amen. Jakbym nagle przestał mieć inne życie. Zauważyłem ostatnio jak niechętnie schodzę do pracowni. Przyniosłem laptop do mieszkania i pracuję tak, jak nie lubię. Pracuję mieszając te przestrzenie pracy i życia. Ale też mam poczucie pisząc na górze, jakbym bardziej wypoczywał, miał mniejszy obowiązek, jakbym pisał w czasie urlopu. A może po prostu mój organizm musiał wstać od biurka? Codziennie mówię do siebie: od jutra znów będę cumował w pracowni. No, od jutra. Naprawdę. A na razie piszę z laptopem na kolanach. Koty leżą obok. Za oknem nie tyle szaro co ciemno. Lista moich obowiązków rośnie. Kalendarz zapełnia się. Dni mijają.

Zaczynam teraz inspirującą pracę z panią Barbarą Krafftówną. Mogę o tym powiedzieć, bo ogłosiliśmy już rzecz w czasie programu na żywo w TVP Warszawa, kilka dni temu. To będzie książka „Krafftówna w Krainie Czarów”. Od kilku lat rozmawiamy o tej książce, czas najwyższy na rozmowy do niej. Ten program, o którym wspomniałem ma tytuł „Spotkanie z mistrzem”. Jego autorami są świetni dziennikarze Miłka Skalska i Marek Wiechowski. Zostałem zaproszony przez panią Barbarę jako jej gość. Pasjonujące dwie godziny z legendą teatru, kina i kabaretu. Transmitowany był na żywo, ale podobno jest szansa na powtórki.

Więc teraz zapisywać będziemy z panią Barbarą ślady obecności. „Obecność” to też temat książki, nad którą pracuję od dwóch lat.

A na razie nieobecność, bo wpadła mi w ręce kapitalna książka Anny Marchewki „Ślady nieobecności. Poszukiwanie Ireny Szelburg” (pięknie wydana przez Studio Wydawnicze DodoEditor). Przyznam szczerze, że twórczość Ewy Szelburg-Zarembiny jest mi właściwie nieznana, po tej książce chcę po jej książki sięgnąć. Z wielu powodów. Anna Marchewka próbuje zapisać pewną transformację jaką przeszła pisarka, wymazywania własnej przeszłości, czyli usiłuje uchwycić te ślady nieobecności, jakie pozostały. Bo „Szelburg, gdy stała się Zarembiną, rozpoczęła pracę zamazywania przeszłości, aż w zapominaniu doszła do choroby”. Anna Marchewka czyta ją poprzez siebie. Odwiedza adresy, pod którymi Szelburg mieszkała. Pije kawę z jej filiżanki, przemierza te same trasy ale opowiada swój fragment świata, ten, który widzi. I to paradoksalnie wobec świata, który pisarka przestała widzieć ślepnąc. Przygląda się jej poprzez bohaterki, o których pisała. Bohaterki, które decydowały się na samobójstwo traktując je jako objaw wolności, wyrwania się z systemu. – „Samobójstwo bywa jedyną formą manifestacji niezgody, odmowy uczestnictwa w systemie, który nie uwzględnia dyskusji czy zmiany paradygmatu(…) Bywa aktem wyzwolicielskim. Postacie kobiet, które rzucały się w przepaść, głodziły na śmierć, dokonywały samospalenia(…) Samozniszczenie wypisane na ciałach – to buntownicze sztandary, jakie można znaleźć w utworach Szelburg”.

Anna Marchewka szuka pisarki tak jak ona sama „już jako stara i ślepnąca kobieta, już jako Zarembina, jeździła do miasta swojego dzieciństwa, do Nałęczowa, by szukać korzeni. Już nie chciała wywoływać z pamięci opowieści, postaci, chciała skonfrontować się ze wspomnieniami, wyobrażeniami. Korzeni nie znalazła – być może wcale ich nie było”. – Może to jest klucz do zrozumienia takich postaci jak Szelburg, czy bohaterka mojej książki „Wybór Ireny”.

Rozdział „Korzenie” jest chyba jednym z najciekawszych w tej książce. „Twórczość Ireny Ewy Szelburg-Ostrowskiej-Zarembiny podporządkowana była pragnieniu nie do zaspokojenia, pragnieniu, które samo siebie znosiło – mieć dom i z niego uciec, osiąść i ruszyć w świat, mieć pewność i nie dawać wiary”.

Anna Marchewka opisuje podróż Zarembiny do Wąwolnicy, trzydzieści lat po wojnie. Uderza ją zbiorowa amnezja. Jakby nikt poza nią nie odczuwał braku wymordowanych Żydów. „Dookoła żadnej pustki” – cytuje za Zarembiną. Patrzy na miasto i widzi je „polakierowane”. – „Nie ma śladów poza brakiem„.

Cała ta książka to opowieść o braku. Jednym z nich jest „bezdzietność” Szelburg. Osobista tragedia, która zaowocowała Instytutem „Pomnikiem – Centrum Zdrowia Dziecka”, którego była pomysłodawczynią.

Anna Marchewka analizuje ważne dla Zarembiny tematy – przestrzeń ciała, konieczność własnego pokoju (figura dziewczynki, która znajduje sobie miejsce w pustym manekinie), prawo do ucieczki, doświadczenia wojenne i powojenne (lat 50.), oba małżeństwa pisarki, a także jej zmaganie się z chorobą. Tematy, jakie podejmowała wydają się nowoczesne i wciąż ważne, ciągle nieprzerobione w naszej kulturze. Wreszcie, wpadłem w tę książkę, bo Anna Marchewka nie odpowiada, a szuka i zapisuje te poszukiwania, to jakimi tropami idzie. Dzięki temu udaje się zobaczyć Szelburg w przeszłości, ale i dzisiaj. Bo pokazuje autorka ten sam fragment świata. Jakby czasy były równoległe.

„Trzymam garstkę popiołu, nie pióro” – pisała Szelburg.

„Zbieram nagromadzony na grzbietach kurz. Gruby kożuch zwisa z palców, uczepił się jak tłusta gąsienica. Strząsam go z trudem i wycieram dłoń o nogawkę spodni. Pod światło widzę wirujące strzępy: wiem, że zaraz na powrót osiądą na moich dłoniach, gdy sięgnę po tę lub tamtą książkę” – pisze Anna Marchewka o swojej archiwalnej pracy.

Szelburg skazała siebie na nieistnienie. I czas też skazał ją na taki niebyt. Mówił niedawno Krzysztof Varga, że dzisiaj martwy pisarz nie ma szans. I coś takiego jest na naszym rynku wznowień, w naszym lekceważeniu klasyki. Chciałbym aby Szelburg wróciła. Na razie sięgnę po zakurzone tomy, jakie ukryły się w bibliotece. A wybitna książka „Ślady nieobecności”, która właściwie nie jest opowieścią biograficzną a właśnie zapisem braków, podsyca apetyt.

Opublikowano Film, Książki, Muzyka, Teatr | Komentarze są wyłączone