Patty zdobywa New York

Tak, jak pisałem wczoraj: „Wariacje jesienne” Anity Haliny Janowskiej (WAB, 2011) mógłby równie dobrze napisać Woody Allen, smakowite i dowcipne. Opowiada Janowska o pisarzach, którzy zatrzymują się w domu pracy twórczej w podwarszawskich Oborach, ale równie dobrze mogłyby to być rozmowy amerykańskich „intelektualistów” w którejś z nowojorskich knajpek, dodające akordu do płynącego w tle nowoorleańskiego jazzu. Janowska jest autoironiczna, co stanowi dodatkowy walor powieści osnutej wokół pozostawionego autorce rękopisu dzienników pisarza, który pod własnym nazwiskiem nie chce ujawniać pewnych historii. Pisze Janowska bez skrępowania, za co ją uwielbiam, o konstrukcji tej książki (a wokół tej książki jest przecież akcja tej książki): „Od wojen i głodu mamy Rysia Kapuścińskiego, od terroryzmu – szaloną Orianę Fallaci. Pan ich nie przeskoczy. Reporter wojenny to inny gatunek człowieka, osobna rasa, pan do niej nie należy(…) Brak formy to jest właśnie realizm – życie leci od przypadku do przypadku(…) Wiem, że literatura musi mieć formę(…) To jest literatura prościutka – do pociągu, a nawet do tramwaju. Można też zacząć od środka czy od końca. Ważne, by od numerku do numerku(…) Może dać śródtytuły? Jasne, może pan dać, ale wtedy to już będzie całkiem dla debili(…) Mam też problem z historią kościelnego, tego, co zabił rodziców narzeczonej i ją samą. Ale może niezręcznie wyszła ta zbitka pobożności, seksu i zbrodni(…) Różnie to bywa z seksem i świętością. A że zbrodnia? Caravaggio też był ścigany za zabójstwo, a papież go ułaskawił. I słusznie. Stworzył potem dzieła religijne, jakich nie było, dzieła niezwykłe! A swoją drogą – też był pedałem. Kościół nie umie się pedałom odwdzięczyć za to, co dla Kościoła zrobili(…) Jeśli wydawca przyjmie… nie zgorszy się parodią pornografii, nie znudzi złotymi myślami, cytatami, listami…(…) No więc… ja, panie Henryku, czytałam to… jednym tchem”.

I właśnie taka jest ta niewielka powieść. Czyta się ją jednym tchem. Polecam, a niebawem tu, na blogu, mój wywiad z autorką.

Piszę, a patrzę przez okno na kocie zależności. Alf został porzucony przez matkę, kiedy miał dwa dni, i wtedy się tutaj wprowadził, a właściwie został przyniesiony. Po jakimś czasie, kiedy zaczął już wychodzić z domu, nagle zaczęła się też pojawiać jego matka i brat. Bardzo mnie to dziwiło, że nagle się w niej takie matczyne odczucia obudziły, podczas gdy jeszcze niedawno po prostu go porzuciła. No i tak zaczęła przychodzić i odwiedziny ostatnio stały się regularne. Wieczorem podchodzi pod drzwi, Alfredo czeka na nią z drugiej strony, potem wychodzi i gdzieś razem biegają. Z powodu tej mamusi Alfredo ma coraz częściej depresję. Widać to po nim. Wraca kompletnie przygnębiony. Kiedyś, jak dorastał, to czytał ze mną książki, zamieszczałem tu jakieś zdjęcia, ale teraz to głównie przeżywa te historie porzuconego syna. Poczytałby „Wariacje jesienne”, uśmiałby się trochę, ale małpy złapać nie mogę, jest jak superszybki odrzutowiec. Gdzie on, taki świr, by się teraz na książce skupił.

Ewa Kasprzyk jako Patty w NYC

Po prostu koci świat. A a propos śmiechu, to jest mi miło, bo dowiedziałem się właśnie, że nasz spektakl – który od paru już lat publiczność dobrze chyba bawi – „Patty Diphusa”, który w Nowym Jorku pokazała Ewa Kasprzyk (reżyseria Marta Ogrodzińska, moja adaptacja tekstów Pedro Almodovara) dostał właśnie nagrodę Best International Show na United Solo Theatre Festival 2011. Bardzo Ewie i nam gratuluję. Nagrodę dla najlepszej aktorki otrzymała Wioleta Komar za spektakl „Diva”. Na festiwalu pokazano blisko 80 monodramów z całego świata.

Wracam do pracy.