Uśmiech Czesława Miłosza

Za oknem deszcz. Ze stolika i krzeseł za oknem spadają krople deszczu. Pracuję w domu, włączyłem pierwszą płytę Carli Bruni, którą kupiłem w Paryżu, kiedy odnosiła ogromny sukces. Carla Bruni oczywiście nie była jeszcza żoną prezydenta. Zaskoczyła wszystkich, kiedy będąc już bardzo znaną modelką, nagrała nastrojową, znakomitą płytę, w dużej mierze z własnymi tekstami, akompaniując sobie na gitarze. Przypominam sobie tamten wyjazd, a pogoda przywołuje też ostatni wyjazd do Paryża, wiosną ubiegłego roku, z podobnie kapryśną pogodą, jaka jest teraz w Warszawie. Czasem słońce, czasem deszcz. Też oglądałem miasto głównie zza okien. Tak się ćmi ten Paryż, jak bolący ząb.

TVP Kultura powtórzyła wczoraj nakręcony w Ameryce dokument Marii Zmarz-Koczanowicz o Czesławie Miłoszu „Czarodziejska Góra. Amerykański portret Czesława Miłosza” z roku 2000. I była tam scena, w której Miłosz czyta publiczności jeden ze swoich wierszy, erotyk, o kobiecie, którą widział przez półtorej minuty w paryskim metrze, i w której się na tę jedną chwilę naprawdę zakochał.

Nie znałem tego filmu, a jego siłą jest przede wszystkim to, że pokazując Miłosza jako wielkiego poetę, również poetę amerykańskiego, nie odbiera mu nic z człowieczeństwa. Miłosz dużo się śmieje, dużo żartuje, jest dziecięcy bardziej niż zamyślony, rozbawił mnie w pewnym momencie, kiedy pokazując swoją sypialnię, mówi: „a to jest telewizor, oglądam Telewizję Polonia, oglądam Złotopolskich”. Ten film cały był z takich fragmencików, które pokazują Miłosza po ludzku. Jest scena, kiedy siedzi z żoną, Carol w jakimś głośnym barze w Berkley, gdzie mieszkał, i żona Miłosza mówi: „Czesław nie mógł skończyć wiersza. Napisał pierwszą wersję pół roku wcześniej. A potem pojechaliśmy z moją mamą na zakupy, i podczas gdy chodziłyśmy po sklepach, Czesław siedział tu i go skończył”.

Wspaniałe wypowiedzi Susan Sontag o Miłoszu jako poecie amerykańskim. Zabawne wypowiedzi Miłosza o Ginsbergu. I Carol Miłosz, która mówi, że do poznania męża myślała, że poeci są natchnieni, zamyśleni i nudni. A żyjąc z nim i poznając wielu poetów doszła do wniosku, że potrzebują przygód, gęstości życia i przeżyć.

Nie ma Carol Miłosz. Nie ma Czesława Miłosza. Nie ma Susan Sontag.

Jestem pewny, że na lekcjach polskiego powinno się obowiązkowo pokazywać film Marii Zmarz-Koczanowicz, i podobne, pokazywać ludzi nie skróty biograficzne pisarzy, zachęcać do czytania.

Wczoraj dużo różnych nominacji, bo i NIKE i nagroda literacka GDYNIA. Cieszę się z powodu nominacji dla Ewy Lipskiej (obie nagrody), i dla Mariusza Szczygła (NIKE). Wydawnictwo Czarne Moniki Sznajderman i Andrzeja Stasiuka dostało aż siedem nominacji do NIKE, co znaczy, że wydawcy powinni iść swoją drogą, odejść od komercji, bo tak zwana niszowa literatura też może być masowo czytana, nominacje do NIKE zawsze bardzo wpływają na sprzedaż książki. Warto wydawać dobrą literaturę i warto czytać. Mnie potrzebne jest czytanie jak tlen.

Wczoraj pisałem o Barbarze Krafftównie, a skoro dzisiaj Czesław Miłosz wspomina, że ogląda „Złotopolskich”, Małgorzata Rożniatowska. Obie aktorki grały w moich monodramach. To zdjęcie było zrobione w garderobie w Teatrze Na Woli, Barbara Krafftówna odwiedza Małgosię po spektaklu „Uwaga – złe psy!”.

Zajrzałem tutaj, bo chciałem się na chwilę zatrzymać. Jutro pokazujemy z Elżbietą Czerwińską monodram według „Smażonych zielonych pomidorów”, więc myśl plącze się, urywa, zawiązuje, tum ta tum.

Kot Tutka zawinął się w ciepły, polarowy koc i przesypia deszcz. A tyle mógłby zobaczyć.

 

 

 

 

 

Czesław Miłosz

Filina

Widmowe laboratorium na górach dymiło.

Mgła po stopniach jasności w błękit wstępowała.

Jadąc długą ulicą o tobie myślałem, Filino.

Która ukazujesz się z dobrodziejstwem szumiących spódnic,

Ze śmieszną twoją piosenką:

Mam trzewiczki z mysiej piczki

Takie same rękawiczki

I przed lustrem spacerujesz tum ta tum 

Zanim zbiegniesz

Na dół do powozu.

Rącze konie nas niosą topolową drogą.

Rybacy nad rzekami zasiedli na święto.

Biały obrus rozściełany pod jabłonią w gaju.

W srebrny kubek nalewamy ciemne wino.

– Ale gdzież jest taka śliczna okolica?

– W dawnych księstwach za morzem, Filino.

A nawet gdyby twoje wstążki były tanie

I twoja bielizna nie zanadto czysta,

Ten dzień i bieg obłoków na zawsze zostanie,

Żeby ziemia nam pomogła, rzeczywista.

Ty jesteś powierzona wiecznej opiece,

Która ślad motyla w powietrzu chroni

I ziemię na nowo stwarza tak jak zechce,

Tam gdzie nie ma bólu, ani ironii.

Filina, spódnice szumiące,

Lustra przepadające.

Tum ta tum.

1976

(z tomu „Hymn o Perle”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1983).