i nic więcej

Podobno pod świerkiem w ogrodzie mieszka jeż. Ucieszyłem się, bo w dzieciństwie przez chwilę miałem jeża, w dzieciństwie na wsi, pojawił się pewnego dnia i został chwilę. Codziennie wychodzę na mały spacer, poznaję okolicę, dobrze jest czuć, że się w coś wrosło, gdzieś zapuściło korzenie. Kot Tutka też na razie dosyć nieśmiało poznaje teren. Dopiero wieczorem wychodzi na spacer. Czekam na chwilę, w której będę już mógł naprawdę usiąść, naprawdę poczytać, naprawdę coś napisać. Na razie, jak to po przeprowadzce, przedmioty wciąż zmieniają swoje miejsce, szukają najlepszego dla siebie, przez chwilę pasują, a potem znów nie pasują, ich miejsce zastępują inne. Zauważyłem, powiedział to zresztą profesor Roch Sulima w rozmowie z Agnieszką Drotkiewicz, że kreujemy miejsca podobne, a nie zupełnie nowe. To mieszkanie rozkładem, lokalizacją właściwie bliźniaczo przypomina to ukochane. Zresztą przyjaciele, którzy tutaj zajrzeli mówią: „O, Prezydencka”. Bo mieszkanie jest omal jak przeniesione z ulicy Prezydenckiej, która dała tyle dobrych wspomnień, opowieści, spotkań, gościnności. Przedmioty też trafiają na podobne miejsce jak w poprzednim mieszkaniu, w tej samej części salonu kanapa, wazon z kwiatami, stara ława. Ciekawe jest obserwowanie, jak bardzo potrzebuję takich podobieństw, szukam tego, co znam.

Pięć lat temu w Gdyni. Prapremiera „Błękitnego diabła”, którego napisałem na Jubileusz 60-lecia Barbary Krafftówny. Pani Prezydentowa Maria Kaczyńska dekorowała panią Basię przyznanym przez Prezydenta orderem. Fotografię zrobiła moja siostra, Agnieszka.

W piątek wręczenie nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki (jestem ciekawy, która książka zostanie nagrodzona w tym roku, ubiegłoroczny wybór laureata – Jean Hatzfeld – był trafny i spowodował zainteresowanie jego książkami w Polsce), w sobotę w Starej Prochowni pokazujemy „Smażone zielone pomidory”, w poniedziałek rozstrzygnięcie konkursu na najlepszy wywiad prasowy 2010 roku, we wtorek Jubileusz 65-lecia pracy artystycznej Pani Barbary Krafftówny. Bardzo, bardzo na to wtorkowe wydarzenie czekam, bo pani Barbara jest jedną z najważniejszych artystek i osób w ogóle, jakie poznałem, ciągle czegoś się od niej uczę, przede wszystkim siły, młodości i ciekawości świata, cech które istnieją poza wiekiem metrykalnym. W nowej pracowni wisi seria zdjęć pani Barbary z naszego pierwszego spektaklu, czyli „Błękitnego diabła”, jaki napisałem na Jej zamówienie, na okazję 60-lecia pracy artystycznej. Więc już minęło pięć lat. A wszystko takie pulsujące w pamięci. Tamten spektakl kończyła pani Basia śpiewając piosenkę Marleny Dietrich, kończyła słowami: „bo ja jestem tylko po to, żeby kochać mnie, i to się o mnie wie, i nic więcej”.