między adresami

Kiełkuje mi w głowie zalążek nowej powieści, coś się czai, na razie dystansuję się od tego. Nie chcę niczego przyspieszać. Obiecałem wydawcy, że w czerwcu przyślę ostateczną, moim zdaniem, wersję powieści „Złodzieje koni”. Chcę jeszcze w niej chwilę podłubać, mieć pewność, że słów jest w niej w sam raz, rytm właściwy a dramaturgia wciąga – w każdym razie chciałbym bardzo, aby tak było. Dlatego nie słucham na razie tego, co podszeptuje nową książkę. Będzie na nią czas. Poza tym chcę ją napisać już pod nowym adresem. Po prostu przeprowadzić się do nowego domu i do nowej powieści.

Teraz chcę czytać. Stos książek rośnie.

Zajrzałem do tomu „prawie dotykam” Marcina Siwka i trafiłem na wiersz, który mnie uderzył:

Marcin Siwek

gdzie

nie spojrzysz               wokoło

jesteś urwiskiem

i

ani kroku

poza siebie

(„prawie dotykam”, Łódź 2010)

*

Wracam do lektur najważniejszych. Jestem szczęśliwy, bo gość i wspomnienie wyjątkowe.

Kanon na nowy blog, odcinek 52

Dzisiaj o pięciu najważniejszych dla siebie książkach opowiada

Agnieszka Holland, reżyser:

Bardzo mi trudno wybrać akurat 5. Jako dziecko  (chorowałam długo) czytałam wszystko; czasem 3, 4 książki dziennie. Od socrealistycznej literatury krajów obozu socjalizmu, przez polską i obcą klasykę (przeczytałam dzieła zebrane Prusa, Żeromskiego, Orzeszkowej i Władysława Orkana) po literaturę stricte dziecięcą.

Z tych wszystkich książek najbardziej na mnie wpłynęły:

1)    Borys Polewoj “Opowieść o prawdziwym człowieku”. Historia lotnika bez nóg, który nauczył się latać na myśliwcach by udowodnić niemożliwe i bić wroga faszystę – jakoś niebywale przemówiła do mojej dziecięcej wyobraźni. Do dziś pamiętam obrazy jak czołgał się, po tym jak jego samolot został stracony w środku lasu, ze zmiażdżonymi nogami przez bagna i żywił zmarzniętymi jagodami żurawin i mchem. Żeby było śmieszniej, tę książkę znalazłam w swojej celi, kiedy uwięziono mnie w więzieniu na Ruzyniu w Pradze w 1970 roku za kontakty z “Taternikami”. Leżała na pryczy bez okładki, strony tytułowej i pierwszych stron, ale od razu rozpoznałam lotnika Mieresejewa. Na spacerniaku zaczęłam śpiewać, pod jej wpływem zapewne, rewolucyjne piosenki i cieszyć własną dzielnością.

2)    Frances Hodgson Burnett “Tajemniczy ogród”. Czytałam to po raz pierwszy chora, z dużą gorączką i potem jeszcze wiele razy.  Myślę, że najważniejszy był sensualny symbolizm tej książki. Fascynowały mnie też wrzosowiska. Strasznie chciałam je zobaczyć. Udało mi się wiele lat później, kiedy adaptowałam tę książkę na film dla dzieci  (dla Warner Bros.) i kręciliśmy plenery w Yorkshire. A potem jednym z powodów, dla których kupiłyśmy z Kasią dom w Bretanii było, że leżał w pobliżu wrzosowisk na Cap Frehel. Ważnych dziecięcych książek było bardzo dużo. Obok tej, najważniejszy był cykl o Królu Maciusiu I i “Kajtuś Czarodziej” Korczaka.

3)    Literaturę rosyjską odkryłam przez Dostojewskiego i to bardzo wcześnie – czytałam go w wieku 12 lat, nieprzerwanym ciągiem kilka powieści. Pierwsza  to byli “Skrzywdzeni i poniżeni”. Dziś nie pamiętam już zupełnie tej książki ale sam tytuł wiele dla mnie znaczy. Potem największe wrażenie zrobił na mnie “Idiota”. Ale już wkrótce najważniejszy stał się CZECHOW i tak jest do dziś. Zaczęło się od przedstawienia “Trzech sióstr” w Teatrze Współczesnym. Musiałam mieć z 12 lat, bo zabrał mnie na to ojciec, który umarł, gdy miałam 13. Potem przeczytałam wszystko, do czego tylko miałam dostęp z listami włącznie. To najbardziej ludzki, przenikliwy pisarz, jakiego znam. Jego chłodna czułość jest dla mnie wzorem.

4)    Następna fascynacja to był Tomasz Mann; najbardziej “Czarodziejska Góra” i “Doktor Faustus”. Też przeczytałam wszystko włącznie z listami. Dziś mi się oddalił i mam go trochę za nudziarza (z wyjątkiem “Hochsztaplera Feliksa Krulla”), nie wracam do niego. Ale wtedy otworzył mi zupełnie nowe horyzonty.

5)    Franz Kafka. “Zamek” i wszystko inne. Nieprzerwanie. Kafka to mój brat.

Agnieszka Holland