Pomarańcze i cytryny

Nie spodziewałem się jednak, że tyle osób uda mi się namówić do zwierzeń na temat ich najważniejszych książek. Wszystkie te wybory i propozycje czytam z ciekawością i emocjami, bo uważam, że wiele mówią też o autorach tych „kanonów”. Henryka Krzywonos opowiadająca o traumatycznych przeżyciach dziewczynki-bohaterki książki z dzieciństwa, Anna Łojewska opowiadająca o książkach, które pomogły jej się wyrwać z bezdomności, Krzyś Sofulak o życiu pszczół, a przecież przy swoim domu, w lesie ma ule i naprawdę miałem przyjemność jeść miód z tych uli. Dzisiaj już pięćdziesiąta odsłona kanonu pięciu najważniejszych książek. Nie wiem, czy nadal kolejne odcinki będą ukazywały się regularnie, ale jako redaktor naczelny własnego bloga robię, co mogę, żeby te wypowiedzi się pojawiały, cierpliwie czekam lub lekko napominam. Wciąż przekonany, że warto, że te propozycje i ich uzasadnienia są ważne.

Wczorajszą pocztą prezent od Renaty, m.in. dwa słoiki pomarańczy i cytryn w zalewie.  I czterolistna koniczyna na nowy adres. Owoce ze słoików po prostu delicje. Dlatego dopytałem o przepis. Więc pomarańcze (w wersji do drugiego słoika cytryny i limonki) kroimy w plastry, sypiemy cukier między plastry, całość zalewamy rumem, i tyle, bez gotowania, do lodówki, żeby wytrzymały dłużej. A, zapomniałbym, do każdego słoika jeszcze laska cynamonu. Pyszne jako dodatek do herbaty ale i znakomite jako deser, jako przerwa w pisaniu na przykład albo ucieczka. Trochę słońca w domu.

Kanon na nowy blog, odcinek 50

Dzisiaj o swoich najważniejszych książkach opowiada

Anna Dziewit, dziennikarka:

O tym, że spośród tak wielu wspaniałych książek niezmiernie ciężko jest wybrać tylko pięć pisze niemal każdy pytany przez Remigiusza. Ze mną jest tak samo. Stałam chyba z pół godziny przed półkami w bibliotece i dumałam. To, co przedstawię to pewnie wybór z gatunku „sentymenty i inne”, ale tym najłatwiej było się kierować.
„Nieznośna lekkość bytu” Milana Kundery to powieść, która mnie uwiodła gdy byłam bardzo młoda. Nigdy wcześniej nie czytałam takiej książki o miłości, o życiu, o historii. Cytaty z niej służyły mi w wielu listach, pracach, zapiskach, ciekawa jak bardzo wpłynęła na to jak wyglądało i jak wygląda moje życie uczuciowe.
Salman Rushdie „Dzieci północy” czyli odkrycie literatury jaką po dziś dzień wielbię – nurtu postkolonialnego, a i orientalnego. Pamiętam, że pisałam o tej książce na maturze (bo to były czasy gdy na maturze można było pisać o takich książkach, czyli czasy złote). Rushdie jest dla mnie jednym z największych prozaików – to jakiego używa języka, jak stosuje humor, jakich tworzy bohaterów i jak rozprawia się z mitami – to mistrzostwo. Gdy w końcu dostanie Nobla kupię wielką butlę szampana i strzelę korkiem na wiwat.
Ryszard Kapuściński „Imperium” i „Cesarz” – dzięki tym książkom z biblioteki mojego ojca zrozumiałam, że świat realny bywa znacznie bardziej interesujący niż fabuła niejednej beletrystycznej powieści. Uwielbiam reportaże, nałogowo czytam wszystko co ukazuje się w reporterskiej serii wydawnictwa Czarne i choć „Imperium” czytane ostatnio odebrałam już nieco inaczej niż przed laty, niemniej – Ryszard Kapuściński jest królem.
Jack London „Martin Eden” – to książka, której lekturę odchorowałam. Pamiętam, że tę książkę musiałam czytać jako lekturę szkolną. Nie wiedziałam, że skończy się to szlochem i chwilowym załamaniem. Kiedy bohater, pokonawszy wszelkie przeciwności losu i w glorii sławy wielkiego pisarza popełnił samobójstwo – wszystko wydało mi się godnym poddania w wątpliwość. Była to na pewno książka, której lektura ogromnie na mnie wpłynęła.
Jeanette Winterson „ Nie tylko pomarańcze” – doskonała powieść o dzieciństwie i dojrzewaniu w cieniu religijnej dewocji. Dziewczynka kontra mroczny świat opętanych religijnością, a wszystko napisane z taką lekkością i humorem, że najczarniejsze mroki stają się od razu łatwiejsze do przejścia. Styl pisarski Winterson w tej powieści przywodzi mi na myśl jej młodszą koleżankę – Zadie Smith, której błyskotliwość i talent także bardzo sobie cenię.