Do ostatniej kropli sosu

Spagetti carbonara, czyli makaron z jajeczno-śmietanowym sosem i z boczkiem wciąż jest dla mnie, od siedmiu już lat (a doskonale pamiętam datę, to było 13 marca 2004 roku), kiedy próbowałem po raz pierwszy, daniem obłędnym, a nawet powiedziałbym ratunkowym. Przy jedzeniu carbonary kompletnie się wyłączam, przestaję myśleć, mówić, denerwować się, rozumieć słowo: problem, martwić się, w ogóle przestaję być człowiekiem, a staję się czuciem, bo carbonara uruchamia zmysły – najpierw powonienie: intensywny zapach boczku; potem wzrok – bo na makaronie starty parmezan i porwana natka pietruszki; później znów powonienie: bo już nos rozpoznaje świeżo rozbity w afrykańskim moździerzu pieprz, topiący się na daniu parmezan; w końcu smak – wciąż wgryzam się w inny kawałek nieba – smażony boczek, makaron w gęstym, delikatnym, prawie aksamitnym sosie z żółtek, dalej wgryzam się w kawałek ziemi – pietruszka, ostry pieprz. Nawijam na widelec, makaron ciągnie się, znów bardzo intensywny zapach. Rozpływają się we mnie to niebo i ta ziemia. Łyk czerwonego wina, i już smak potrawy inny, wyrazistszy, bardziej cierpki. Nie myślę, nie mówię, po prostu jem, sycę się, karmię, uwalniam. Do ostatniej kropli sosu. Nic na to nie poradzę. Nie jestem w stanie się oprzeć. I właśnie dzisiaj, w obliczu różnych spraw, kłopotów i zmartwień carbonara jest lekarstwem pierwszej potrzeby. Jest literaturą samą w sobie. Żeby choć raz umieć napisać taką powieść!

A kiedy talerz wylizany do ostatniej kropli sosu, przy kolejnym łyku czerwonego wina, mogę przywrócić myślenie, przypomnieć sobie słowa, błogo się uśmiechnąć, na przykład wspominając wczorajszy wpis z linkiem do monologu Bronisława Maja jako Pani Loli z Krupniczej. Pani Marta, Czytelniczka bloga, napisała mi dzisiaj, że Bronisław Maj mówił te monologi w radiu. I że kiedyś powiedział: „Pan Sienkiewicz,  on się okropnie we mnie kochał. On mnie nazywał Trylogia”. I znów zacząłem się śmiać, głośno śmiać, bo po spagetti carbonara śmiech wraca ze zdwojoną siłą i zwielokrotnionymi możliwościami. I zaraz przypomniały mi się badania prezentowane w mojej ukochanej radiowej Jedynce, z których wynikało, że w Polsce bardzo popularne jest nazwisko Kot, ale nikt z nas nie ma na nazwisko Pies. Jednak przepytani przez radio przypadkowi słuchacze odpowiadali, że gdyby mieli wybrać, to wybraliby Psa. Przeczytałem też gdzieś, że w Ameryce ktoś niedawno dał swojej córeczce na imię Facebook. A jeśli moje myśli idą w tę stronę, to znaczy ratunek udał się, uwolniłem się od myślenia, to znaczy, że naprawdę dobrze zjadłem.

*

Dostałem dzisiaj ciekawe zaproszenie, zamieszczam, bo warto się wybrać:

8 PRZEGLĄD FILMÓW ETNOGRAFICZNYCH

„OCZY I OBIEKTYWY”

25 – 27 lutego, Warszawa, Muzeum Etnograficzne, ul. Kredytowa

sobota, 26 lutego

14.30Copains & Coquins. La Bande a Rouch au Niger, real. Berit Madsen, Anne Mette Jørgensen. Dania 2007, 59′
15.35Petit à petit, real. Jean Rouch. Francja 1971, 90′
17.15Transfiction, real. Johannes Sjöberg. Wielka Brytania 2007, 57′
18.30Kultura daru, real. Maciej Eichelberger, Łukasz Kamiński. Polska 2011, 90′
20.10Je ne suis pas moi-même, real. Alba Mora, Anna Sanmartí. Hiszpania 2009, 50′
21.05Children of Raminia, real. Quitterie Bienvenu. Francja 2010, 25’30”
21.40Schwere Geburt, real. Christa Pfafferott. Niemcy 2009, 60′

niedziela, 27 lutego
15.30Wszystkie Mazurki Świata, real. Tomasz Knittel. Polska 2010, 33’
16.05Opowieść na dwa głosy, real. Maria Małanicz-Przybylska, Pola Rożek. Polska 2010, 22’
16.30Wieś Swarycewycze, real. Jagna Knittel. Polska 2010, 27’
17.00Etnograf z kamerą, real. Maria Małanicz-Przybylska, Pola Rożek. Polska 2010, 22’
17.35W Nowicy na końcu świata, real. Natasza Ziółkowska-Kurczuk. Polska 2009, 67’
19.00Gandhi’s Children, real. David MacDougall. Indie, Australia 2008, 185’

www.oczyiobiektywy.art.pl

*

Kanon na nowy blog, odcinek 34

Dzisiaj o swoich najważniejszych książkach opowiada

Jacek Antczak, reporter, autor książek:

1 Poezja

„Wszystko jest poezja” i cała jeansowa seria Stachury (od tego się zacząłem, pomijając dzieciństwo z Niziurskim), Herberta „Pan Cogito” na zmianę z „Traktatem poetyckim” Miłosza. I Baczyńskiego „Wiersze wybrane” z Ewy Lipskiej „Wybranymi wierszami”.

Nie potrafię wskazać jednego tytułu. Bez poezji nie ma wrażliwości i miłości (o, rym częstochowski), nie ma o czym gadać, myśleć i milczeć, „Najważniejsze sprawy w życiu, pijak obok Różewicza, najważniejsze w życiu sprawy – prośba do poezji zjawy”.

2 Powieść

„Sto lat samotności” Márqueza, „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa, „Imię róży” Umberto Eco. Czy muszę uzasadniać? No, dobrze: magia, szatan w Moskwie i zbrodnia w bibliotece.

3 Reportaż

„Na wschód od Arbatu”, „Zdążyć przed Panem Bogiem”, „Hipnoza”, „Taniec na cudzym weselu”, „Spokojne, niedzielne popołudnie”, „Wyjątkowo długa linia”…  Jestem wierny Hannie Krall, bo od niej zaczęło się moje pisanie. Nikt w taki sposób nie potrafi opowiadać o paru najważniejszych sprawach w życiu. Jako suplement Szczygieł z „Gottlandem” i Hugo-Bader z „W rajskiej dolinie wśród zielska”.

4 Lekko

W młodości kryminały Erle Stanley’a Gardnera o Perry Masonie, na starość „Śmierć w Breslau” i kolejne kryminały Marka Krajewskiego, bo polski Chandler pisze o seryjnych zabójcach z Breslau, a sam jest z Wroclove (jak ja). No i „Wierność w stereo” Nicka Hornby’ego.

5 Ciężko

„Galernicy wrażliwości” i „Maski” oraz inne eseje Marii Janion nie tylko ze słynnego seminarium Marii Janion. I znowu „Zniewolony umysł” Miłosza na zmianę z „Martwą naturą z wędzidłem” Herberta. I jeszcze coś, co przypomniałem sobie tworząc to zestawienie: jako nastolatek z dziesięć razy przeczytałem „MW” Łysiaka (nie wiem dlaczego) i trzy razy „Słownik mitów i tradycji kultury” Kopalińskiego (to wiem – chciałem być mądrzejszy).