Tuwim

Julian Tuwim z córką Ewą, Anin 1949

Życie jest wielką stolicą – napisał Julian Tuwim w jednym z wierszy. Od paru tygodni przygotowuję się do spotkania „Julian Tuwim. Poeta i ojciec”, które jutro (niedziela) poprowadzę w Teatrze Żydowskim w Warszawie (godz. 13.00, zapraszam). To kolejne spotkanie z cyklu, jaki tam prowadzę „Bagaże kultury”. Wcześniejsze były wokół postaci Idy Kamińskiej, Agnieszki Holland, Hannah Arendt. O Tuwimie będą jutro mówiły córka poety Ewa Tuwim-Woźniak i Kira Gałczyńska, córka Konstantego Ildefonsa. Widziały się tylko raz, wiele lat temu. Jutro spotkają się po raz drugi. Bardzo jestem tego ciekawy.

Przez te tygodnie działo się wiele, ale w każdej wolnej chwili wracałem do Tuwima, czytałem, odkrywałem. A tak się składa, że wyszły właśnie dwie ciekawe publikacje. Nowa biografia Tuwima napisana przez Mariusza Urbanka „Tuwim. Wylękniony bluźnierca” i numer pisma „Midrasz”, redagowanego przez Piotra Pazińskiego poświęcony w dużej mierze Tuwimowi. Obie publikacje uzupełniają się. Urbanka interesuje Tuwim przede wszystkim polityczny, ideologiczny, a więc Tuwim jako postać niejednoznaczna, zawikłana, tragiczna. „Midrasz” omawia stosunek Tuwima do żydostwa, do Żydów, do żydowskiego języka ale również stosunek Żydów do Tuwima. Po lekturze obu myślę o tym, kim byłby Tuwim bez uwikłania w ideologię, bez legitymowania komunistycznej władzy? Czy gdyby był genialnym, jakim był bez wątpienia, ale kryształowym poetą i człowiekiem, to fascynowałby dzisiaj? Co z jego poezji by przetrwało i co przetrwało?

Jak Tuwima zrozumieć? Cytuje Urbanek Lechonia, który na wiadomość o śmierci Tuwima napisał: „Niech Ci lekką będzie, Julku, ta ziemia polska, którąś tak źle, tak głupio, ale naprawdę kochał”. Cytuje też Józefa Wittlina: „Był jednym z dowodów na istnienie Boga”. Wstrząsające zdanie biografa: „Umarł w najgorszym momencie”. To znaczy umarł w czasie, kiedy nie mógł się z niczego wytłumaczyć, niczego odwołać. „Tak jak odwoływali ci, których grzechy były nieporównywanie większe. Im w większości wybaczono, jemu na bardzo długo zapamiętano przede wszystkim słowa z ostatnich lat”.

Czytam wiersze Tuwima, różne – nawet w tych „złych”, politycznych, ideologicznych widać iskry i błyski geniuszu. Pisał Lechoń „Wszystko między mną a Tuwimem zerwane na zawsze oprócz poezji. W niej będzie jego ułaskawienie”. A Aleksander Wat pisząc, że dzięki wstawiennictwu Tuwima Bierut ułaskawił skazanego na śmierć (za rzekome szpiegostwo) Jerzego Kozarzewskiego i pięciu innych skazanych w tej samej sprawie, tłumaczył: „Nikt, kto sam nie przeżył stalinizmu, nie ma moralnego prawa Tuwima ani potępiać, ani usprawiedliwiać. Ta głowa przeważy na szali ostatecznej”. Zaś Czesław Miłosz: „Polska, jaką pamiętał sprzed wojny, była rasistowska i mentalnie faszystowska, toteż jedynie ustrój posługujący się przemocą i cenzurą był zdolny ją zmienić”. – Dlatego, zdaniem Miłosza, komunizm był dla Tuwima jedynym ustrojem mogącym pokonać faszyzm.

I długo by można wymieniać opinie z jednej i drugiej strony, przeciwstawiać je sobie i Tuwimowi. Również opinie na temat jego poematu „My, Żydzi Polscy”, któremu w znacznej mierze poświęcona jest dyskusja między Aliną Molisak, Bellą Szwarcman-Czarnotą, Michałem Głowińskim i Piotrem Matywieckim, opublikowana w „Midraszu”. Mówi na przykład Bella Szwarcman-Czarnota: „W ogóle Tuwim wydaje mi się za; on za głośno krzyczy, demonstruje. Po wojnie jego głos jest przesadny, być może chciał przesłonić swoje poczucie winy, zaniedbania w swojej działalności, w swojej poezji z okresu międzywojennego”. Pojawiają się głosy za poematem i przeciw niemu. Czy miał prawo pisać w imieniu Żydów, czy nie zrobił tego za późno? Bardzo ciekawe jest to, co mówi Piotr Matywiecki o innym tekście Tuwima „Pomnik i mogiła” (zresztą zamieszczony w „Midraszu”), ów tekst napisany został z okazji odsłonięcia pomnika Bohaterów Getta. Nazywa siebie w nim Tuwim człowiekiem bez ojczyzny. Matywiecki mówi o tym: „To poczucie nagości człowieczej w obliczu tego, co się stało, jest tutaj najbardziej dojmujące(…) To poczucie nagości jest z jednej strony ostateczną prawdą, którą człowiek powinien, po tym, co ludzkość przeszła, osiągnąć, ale z drugiej strony staje się nagością straszliwie niebezpieczną, nagością pierwszego sztandaru”. – Bo pisze Tuwim, że jest w punkcie zero swojego człowieczeństwa i ma przed sobą wszelkie możliwe wybory – sztandary gniewu, nadziei, walki, a nawet sztandar polityczny. Alina Molisak mówi w tej dyskusji, że Tuwima nie da się zaszufladkować, a jego teksty wciąż są otwarte. I chyba najważniejsze słowa z tej debaty, słowa Matywieckiego: „Całe straszliwe, nieomal schizoidalne popękanie tej postaci, poranienie tego człowieka wydaje mi się tak znamienne dla całego pokolenia dwudziestego wieku, szczególnie jego pierwszej połowy, że między innymi z tego względu ten człowiek mnie fascynuje”.

Bo, że fascynuje, nie mam wątpliwości. Mnie również.

Mniej widzimy Tuwima rodzinnego, również w biografii Urbanka. Zarówno żona, jak i siostra są gdzieś w cieniu, w tle wielkiego poety. Mam nadzieję, że jutro uda nam się o tym porozmawiać.

Słowo ciałem się stało

I mieszka między nami,

Karmię zgłodniałe ciało

Słowami jak owocami;

Piję jak zimną wodę

Słowa ustami, haustami,

Wdycham je jak pogodę,

Gniotę jak listki młode,

Rozcieram zapachami(…)

(z wiersza „Słowo i ciało”)

*

– Mariusz Urbanek „Tuwim. Wylękniony bluźnierca”, Iskry, Warszawa 2013

– „Midrasz. Pismo Żydowskie”, nr 5 (175) wrzesień/październik 2013

PS:

Wczoraj smutna wiadomość o śmierci Janiny Katz, o której książce „Opowieści dla Abrama” tutaj pisałem. Ta powieść to jedno z moich objawień. Dziękuję.