A kogo

Moja nowa książka „Wolne” jeszcze w drukarni, ale przyjechał już pierwszy egzemplarz, bo uczestniczę w różnych promocyjnych zdarzeniach. Ta książka to właściwie prezent świąteczny, nie zamierzałem jej wydawać w tym roku. Miałem w głowie temat, miałem część rozmów, myślałem, że może za rok… Propozycja współpracy z Krytyką Polityczną, entuzjazm Justyny Dąbrowskiej, która była z tą książką od początku i innych miłych osób z Krytyki, umożliwiły wydanie jej szybciej niż planowałem. I to jest miła niespodzianka. Za parę dni książka trafi do Czytelników i mam nadzieję, że będzie prezentem również dla nich.

Wczoraj ważny dzień. Ewa Błaszczyk, którą przed laty dotknęła tragedia, której córka skończyła właśnie osiemnaście lat, otworzyła pionierską klinikę Budzik dla dzieci będących w śpiączce, dla ich rodzin, które tam otrzymają psychologiczną pomoc. Z tej okazji m.in. uroczystość w Teatrze Studio, na której byłem. Spektakl „Sierpień” z fenomenalną obsadą (pisałem o tym spektaklu już po jego premierze), wielka rola Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej, ale w ogóle wspaniałe role całe obsady, i wszyscy wczoraj zagrali za darmo, w prezencie dla Fundacji Akogo (od: A kogo to obchodzi?), jak myślę też w prezencie dla Ewy, zapewne w podziękowaniu za jej niewyczerpaną energię, siłę, i co nie jest takie oczywiste w Polsce – skuteczność. „Sierpień”, który widziałem po raz drugi, teraz już z innym rytmem niż na premierze, z inną energią, mocniejszy, uderzający po głowie. I Ewa, znakomita w tym spektaklu, niuansująca swoją rolę, rozpisująca ją również na dźwięki, po całym dniu przecież – bo i otwarcie kliniki, i konferencja prasowa i wywiady i różne zdarzenia i jeszcze wieczorem grająca dużą rolę w trzygodzinnym spektaklu, dająca w nim, ale i we wszystkim, co robi całą siebie, pokazująca siłę aktorstwa, które powinno mieć prawo wybierać odpowiednie dla swojego talentu propozycje. To jakaś nadludzka siłą, jaką ma Ewa Błaszczyk, niespotykana właściwie, ogrom  dobra i pozytywnej energii, ale też przecież pozytywistycznych działań to ewenement po prostu. Przez ostatnie lata byłem jakoś tam świadkiem jej działań, jej zderzeń z machinami biurokratycznymi. Stale w projektach, wnioskach, ich ewaluacji, sprawozdaniach, stale na spotkaniach z ministrami, dyrektorami enefzetów, w rozmach z mediami (wczorajszy wieczór po spektaklu prowadziły wspólnie reprezentujące konkurencyjne telewizje Dorota Wellman, Grażyna Torbicka i Agata Młynarska). Po spektaklu poszedłem do Ewy pogratulować jej nie tylko roli, ale dzieła życia, osiągnięcia, jakie w tym kraju wydawało się niemożliwe, żeby jeden człowiek, fakt, człowiek-instytucja doprowadził do zbudowania kliniki, wbrew wszystkiemu. Powiedziałem: „Ilu ty przetrwałaś ministrów zdrowia, marszałków Sejmu, dyrektorów instytucji, ile razy musiałaś zaczynać od nowa, jak się władze zmieniały, ile pism utknęło w biurkach. I zrobiłaś. I co dalej? Od jutra? Klinika już jest”. Bo nie wierzę, że Ewy działalność na tym się skończy. Ale chciałoby się, żeby odpoczęła po prostu, miała czas poczytać gdzieś na plaży, pod palmą, poszukać kolejnej ważnej dla siebie roli teatralnej. Przeczytałem już wczoraj wypowiedź jakiegoś oficjela z ministerstwa a może enefzetu, że trzeba teraz zbudować sanatorium, i że jak Ewa trochę odpocznie to… I pomyślałem: „O, nie! Swoje Ewa Błaszczyk zrobiła. Niech się teraz władza wykazuje, niech się urzędnicy wykazują, niech się biurokraci przestaną wykazywać a zaczną pracować”. Najlepiej jest wyręczyć się Jurkiem Owsiakiem, Ewą Błaszczyk, o, nie. Ale wiem przecież, że Ewa Błaszczyk działać nie przestanie. Że jeszcze zrobi dużo, dużo, dużo dobrego. Weźmy z niej przykład. Wszyscy. Urzędnicy również.