Halina Sander, Pani Dalloway, Herkules Poirot

Pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi, kiedy czytałem po raz pierwszy listy Anity Janowskiej i Andrzeja Czajkowskiego „…mój diabeł stróż”. Tylko wówczas nie wiedziałem jeszcze o istnieniu Anity Janowskiej. Pod książką podpisała się Halina Sander. A lekturę poleciła mi szefowa WAB, Beata Stasińska. Zamówiłem w jakimś internetowym antykwariacie, czekałem potem na przesyłkę. A później zarwałem noc, dosłownie, tak mnie irytowała, fascynowała i wciągała ta historia. Później o książce napisałem, a później objawiła mi się autorka. Przyszła do „Gazety Wyborczej” na jedno ze spotkań, które prowadziłem, przedstawiła się jako „Anita Janowska”, co nie ujawniło jej autorstwa „…mojego diabła stróża”. Kiedy ujawniła, że jest Haliną Sander, zamarłem. Była dla mnie dotąd nie tylko autorką, ale przecież bohaterką tej niezwykłej książki. Ani nie wyobraziłem jej sobie realnej, ani nie przyszło mi do głowy, że jest realna, że gdzieś tu w Warszawie mieszka, chociaż przecież wiedziałem, że listy są prawdziwe. Nie wiem, to tak jakby objawiła mi się nagle na przykład Pani Dalloway albo jakby mi się objawił Herkules Poirot. A później WAB wznowił „…mojego diabła stróża”, już pod prawdziwym nazwiskiem autorki. Wydał też dwie jej inne książki „Krzyżówkę” i „Wariacje jesienne”. Z Anitą Janowską pozostawałem i pozostaję w kontakcie. A w minioną sobotę, w Teatrze Żydowskim, w ramach festiwalu Warszawa Singera miałem przyjemność i zaszczyt poprowadzić jej spotkanie autorskie, niepozbawione odkryć. Otóż, pani Anita przyznała się, że zamieszczone w książce listy Marka, jej pierwszego męża, do Andrzeja Czajkowskiego zostały napisane przez nią. Mnie rozbawiło jak serdecznie uśmiała się, kiedy przypomniałem jej wypowiedź sprzed paru lat: „Moi mężowie nie podzielali mojej teorii o tym, że można kochać dwóch mężczyzn równocześnie i że to nie jest zdrada. To osiągnięcie!”. Przecież to zdanie jak z filmu Woody’ego Allena, który jest jej bliski. Mieliby sobie dużo do powiedzenia, bo są podobnie błyskotliwi, dowcipni, inteligentni i przewrotni. To sobotnie spotkanie to była wyjątkowa frajda. Cieszę się, że przyszło tyle osób, a wśród nich osoby Anicie Janowskiej bliskie, Hanna Krall, autorka reportażu o Andrzeju Czajkowskim „Hamlet”, Wanda Wiłkomirska, która była z Czajkowskim w dobrych relacjach i ciepło o nim na spotkaniu mówiła, również Anna Janko, której książkę mam w lekturze.

genialny Jacov Lemmer z USA, z wczorajszego koncertu kantorów. Foto PAP/Leszek Szymański

Wczoraj w Synagodze Nożyków wspaniały koncert kantorów Jacova Lemmera, Benziona Millera, Alberto Mizrahiego i Chóru Kantorów Shirt Modhin Choir. To było jak „Pavarotti i Przyjaciele”. Najwyższy kunszt wokalny, przejmujące frazy, rozwibrowane rytmy, chwilami mistyka, chwilami zabawa, duch i ciało. Coś było niezwykłego, kiedy omal cała synagoga śpiewała Yerushalayim.

Kończę pisać wywiad z Aleksandrą Kurzak, długo piszę, każdy wywiad długo piszę. A we środę w Teatrze Żydowskim (w ramach Warszawy Singera) będę prowadził spotkanie z pisarkami Anną Bolecką i Magdaleną Tulli. Zapraszam.