sjesta

Czasami trzeba się zatrzymać, i tak zrobiłem. Od lat regularnie prowadzę bloga, piszę prawie codziennie. Ale tym razem musiałem pójść na wagary, na prawie dwutygodniowy gigant. Po prostu nic nie pisać. Dzisiaj uznałem, że pora wracać, przerwać sjestę.

Moje ulubione lody podają w warszawskim parku Łazienki, w kawiarni na powietrzu i tam smakują najlepiej. Ale są najprostsze na świecie. Nazywają się dolce far niente, czyli słodkie nicnierobienie, a to po prostu podawane w pucharku lody waniliowe ze sporą ilością plastrów cytryny (łącznie ze skórką). Nie ma nic prostszego i bardziej wyrafinowanego w smaku. Po prostu gigant.

Do tego na przykład „Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi”, niewielka ale smaczna książeczka Joanny Nicklasson-Młynarskiej i Mikaela Backmana, którzy z zimnej Skandynawii postanowili przenieść się do soczystej jak pomarańcze Grecji. A precyzyjniej do maleńkiej wsi na wyspie Lesbos. Opowiadają w tej książce zarówno o swoim życiu na wyspie jak i o jej mieszkańcach, ich zwyczajach, kuchni, no ale przecież przede wszystkim o miłości do życia. Z książki dowiemy się na przykład, że przeklęte przez turystów jeżowce, które jeśli, w morzu na nie staniemy, wbijają się w stopę i parzą, mogą stać się pożywnym i pysznym lunchem. Rozcięte i wyjęte ze „skorupki” chlebem smakują podobno jak kawior. Tawerny, schłodzone białe wino, dzikie plaże. Kuchnia i rozmowa przede wszystkim. Rozmowa i kuchnia. I jeszcze duże ilości anyżowatego ouzo przy rozmowie, sjesta. Nie będę opowiadał książki, bo warto ją przeczytać, a nawet zrobić sobie z jej przyjemną lekturą wakacje.

A wczoraj na pokazie prasowym widziałem francuską komedię z genialnym Michaelem Younem i znakomitym Jeanem Reno. Film o kuchni, kucharzach, restauracjach, jedzeniu, miłości do życia i wierze w słuszność własnych przekonań i wyborów. Alexandre Lagarde (Reno) prowadzi jedną z najlepszych restauracji we Francji, opartej na klasycznej kuchni francuskiej, jest też gwiazdą telewizyjną, ale popada w konflikt z właścicielem restauracji, który spróbuje wszelkich metod, aby się go pozbyć. Jacky Bonnot (Youn) ma smak i węch absolutny, zna przepisy Lagarde’a chyba lepiej niż on sam, potrafi przygotować najbardziej wyrafinowane danie, ale niestety ciągle wyrzucają go z kolejnych restauracji, bo terroryzuje gości, którzy na przykład zamawiają niewłaściwie wino do zamówionego dania. Ponieważ jego partnerka jest w ciąży, pod presją postanawia się zatrudnić do malowania okien w wielkim domu seniorów.  Jednak gdy tylko malując okna kuchni zauważa, że zatrudnieni kucharze w niewłaściwy sposób przygotowują dorsza…

No, dobrze, nie opowiem filmu. Ale jasne jest, że obaj kucharze muszą się spotkać i że musi z tego wyniknąć szereg zabawnych i nostalgicznych perypetii. Pokaz poprzedzony był wystąpieniem Magdy Gessler, ambasadorki tego filmu, która mówiła o kuchni francuskiej jako jednej z najtrudniejszych kuchni świata. I że właściwie poza Francją tej kuchni nie ma, z powodu jej wyrafinowania, a nawet wyuzdania, jakości używanych w niej produktów. Produkty kuchni francuskiej – jak powiedziała – bronią się przed ekspansją tej kuchni na świat. Mówiła też o apodyktycznych francuskich szefach kuchni, którzy właściwie nie znoszą żadnego sprzeciwu. W jednej z takich restauracji w Madrycie, gdzie pracowała, różnica zdań z szefem zakończyła się tym, że Magda Gessler wylądowała na zmywaku. Ta apodyktyczność jest jednym z tematów filmu Daniela Cohena – filmu, będącego prawdziwą wakacyjną sjestą.