Apetyt

Więc powrót, miejmy nadzieję, że również do blogowej regularności. Z przyjemnością myślę o projektach, które mnie czekają w tym roku. O książce, którą zacząłem dokumentować. To zadziwiające, bo na ślad jej bohaterki trafiam raz po raz, nie szukając. Po prostu jakby wszystkie drogi mnie do niej prowadziły. Na biurku wciąż leży „Dziennik” Julii Hartwig, chociaż przeczytany. Nie odkładam do biblioteki, chcę do niego wracać. Ale przecież koresponduje, w pewnych wymiarach, z „Dziennikami” Jarosława Iwaszkiewicza. Pojutrze będę gościem jednego z warszawskich liceów, na zaproszenie Agnieszki Drotkiewicz będę mówił o swoich książkach i tematach. Agnieszka poprosiła mnie o przygotowanie dla młodzieży listu dziesięciu najważniejszych książek. Postanowiłem jednak trochę zboczyć, i przygotowałem listę dziesięciu książek, których lektura jest pasjonująca, a równocześnie pozostawia ślad, nie myśląc o tym, czy są to książki najważniejsze, czy nie. Zauważyłem, że wśród tych tytułów kilkakrotnie wracam do dzienników. Układając tę listę uświadomiłem sobie, jak ważne miejsce zajmują wśród wszystkich moich lektur. Dzienniki Iwaszkiewicza, Virginii Woolf, Gombrowicza, Kafki, Delacroix  (zresztą w przekładzie Julii Hartwig i Joanny Guze). Podglądanie.

„Taśma życia i śmierci plecie się, połyskując to czarno, to srebrno, to czerwono” – zapisał Jarosław Iwaszkiewicz 22 czerwca 1969 roku.

Wracam więc do pracy. Do tekstów, spotkań i rozmów. W styczniowym „Zwierciadle”, które już w kioskach moja rozmowa z Agnieszką Holland (jutro premiera jej nowego filmu „W ciemności”, o którym tyle tu pisałem), 31 stycznia w Gazeta Cafe spotkanie z Wojciechem Smarzowskim, Agatą Kuleszą i Marcinem Dorocińskim, połączone  z pokazem głośnego filmu „Róża”, tyle barw, tyle smaków i zapachów w tym roku. Mam znów ogromny apetyt.