Mrożek do Lema, Lem do Mrożka

Niedziela z moim blogiem – tak mi napisała dzisiaj Roma Jegor, poetka, którą cenię. Ucieszyłem się ale i zawstydziłem, bo straciłem tutaj regularność. Bywam pewnie częściej niż raz w tygodniu, bywać chcę codziennie, ale nie jest to takie proste między pisaniem a pisaniem. A tak właśnie ostatnio jest. Robię dokumentację do kilku ważnych dla mnie tematów, siedzę w notatkach, piszę swoje dziennikarskie teksty i jeszcze staram się czytać i oglądać, ile się da. Ten tydzień był pod znakiem różnych smaków i przypraw, ostrych i słodkich, słonych i gorzkich, kwaśnych i pikantnych. Premiera „Idioty” według Dostojewskiego w reżyserii Grzegorza Brala w Teatrze Studio (zapadające w pamięć obrazy i muzyka, i niestety niezrozumiała dla mnie budowa widowni nad widownią, która zabiła akustykę teatru), premiera „Szkoły żon” Moliera w reżyserii Jacquesa Lassalle’a w Teatrze Polskim z Andrzejem Sewerynem i Anną Cieślak, tomik wierszy pani Julii Hartwig „Gorzkie żale”, biografia Haliny Mikołajskiej (napiszę tu o niej oddzielnie), „Lem Mrożek. Listy” – tytuł mówi sam za siebie. Listów Lema i Mrożka jeszcze nie skończyłem, chociaż pochłonąłem już znaczną ich część, smakowite, dlatego pozwolę sobie na kilka cytatów na zaostrzenie apetytu:

Mrożek do Lema, Warszawa, 27 stycznia 1961:

Żyjemy, żyjemy, a końca nie widać. Już chciałem sobie kupić książkę jakiegoś profesora po francusku, coś w rodzaju Comment utiliser la force cache de l’ame (Jak użyć siły ukrytej w duszy), ale zaglądnąłem do środka i tam było naukowo wytłumaczone wszystko o anty-relaxie, i przestraszyłem się, że profesor mnie obedrze ze złudzeń, wyjaśni, jak i dlaczego wszystko, co piszę, to gnój, nawóz i ropa podświadomości, świadomości i nadświadomości. Wolę nie wiedzieć, zakryłem oczy i uciekłem z księgarni(…).

Lem do Mrożka, Kraków 4 września 1961

(…) PS. Podobno przez cynkowanie trumny poświata się nie przedostaje i można w nich spoczywać w spokoju i W CIEMNOŚCI Ad Cosmosem Usrandam.

Lem do Mrożka, Kraków 23 września 1961

(…) Potem długie nocne rozmowy małżeńskie, potem nie wiadomo nic, potem poty, deszcz dreszczy, trwoga, lęk przed zapchanymi dworcami, brak rzekomy klozetów, niewiedza, jak po juźnosłowiańsku jest „Pragnieniem Mym Oddanie Moczu”, wzgl. „Kaku”, jak się ubrać, gdy TU Siberia Polskaja nadciąga, a Tamój wg plotek w komisach krążących – Ełropa Południowa(…).

Mrożek do Lema, Split, 21 października 1961

Jestem chuj. Za to też odpowiadam. Przez cztery dni siedziałem w chałupie, nie myjąc się i patrząc przez okno, jak pada jednostajny deszcz, to na fotografię ślubną syna gospodyni. Ta ostatnia przychodziła i godzinami opowiadała jakieś historie, nie zważając na to, że nie umiemy po chorwacku, Hvar to jest zasrana wyspa. Okazało się, że każdy mieszkaniec, nawet dzieci, ma swój własny parasol(…) Kto wie czy już lepiej nie wyjeżdżać? Wszędzie wieczność zębami kłapie. Ruiny jakieś głupawe. Co mnie obchodzi  Dioklecjan, który Split założył, ja sam ze sobą mam dosyć zmartwienia(…) Cierpnę na samą myśl, gdzie, zapewne powiedziałeś, mam Cię pocałować, kiedy dostałeś mój list na poste restante(…).

Lem do Mrożka, Kraków 14 listopada 1961

(…) Żelazko nam się popsuło, ale mamy za to szynkę(…).

Itd. Itd.

Szyją zasłony, jeżdżą i nie chcą jeździć, rozmawiają o samochodach i alkoholu, plotkują, nie mogą ścierpieć Iredyńskiego, wciąż robią wycieczki na Błońskiego, piszą i piszą o pisaniu. No, cudnie oryginalne postaci. Czytam dalej.