wszystko przypomniane

Niewielka akademicka księgarnia, dobór książek wysmakowany. Troje młodych sprzedawców – dwie kobiety i mężczyzna. Spaceruję między stołami, na których wyłożone są książki, przeglądam i chociaż nie chcę, mój słuch podsłuchuje za mnie ich rozmowę.

Facet: Nie mogę ostatnio nic czytać.

Kobieta1: Daj spokój.

Kobieta2: Ja w ogóle nic nie czytam.

Facet: Jak to? W księgarni pracujesz.

Kobieta2: Pracuję, ale mogę ci wymienić może ze dwadzieścia tytułów, jakie w ogóle przeczytałam.

Kobieta1: W życiu?

Facet: Może powinniśmy powiesić hasło w witrynie: „My nie czytamy”.

Wtrącam się. (do Kobiety2): Może mi pani coś polecić?

Kobieta2: Może Mrożka? Choć nie wiem, ja tylko otworzyłam te listy do Lema i tam jest takie zdanie: „Mrogi Drożku”. – No, będę musiała kiedyś to przeczytać.

Idę z książką do kasy. Kobieta2 widzi, że kupiłem tytuł, jaki mi poleciła. Uradowana mówi do wszystkich: „Czytam Mrożka i dobrze mi z tym!”.

Nie wiem, dlaczego, ale co sobie tę rozmowę w księgarni przypomnę, to mnie śmieszy. Też czytam Mrożka i dobrze mi z tym. A jednak od wczoraj czytam wyłącznie panią Julię Hartwig. Dostałem piękny prezent – jej nowy tomik wierszy „Gorzkie żale”. Czekałem na tę książkę, zresztą tak, jak czekam na każdy nowy tom wierszy pani Julii. Lubię ten moment, kiedy wiersze wprowadzają się do domu i nagle zaczynają być. Chociaż tomik niewielki, około pięćdziesięciu stron, i chociaż od razu przeczytałem wszystko, to od wczoraj mam tę książkę stale pod ręką, otwieram na dowolnej stronie, czytam, zatrzymuję się, odkrywam coś, czego wcześniej nie zauważyłem, odkładam, znów wracam. Przyglądam się tym wierszom, ich krystalicznej wodzie, przezroczystemu słowu, ich „czystemu głosowi”, słucham ich, bo dużo jest w nich muzyki. Są coraz bardziej moje. Dużo w nich nocy, snu i zbudzenia, dużo pamięci wprost spod powiek, dużo czekania i krzątania się, dużo pracy, która ratuje życie, dużo zgody i harmonii dużo. Nie jestem jeszcze gotowy mówić o tej książce, dopiero zaczyna być, dopiero zaczyna się ze mną zrastać, prawdziwa siła poezji, która mieszka przez chwilę, dzień, noc bezsenną.

JULIA HARTWIG

DAR

Dziękuję ci za ciernisty dar samotności

I choć samotność miała być

jak ziemia nieurodzajna

jak pustynia

to jednak wyrósł na niej krzew

Od korzeni aż po wierzchołki gałęzi

nocą i za dnia krzew gra na wietrze

i wszystko jest przypomniane

(z tomu „Gorzkie żale”, Wydawnictwo a5, Kraków 2011)