Gioia! znaczy radość.

Ta pani, która śpiewa u mnie w domu to Aleksandra Kurzak, a precyzyjniej to, co słychać, to jej płyta „Gioia!” z ariami z oper Rossiniego, Donizettiego, Verdiego, Pucciniego i Moniuszki. Niezwykłe, że zaczęła uczyć się śpiewu mając dziewiętnaście lat. Owszem, nie bez wpływu było wychowanie w muzycznym domu, mama pani Aleksandry to śpiewaczka Jolanta Żmurko. Całkiem niedawno miałem okazję przeprowadzić wywiad z Aleksandrą Kurzak dla „Beethoven Magazine” (nawet chyba zamieszczałem tutaj linka), gdzie mam poczucie dosyć otwarcie i szczerze opowiedziała o swojej drodze muzycznej i nie tylko. Mówiła tam między innymi o tym, że kiedy się urodziła, jej mama – wówczas na studiach wokalnych – na dłużej straciła głos.

Zaraz przypomniało mi się znakomite opowiadanie Olgi Tokarczuk „Ariadna na Naksos” z tomu „Gra na wielu bębenkach” o relacji pisarki będącej akurat w ciąży, która przez podłogę słucha prób wokalnych w mieszkaniu piętro niżej, gdzie ćwiczyła akurat „Ariadnę na Naksos” śpiewaczka operowa. Mam zresztą ochotę powrócić do tomu tych znakomitych opowiadań Tokarczuk, które zapadły w pamięć na długo.

Aleksandra Kurzak śpiewa Rossiniego, a ja jestem między lekturami – przy łóżku biografia Haliny Mikołajskiej (napisana przez Joannę Krakowską), która właśnie wyszła w WAB, powieść Vargasa Llosy „Marzenie Celta” (wyd. Znak), zwłaszcza, że porusza podobne tematy, co „Dom żółwia” Małgorzaty Szejnert, do tego dzisiaj dostałem w prezencie Ryszarda Kapuścińskiego „Gdyby cała Afryka” – wznowiony po czterdziestu latach tom reportaży, o którym w 1969 roku Kazimierz Dziewanowski pisał, że jest książką wybitną. Więc tak przemieszczam się między lekturami. A apetyt rośnie, bo pani Julia Hartwig wydała właśnie nowy tom wierszy „Gorzkie żale”, którego jeszcze nie mam – wczoraj próbowałem kupić, ale w Empiku jeszcze nie było.

Poza tym trochę pisania i w perspektywie najbliższych dwóch miesięcy też kilka arcyciekawych postaci, z którymi mam umówione wywiady, więc uczę się, podczytuję, dokumentuję.

Dzisiaj i jutro w Teatrze Studio mój monodram „Uwaga – złe psy!” w wykonaniu Małgorzaty Rożniatowskiej (reżyseria Michał Siegoczyński). Polecam bardzo uwadze.