Tango i pączki

Żeby poprawić sobie nastrój można:

– nie używać słowa „jesień” – i tak na przykład, kiedy Magda Umer śpiewa piosenkę „Miłość w Portofino”, należy wyłączyć przed ostatnim wersem, czyli przed słowami: „A w Portofino jest jesień już”

– zrobić deser bezwstydny, czyli ptysie z kremem do tiramisu, malinami i świeżą mietą

(w nawiasie podaję przepis:

ptysie – jedna trzecia kostki masła, trochę soli i szklanka wody do garnka i na mały ogień, aż się masło roztopi, dosypać mąkę, mniej więcej szklankę i mieszać tak długo aż z ciasta zrobi się kula, zdjąć z ognia i wbić jedno jajo i szybko mieszać, żeby się nie ścięło. Odstawić ciasto do przestudzenia i potem wbić trzy kolejne jaja (jedno po drugim) i mieszać aż znów zrobi się kula, potem nakładać łyżką na blachę (dowolne kształty) i do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut

– krem – cztery żółtka i sporo cukru (jak na kogel mogel) dokładnie zmiksować, dolewać do tego śmietanę kremówkę (jedną szklankę) i dalej miksować, na końcu wrzucić pół pojemnika sera mascarpone i zmiksować na gęsty krem

– teraz już tylko krem położyć na wystudzonych ptysiach, na to pojemnik malin i dużo liści mięty i do lodówki, bo najlepiej, kiedy deser chłodny)

– a jeśli nie lubisz deserów, polecam placki ziemniaczane z kurkami (akurat sezon na kurki; podsmażyć kurki trochę na maśle z pieprzem i solą, lekko podlać śmietaną – na gorącym placku ziemniaczanym położyć łyżkę gęstej śmietany, na to kurki z patelni, na to starty parmezan lub inny twardy włoski ser, na to trochę zielonej pietruszki i jeszcze odrobina zmielonego właśnie kolorowego pieprzu)

– wyszedłem z nawiasu i myślę sobie, że można też posłuchać płyty, której od dawna nie słuchaliśmy, ja na przykład po chyba dziesięciu latach wróciłem do tang argentyńskich

– wrócić do odłożonej lektury (ja nie wychodzę z „Muzeum niewinności” Pamuka, cóż to za powieść!)

– koniecznie zrobić sobie jakiś prezent, nie wiem, można sobie po prostu kupić kwiaty

– rozłożyć leżak i poudawać słońce – często tak robię, kiedy pada; po prostu rozstawiam leżak w bibliotece i czytam jak pod palmą, lato gwarantowane

– kupić bilet na nowy film Woody’ego Allena „O północy w Paryżu”

– wrócić do czegoś, co Cię rozśmiesza. Nie do końca mówiłem ostatnio prawdę o sobotnich Mazurach. Pominąłem coś. Małą tajemnicę. Ale myślę sobie o tym i myślę i postanowiłem powiedzieć prawdę. Otóż na trasie na Mazury z przyjaciółmi zajmowaliśmy się zabawą fekalną. Przejeżdżając przez jakąś miejscowość należało wymyślić do jej nazwy rymowankę fekalną. Na przykład:

W miejscowości Rączki damy srają w pączki.

Było wiele innych grubych i grubszych fragmentów, ale ten jeden mnie rozbawił najbardziej i co sobie przypomnę, nie mówiąc już o zwizualizowaniu, to zaczynam się śmiać.