człowiek, który zapomniał

Gazety przeglądam najpierw w internecie, rano kupuję w kiosku, nie wyobrażam sobie dnia bez gazet. Nawet, jeżeli jestem gdzieś na egzotycznych wakacjach kupuję lokalne dzienniki, często w językach, których nie znam. Ale mam potrzebę choćby zorientować się, co się dzieje, przekartkować, przejrzeć zdjęcia. To by znaczyło, że dziennikarstwo mam we krwi. Chciałbym w to wierzyć.

W dzisiejszym „Dużym Formacie” niewielki, ale wstrząsający tekst o pisarzu Jerzym Łukoszu „Człowiek, który zapomniał” (autorka Iza Klementowska). Teksty Łukosza znam, zwłaszcza jego sztuki teatralne, przesyłała mi je często do teatru jego agentka. Nie wiedziałem o tym wszystkim, co dzieje się z panem Łukoszem – cierpi na zanik pamięci krótkotrwałej. Z tego powodu stracił pracę na Uniwersytecie, bo albo nie przychodził na zajęcia albo z nich wychodził w trakcie, praktycznie jest bez środków do życia. Jednak nie może mieć pieniędzy, bo nie pamięta, że alkohol mu szkodzi i mógłby za nie kupić alkohol (jest po odwykach). Codziennie przemierza we Wrocławiu tę samą trasę, czasem ktoś postawi mu kawę, czasem odda papierosa. Nie może odwiedzić swojej chorej matki w Oławie, bo nie ma pieniędzy na bilet. To, co nadawało się do sprzedania już sprzedał, łącznie z armaturą w łazience. Od miesięcy nie śpi. W nocy słucha muzyki. Zdaje sobie doskonale sprawę ze swojego położenia, jest w absolutnej intelektualnej formie, jego erudycja nie straciła niczego ze swojego blasku, a on sam stał się dla siebie być może literackim bohaterem, byłej żonie wyznał, że jeśli kiedyś wróci do zdrowia, to ten okres, w jakim jest obecnie, być może okaże się najpełniejszym i najszczęśliwszym. Dalej mnóstwo czyta, prowadzi dziennik lektur, z pasją opowiada o pisarzach i bohaterach ich książek. Zacytuję z tego tekstu tylko wypowiedź Janusza Rudnickiego: „Poszedłem do niego krótko przed kolejnym, tym razem dłuższym pobytem w szpitalu. Siedzieliśmy przez całą noc w kurtkach, bo wyłączyli mu ogrzewanie. Czytał mi fragmenty swojego dziennika, przy świeczce, ale nie dla nastroju, wyłączyli mu prąd. Myślałem, że będą to nerwowe strzępy zapisu stadiów choroby, szokujące portrety współpacjentów itd., ale nie, to były komentarze do lektur, z pokazową dbałością o styl. Na ścianach koło telefonu przyklejone miał małe kartki z podstawowymi informacjami, na przykład: Ojciec nie żyje. Chciałem przykleić mu kartkę z napisem: Rudnickiemu 1000 złotych, byłby to numer w naszym starym stylu, ale zaniechałem, śmiałby się, za pięć minut zapomniał, przypomniałbym mu, śmiałby się, za pięć minut zapomniał i tak dalej”.

Szokujące też wyznanie byłej żony: „Jerzy ma bliską rodzinę i to na nich ciąży obowiązek alimentacyjny(…) On w święta siedzi gotowy do wyjazdu i czeka, aż przyjdzie ktoś z rodziny i go zabierze. Nie rozumiem, dlaczego nie stać ich nawet na taki ludzki gest…”

W 2005 roku książka Jerzego Łukosza „Lenora” była nominowana do NIKE. Teraz sam stał się literaturą. Bohaterem, o jakich pisują Paul Auster, Philip Roth. Został umysł, a ginie świat.

Hanna Krall, foto Zofia Zija i Jacek Pióro

Książki, które nie powstaną. W sierpniowym „Zwierciadle” jest moja rozmowa z Hanną Krall, która – jak wyznaje – nie będzie pisała książek. Więcej w tej rozmowie niewiadomych niż opowiedzianych, ale to też coś mówi. Moja poprzednia rozmowa z Hanną Krall ukazała się w książce „Rozum spokorniał”, jedenaście lat temu. Tak bardzo różnią się. Autorami niezwykłej sesji zdjęciowej do tej nowej rozmowy są Zofia Zija i Jacek Pióro.

Od miesięcy publikuję na blogu kanon pięciu najważniejszych książek (poprzednie propozycje zamieszczone są w zakładce na banerze bloga). Jest mi miło i jestem dumny, że dzisiaj mogę zamieścić propozycje artysty, którego bardzo cenię.

Kanon na nowy blog

O swoich najważniejszych książkach opowiada dzisiaj pan

Zbigniew Preisner, kompozytor:

1. Charles Baudelaire „Rozmaitości estetyczne”, a zwłaszcza rozdział
dotyczący sztuki tworzonej przez artystów. To jest jak Biblia dla
artysty.
2. Dziennki Gombrowicza – widać tam Polaków jak w soczewce i ze
smutkiem stwierdzam, że nic w naszej mentalności się nie zmieniło.
3. Poezja Zbigniewa Herberta. Hasło „Bądź wierny, idź” z Przesłania
Pana Cogito towarzyszy mi przez całe życie.
4. Simone Weil „Świadomość nadprzyrodzona”- to u niej przeczytałem,
że najważniejszą muzyką jest cisza, którą trzeba przygotować,
grając coś przed nią i po niej.
5. Kore prof. Andrzeja Szczeklika – to obraz idealnego lekarza,
skupionego na pacjencie i na jego cierpieniu; pozwala uwierzyć w ten
zawód.