Niewidzialne

Stary dobry Paul Auster. Mogę chyba to bezkarnie napisać, skoro dzisiaj usłyszałem rozmowę dwóch piłkarzy – jeden z nich mówił o kimś: „daj spokój, to już starzec po trzydziestce”. Zrobiło na mnie wrażenie to zdanie.

Uwielbiam wracać do Paula Austera, czytać jego kolejne książki. Jest na mojej „krótkiej” liście pisarzy amerykańskich. W tych dniach przeczytałem jego powieść „Niewidzialne”, wspaniała, napisałbym: hipnotyczna, ale pani Hanna Krall zapytała mnie ostatnio: „Nie ma pan wrażenia, że teraz najczęściej pisze się o książkach, że są hipnotyczne?” Zgadzam się, sam chyba nadużywam tego określenia.

Jest w tej powieści wszystko, co u Austera tak lubię – to w końcu książka o pisaniu, o tajemnicy, o pamięci i prawdzie, o rozliczeniu siebie z życia, o sile przypadku i konieczności spotkania. Auster snuje opowieść w opowieści, a w niej jeszcze kolejną opowieść. Lubię takie pudełkowe książki, kolejne szufladki, jakie odsłaniają. Tak pisał Gustaw Herling-Grudziński. Tak prawie zawsze pisze Auster, czasem również Roth.

Adam Walker, główny bohater powieści, jest studentem, pisze wiersze, próbuje być poetą. Na jakimś domowym przyjęciu poznaje intrygującą francuską parę, on nazywa się Rudolf Born, jest wykładowcą, ona ma na imię Margot, pochodzi z zamożnej paryskiej rodziny bankierów, uwielbia gotować i robi to w sposób mistrzowski. To spotkanie zaważy na całym życiu Adama, który zdradzi literaturę dla prawa, jednak w obliczu śmiertelnej choroby zdecyduje się na próbę zapisania swojego życia, przede wszystkim relacji, jaka łączyła go z Bornem i Margot.

Spora część akcji dzieje się w Paryżu lat sześćdziesiątych, gdzieś między nędznym pokojem w tanim hotelu a ulicznymi bistro. Miło jest pospacerować po Paryżu, chociaż tak, na papierze.

Nie będę opowiadał misternie skonstruowanej intrygi, bo odebrałbym przyjemność z tej lektury, ale powiem, że absolutnie dałem się tej książce porwać. Po pierwsze Paul Auster napisał książkę wybitnie niejednoznaczną, pełną sprzeczności i pęknięć (również w sposobie opowiadania), po drugie stworzył nie tylko wyrazistych bohaterów, ale tworzy też ich głębokie i wiarygodne portrety psychologiczne, po trzecie ożywił fotografie. Nawet wiedząc, że bohaterowie opowiadają tę historię po wielu latach, wciąż widzimy ich młodych, po raz kolejny udowadnia, że opowieść i pamięć mają siłę, mają zdolność hibernowania, są żywe tak długo jak długo pamięć znajduje słowa na ich opowiedzenie, po raz kolejny dowodzi, że pisanie to wielka alchemiczna siła.

Adam Walker wie, że ma niewiele czasu na zapisanie przeszłości. Pisze coraz szybciej, skrótem, w końcu właściwie już równoważnikami zdań. Skoro tak o tę opowieść walczy, to znaczy ma ona sens, powinna przetrwać. Wtajemnicza w tę chwilami okrutną przeszłość swojego przyjaciela, dzisiaj znanego pisarza. Być może daje mu opowieść, jakiej ten nigdy by nie stworzył. Opowieść pełną niedopowiedzeń. Pytania są naturalne. Podobnie jak wątpliwości. Przyjaciel-pisarz poleci do Paryża, chce zobaczyć miejsca opisane przez Walkera, chce dotrzeć do ludzi, których znał. Szukając w podstarzałej kobiecie młodej bohaterki tekstu Walkera, będzie znał przecież szczegóły, jakie ona być może chciałaby ukryć, zapomnieć.

I co z tego wszystkiego wydarzyło się naprawdę? Czy Adamowi Walkerowi można wierzyć? Czy opisał życie, którym został obdarowany, czy też opisał życie, jakie chciałby mieć? Czy opisał emocje, jakie zapamiętał, czy też te, których tak naprawdę nigdy nie dopuszczał do głosu?

Miłość, nienawiść, upokorzenie, wina i ucieczka przed karą, strach i okrucieństwo, grzech i smakowanie wypełniają tę wspaniałą księgę pamięci. Życie nie tylko można napisać na wiele sposób, życie można zakamuflować, życie można ukryć pod skórą, życie, które się nie przydarzyło można odkryć słowami pisanym najpierw spokojnie, rozważnie, świadomie, można też te słowa urywać, obnażać, przyspieszać ich rytm, byle zdążyć je zapisać, jeśli cokolwiek ma znaczyć, przetrwać, poświadczyć.

Życie musi mówić, by mogło się spełnić.

A może wcale nie musi?

Paul Auster „Niewidzialne”, przekład Jerzy Kozłowski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2010.