nasi Ukraińcy

Dzwonimy do siebie wieczorem.

Byłem koło południa.

Byłem przed piątą.

Pojechaliśmy mniej więcej o tej godzinie, o której odszedł.

fot. Albert Zawada/Agencja Gazeta

Piękna jest pamięć o Piotrze Łazarkiewiczu. Wczoraj minęła trzecia rocznica Jego śmierci. Byliśmy na cmentarzu o różnych porach, nie namawiając się, z potrzeby, z konieczności, z miłości, jaką zostawił. Ale przecież Piotr jest, mimo realnego grobu na tzw. wojskowych Powązkach, mimo daty śmierci wyrytej na nagrobku, kwiatów położonych na tablicy, zapalonych zniczy.

Piotr jest, bo zostawił wyraźny ślad.

Od trzech lat właściwie nie ma dnia, żebym o Piotrze nie pomyślał. Przez krótszą albo dłuższą chwilę. O jego spektaklach. O jego filmach. O jego planach. O różnych naszych rozmowach. W komórce wciąż numer telefonu Piotra. Więc przecież jest.

Wieczór przed śmiercią czytał z nami, w cyklu „Teatr, Muzyka, Kino w Gazeta Cafe”, który z Dorotą Wyżyńską prowadzę od czterech lat, nową sztukę Vaclava Havla… „Odejścia”.

Padał deszcz. Kiedy szliśmy go odwiedzić, prosto z ulicy, z miasta, ze swoich spraw, z życia, mijaliśmy tych, którzy przyszli na pogrzeb prof. Stefana Kuryłowicza, wybitnego architekta, który zginął niedawno w katastrofie dwóch awionetek w Hiszpanii. Prawie każdego dnia znajduję w Gazecie informację o budynkach, osiedlach, miejscach, które zaprojektował, sygnował swoim nazwiskiem. Ślad.

Wczoraj był Dzień Uchodźcy. Najpiękniejsza wiadomość to ta, że podobno jeszcze w tej kadencji ma przejść ustawa o uchodźcach a także ma zostać ogłoszona abolicja. Jestem całym sercem po stronie abolicji, czyli zalegalizowania pobytu nielegalnie przebywających w Polsce uchodźców. Są tutaj z różnych powodów, uciekają przed systemem albo do pracy. Zostawiają w swoich krajach bliskich, często dzieci pod opieką bliższych lub dalszych rodzin. Sprzątają nasze mieszkania, opiekują się naszymi dziećmi, prowadzą nielegalny handel, są zmuszani do prostytucji i przestępstw. Zdarza się, że są wykorzystywani, zastraszani, gnębieni przez swoich współobywateli, którzy – jeśli udało im się przyjechać do Polski legalnie, straszą ich dekonspiracją w urzędach, co może spowodować ich deportację. Często są ofiarami przestępców. Oddają im zarobione pieniądze, pod groźbą również nasze numery telefonów do skopiowania z ich komórek, ci „patroni” albo „opiekunowie” muszą znać ich godziny i miejsca pracy, telefony i adresy, żeby móc ich zastraszać i nimi manipulować. Nasi „Ukraińcy”, nasi uchodźcy, to często walczące o przetrwanie młode kobiety, matki, rozdarte pomiędzy myciem naszych podłóg a rozliczaniem się z „legalnie” przebywającymi u nas przestępcami. W kategorii prawa to te zastraszone kobiety są przestępcami, bo są w Polsce nielegalnie. Bo próbują przetrwać. Bo budują dom na Ukrainie. Bo zbierają na leczenie chorej matki. Bo chcą po prostu godnego życia, którego nielegalny pobyt dać nie może. To uchodźcy z Czeczenii, którzy tracą godność w gettach, jakimi nazwane są ośrodki dla uchodźców. To białoruskie nauczycielki, które myją nasze schody i lepią pierogi. Znamy ich twarze, często imiona, często nawet nie znamy ich nazwisk, historii, spotykamy ich w autobusie i w tramwaju, nie przyglądamy się tej kobiecie, której trzęsą się ręce, kiedy dzwoni telefon, która poci się, kiedy wchodzi do tramwaju kontrola. Nie mogą zapomnieć o kupieniu biletu, bo nie mają dokumentów, więc grozi im deportacja. Nie mogą pójść do lekarza, bo nie mają ubezpieczenia. Nie mogą pojechać nad morze i zameldować się nawet w najpodlejszym hotelu, bo nie mają dokumentów tożsamości. Nie mogą stracić przytomności w autobusie ani zemdleć na ulicy, bo karetka musiałaby je odwieźć do szpitala, a potem wydałoby się, że ich tutaj po prostu nie ma. Żyją w nieustannym stresie. W kraju, który nie zauważa ich strachu, chociaż je same i ich samych, uchodźców, naszych „Ukraińców” dobrze zna. To wszystko dzieje się za ścianami naszych mieszkań, gdzie w małych pokojach gnieździ się po kilka, kilkanaście osób. Strach, tęsknota, zwątpienie, płacz, oszukane marzenia. Ogromna „szara strefa”, którą czas zauważyć. Czas wziąć za nią odpowiedzialność. Nam też przez lata pomagano na świecie. Czas zacząć spłacać długi. Abolicja jest konieczna. Dajmy tym ludziom poczucie bezpieczeństwa. Pozwólmy im żyć. Dajmy im prawo do leczenia, do zgłaszania na policję przestępstw, któremu to zgłaszaniu nie będzie groziła deportacja. Zdecydowali, że tu chcą być. Zacznijmy spłacać długi za pierogi, pielmieni, umyte okna, schody i podłogi, i ukraińskie kołysanki, które po latach, jako dorośli ludzie przypomną sobie nasze dzieci, może śpiewając je swoim dzieciom, i pewnie nie będą mogli sobie uświadomić, jak ta melodia w nich zamieszkała. Skąd i kiedy. I co znaczą te słowa.