Pankowski był pisarką

Marian Pankowski w ulubionym szalu; fot. Adam Kozak/AG

Dwa absolutnie inspirujące, pobudzające, ożywcze wieczory. Przedwczoraj w warszawskiej redakcji Gazety prowadziłem spotkanie z panem Jerzym Stuhrem, po raz pierwszy w naszym cyklu „Teatr, muzyka, kino w Gazeta Cafe”, który – jak uświadomiła mi jego autorka, Dorota Wyżyńska, trwa już czwarty rok. Ten cykl to dla mnie cudna przygoda. Mógłbym spokojnie powiedzieć, że żyję od spotkania do spotkania, bo do każdego bardzo solidnie się przygotowuję i ciągle jestem w fazie poznawania nowych biografii, dokumentowania tematów.

Pan Jerzy Stuhr mówił o swoich rolach teatralnych i filmowych, o wzruszeniu, jakie powinien nieść teatr, o najpiękniejszych czasach Starego Teatru, o tym, jak jego monodram „Kontrabasista” zmieniał się i jak on się zmienia wraz z tym monodramem. Powiedział też monolog Czechowa ze spektaklu „32 omdlenia”, jaki zagrał na swój jubileusz.

Rozmowy można posłuchać tutaj:

Spotkanie z Jerzym Stuhrem

A już wczoraj wieczorem w Gdyni – w ramach imprez towarzyszących Nagrodzie Literackiej Gdynia – prowadziłem spotkanie zatytułowane „Fenomen Mariana Pankowskiego”. To też była duża przyjemność, bo prozę Pankowskiego cenię ponad wszystko, zwłaszcza jego nieokiełznaną mowę, jaką pisał swoje książki, bo mówił, że pisze mową a nie polszczyzną. O Marianie Pankowskim bardzo osobiście mówił Piotr Marecki, jego wydawca i chyba przyjaciel, który po latach odkrył dla nas wszystkich książki Pankowskiego i który zrobił z nim wywiad-rzekę, jaki wyjdzie na jesieni. Piotr Marecki opowiadał o domu Pankowskiego w Brukseli, o jego gabinecie, i o tym, że stoi w nim manekin, na którym Pankowski wieszał różne swoje profesorskie odznaczenia. Mówił o dziecięctwie Pankowskiego, jego młodości permanentnej, o tym, że Pankowski nie zakładał śmierci. O jego matce, która miała wpływ na mowę jego książek. O listach matki do Pankowskiego. W spotkaniu brali też udział pani Ewa Graczyk z Uniwersytetu Gdańskiego i pan Aleksander Nawarecki, członek kapituły Nagrody Literackiej Gdynia. Pani Ewa Graczyk mówiąc o płciowości prozy Pankowskiego, postawiła tezę, że właściwie Pankowski był pisarką. Nazwała go też kaskaderem literatury. Aleksander Nawarecki nawiązywał do pewnego pecha Pankowskiego, do ojcostwa Gombrowicza, które ciążyło nad prozą i losem pisarskim nie tylko Mariana Pankowskiego. Naprawdę pobudzająca, ożywcza rozmowa. Mam nadzieję, że organizatorzy zarejestrowali te wypowiedzi, bo szkoda, żeby pozostały jedynie we fragmentach lub strzępach pamięci.

Ten zawód daje mi tyle szczęścia. Czytam dla przyjemności i zawodowo, spotykam ludzi, którzy dają energię, mam stały dopływ tlenu.

Już po raz drugi uczestniczyłem w tym nie tylko gdyńskim święcie literackim. Poprzednio prowadziłem spotkanie z panem Januszem Głowackim, i wciąż mam w pamięci tamte różne kuluarowe rozmowy i spotkania i wędrówki.

Ale i w tym roku odkładam do pamięci parę spotkań i rozmów. Zwłaszcza poranną, prywatną rozmowę w hotelu z panią Ewą Lipską, którą naprawdę cenię. Pisałem w blogu wielokrotnie o swoim zakochaniu w jej poezji. Cytowałem wiersze. Dlatego cieszę się, że to pani Ewa Lipska otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia w kategorii poezja – a galę obejrzałem już w Warszawie, w TVP Kultura, bo nie mogłem zostać w Gdyni dłużej. Nagrodzony tomik wierszy „Pogłos” też tutaj polecałem i polecam nadal oczywiście.

Nagrody w pozostałych kategoriach dostali: Justyna Bargielska za „Obsoletki” (proza),  Stefan Chwin za „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni” (eseistyka), Andrzej Sosnowski (nagroda osobna).

Powrót do domu miły. Koty opowiadają historie z minionego dnia. Alfredo biegnie do drzwi jak pies. Tutka o swoich przygodach. A ja może im opowiem o wspaniałym koncercie Pustek, wczoraj w Gdyni. Dali czadu.