Usiąść na brzegu drogi i patrzeć jak świat mija

W sobotę był plan, żeby pojechać na Stawisko, do domu Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Na miejscu okazało się, że brama zamknięta, bo w soboty i poniedziałki muzeum nieczynne. Za to pojechaliśmy do Brwinowa, zwiedziliśmy piękny kościółek, który pani Anna tak lubiła, a potem pojechaliśmy na cmentarz. Pan sprzedający kwiaty i znicze wskazał nam drogę na grób Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, kamień, tuż za starą kapliczką. Obok groby rodzinne, m.in. sióstr i brata pana Jarosława. I ten spokój. I drzewa. I wszystko jak z iwaszkiewiczowskich opowiadań. Nigdy wcześniej nie byłem w Brwinowie, więc niezła okazja, żeby poznać nowe miejsce, a przy okazji wypić kawę w chyba najstarszej w mieście kawiarni Jarzynie, z roku 1976, więc jest szansa, że i pan Jarosław kiedyś tam zajrzał. Następnym razem odnajdę na brwinowskim cmentarzu grób Jerzego Błeszyńskiego.

23 września 1962 roku na Stawisku pisał Iwaszkiewicz: „Powrót do domu. Bezgraniczny smutek starości i choroby. Jakieś straszne kłopoty córek i żony, które mnie zupełnie nie obchodzą. Za ścianami milczenie i chłód przedwczesnej jesieni – i to niezrozumienie wszystkiego, jak było na początku, tak teraz i na wieki wieków. Nic nie piszę i nie mam pociągu do pisania. Oschłość i samotność wewnętrzna, tak jakbym nie tylko teraz, ale nawet nigdy nikogo nie kochał. Wszyscy się uganiają za czymś, zamiast abyśmy razem usiedli na brzegu drogi i patrzyli, jak przemija świat. Cisza”.

Przez całe moje życie przewija się Iwaszkiewicz. Pomijając dom przy ulicy Iwaszkiewicza, przy której mieszkałem przez lata, przez sycenie się opowiadaniami pana Jarosława, poznawanie jego twórczości, podziwianie absolutnego mistrzostwa prozy, po poznanie jego córek, Marii i Teresy, a także Wiesława Kępińskiego, wychowanka Anny i Jarosława, aż po wielką przygodę, jaką było pisanie (z Izabellą Cywińską) scenariusza fabuły o Powstaniu Warszawskim na Stawisku. Tekst nazywał się „Taki raj”, nie został dotąd zrealizowany, za to opublikował go przed laty „Dialog”.

Aż po dzienniki Iwaszkiewicza, z których drugi tom mnie uderzył, i wciąż nie wychodzi z głowy. Czekam na tom trzeci.

Tak, są tacy pisarze, którzy kradną duszę.

Cisza. Jak nigdy dotąd.