Pamiętajcie o rozmowach

Wpadłem w majowy kalejdoskop, lubię to, chociaż w tym roku nie jestem jeszcze w pełni sprawny i fizyczność stawia opór. A jednak wpadłem w maj, ulubiony miesiąc, który jest dla mnie granicą między przesileniem a ulgą i nową energią. Miałem ciężki rok, mniej więcej w urodziny, 16 maja, rok temu zaczęło się komplikować życie na wiele różnych sposobów, plątać drogi, stawiać ograniczenia. Dlatego już o północy poczułem prawdziwą radość, symbolicznie zamknąłem rozdział, który wymagał ode mnie więcej, dużo więcej niż w całym moim dotychczasowym życiu. Poczułem, że zaczął się etap budowania i że wszystkie negatywne doświadczenia muszę zamienić w ich przeciwieństwo. Znosić gałązki i budować gniazdo. Zwłaszcza, że symboliczna jest też zmiana adresu.

Nagrodę na najlepszy wywiad prasowy 2010 roku im. Barbary N. Łopieńskiej dostał Tomasz Kwaśniewski za rozmowę z profesorem Zygmuntem Baumanem, znakomitą rozmowę, którą tutaj cytowałem, kiedy się ukazała w Dużym Formacie „Gazety Wyborczej”. Tę rozmowę wyciąłem sobie, kiedy się ukazała, bo pokazała pana profesora z innej, ludzkiej, radosnej strony. Gratuluję Tomaszowi i nagrody i spotkania z wybitnym profesorem. Było mi miło, że dwie moje rozmowy (z Aliną Świdowską i Henryką Krzywonos) znalazły się w finale tej nagrody. Kilka lat temu w finale znalazła się też moja rozmowa z Normą Bosquet, sekretarką Marleny Dietrich.

Wczoraj, na uroczystości wręczenia nagrody za najlepszy wywiad prasowy ubiegłego roku uświadomiłem sobie, że w gruncie rzeczy wciąż za mało robi się dla wypromowania wywiadu jako gatunku. Żeby zrobić naprawdę dobry wywiad trzeba przegadać wiele godzin, mieć czas na słuchanie i pisanie. Także mieć na to miejsce. Dzisiaj, poza Gazetą Wyborczą, właściwie nikt nie drukuje obszerniejszych wywiadów, w których byłaby też przestrzeń na pokazanie, jak dochodzi się do odpowiedzi, pokazanie wątpliwości, na pauzę. Sam często, mając określony limit 14 tysięcy znaków, decyduję się jedynie na esencję z rozmowy, czyli na efekt tego, do czego ze swoim rozmówcą doszedłem, nie mam już miejsca na pokazanie procesu, co odbiera rozmowie jakąś dramaturgię, jedno z ważnych pięter. Chciałbym, żeby nagroda im. Barbary N. Łopieńskiej wpływała na redakcje, uświadamiała, że nie zawsze mniej słów znaczy lepiej. Czasem decyduję się na zrobienie dłuższej wersji rozmowy do książki, bo w nich jeszcze można pomieścić więcej. Wywiad wciąż traktowany jest po macoszemu. Książki z wywiadami nie są brane pod uwagę na przykład przy nominacjach do ważnych nagród literackich, jak NIKE, podczas gdy reportaż jest. A przecież wywiad nie jest gorszym od reportażu gatunkiem, też potrafi mieć rozmach i epickość. To przecież zapis czyjejś biografii i proces dochodzenia do jej analizy lub syntezy, biografii, która pojawia się często na szerszym tle, mówi dużo o ludziach i o świecie. Chciałbym, aby redakcje zaczęły traktować wywiad i reportaż równo. Aby chciały w ten gatunek inwestować.  O wywiadzie mógłbym długo, bo zajmuję się nim od lat, od lat też uczę wywiadu studentów dziennikarstwa, za każdym razem mówię o sile wywiadu jako gatunku, stawiając go na równi z reportażem, bo przecież książki Oriany Fallaci, Teresy Torańskiej, Barbary N. Łopieńskiej, czy Katarzyny Bielas są równie silne jak książki Tiziano Terzaniego, Ryszarda Kapuścińskiego, Hanny Krall czy Mariusza Szczygła. Inny jest sposób pokazania bohaterów, inny jest ich warsztat pracy, ale jest to ta sama siła, często siła rażenia. Warto to sobie w końcu uświadomić.

Dzisiaj w Teatrze Dramatycznym pani Barbara Krafftówna obchodzi piękny Jubileusz 65-lecia pracy artystycznej. Jestem szczęśliwy, że mogę w tym święcie uczestniczyć. Wczoraj, jadąc przez miasto, zauważyłem znakomity plakat promujący to wydarzenie. Zamieszczam, bo nie wychodzi spod powiek. To fotografia Franciszka Myszkowskiego z „Iwony Księżniczki Burgunda” z 1957 roku.