Koperta

Kot Tutka jeszcze w starym oknie, pod archiwalnym adresem

Na jakimś literackim profilu zauważyłem pytanie: „Z jaką książką spędziłeś weekend?”. Otóż z tysiącami książek, bo na długi majowy (i jak się okazało absurdalnie zimowy) weekend przypadła przeprowadzka. Najpierw prawie trzydniowe pakowanie książek, teraz ustawianie. Wciąż jeszcze nie mogę wyjść z kartonów. Pewnie potrwa to jeszcze kilka dni. Przyjaciele pytają, co śniło mi się na nowym miejscu. Muszę coś wyjąć z wyobraźni, bo nie śniło się nic, chyba byłem za bardzo zmęczony, żeby śnić albo pamiętać. Teraz czas obłaskawiania miejsca i energii. Wierzę, że miejsca nas wybierają i że to nie jest przypadek. I chociaż w mieszkaniu wszystko jest nowe, bo konieczna była wymiana różnych instalacji, okien, podłóg, to cieszą mnie przedmioty z przeszłością, z duszą, biurko, które dostałem w prezencie od przyjaciół, stare stoliki, przedwojenna cukiernica. – To wszystko, co ma już swoją energię, co świadczy o naszym epizodycznym losie w życiu przedmiotu.

Jest taka anegdota o Jerzym Grotowskim, a podobno nawet nie anegdota, tylko prawdziwa historia, że kiedy miał grać spektakl w Nowym Jorku, zdaje się słynnego „Księcia niezłomnego” z Ryszardem Cieślakiem, wybrał na miejsce grania jeden ze starych kościołów. Zapytał: „Jak długo stoją tu te ławy” – „Od powstania kościoła”. – „To znaczy mają swoją energię. Proszę je wymontować i zamontować nowe, nie chcę, żeby ich energia przeszkadzała spektaklowi”. I podobno je wymontowano i wstawiono w ich miejsce nowe.

Pakowanie, przeprowadzka to zawsze jakiś kataklizm. Trzeba przejrzeć wszystkie papiery, decydować, co zabrać, czego się pozbyć. I lawina różnych wspomnień, bo nagle z jakiejś książki wypada zdjęcie, z jakiegoś pudełka zapomniany list, nagle trafiam na stary kalendarz i zaglądam, co też mogłem robić jedenaście lat temu, jakby to było do czegokolwiek potrzebne. A przecież czuję, że jest potrzebne, że jest dowodem na zakorzenienie.

Kot Tutka wciąż szuka swojego miejsca. Niełatwo jest przeprowadzić kota ale w ogóle nie jest łatwo się przeprowadzić. Trudno mi było zamknąć prawie siedmioletni etap na ulicy Prezydenckiej, która była fragmentem mojego świata, dzisiaj jest kolejnym adresem na starej kopercie archiwalnego listu, fragmentem wspomnienia. Ale jeśli jest zapisana na kopercie, to przecież była prawdą.