opowieść na czas przeprowadzki

Wczorajszy wieczór. W tym oknie tli się światło. Lubiłem patrzeć, bo za oknem biurko, na nim lampka a przy biurku starsza pani czasem coś czyta, czasem pisze…

Czas porządkowania, pakowania, przeprowadzki. Wczoraj przyjechały kartony, dzisiaj zaczynam je zapełniać. Za chwilę nowy adres, nowy widok z okna, wierzę też, że lepszy czas, że to symboliczne domknięcie bardzo trudnego roku, którym, prawdę mówiąc, jestem już mocno zmęczony. Prof. Roch Sulima w książce Agnieszki Drotkiewicz „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam” mówi, że przeprowadzki są twórcze, że przeprowadzka jest zawieszeniem „na moment pospolitego porządku ginięcia i odnawiania się. Jest wkroczeniem innego wymiaru”. Mówi też: „Cielesność ma swój wymiar, ciężar właściwy. Naocznie jest! Zajmujemy jakieś miejsce – człowiek bez miejsca nie istnieje”. Wrastamy w miejsca. Tak jak, jestem pewny, jakąś energią wrastamy w przedmioty. O tym przecież jest najnowsza książka Hanny Krall „Biała Maria”, o naszym epizodycznym życiu w życiu przedmiotów i  w życiu miejsc.

Mieszkanie, z którego się właśnie wyprowadzam, jest w kamienicy, która w całości należała do profesora Tatarkiewicza. Zrobiłem sobie tutaj pracownię na poddaszu. Nie wiem, czy profesor pracował w tym miejscu, czy tutaj pisał, ale sama ta świadomość, że ta część miasta, ta ulica, ten dom były mu bliskie, że tutaj wrósł, była właściwie metafizyczna. Mieszkałem tu zaledwie od września 2010, ale na tej ulicy od chyba siedmiu lat. Wrastałem w nią i w jej historie, o poprzednim domu, w który tutaj wrosłem, pisał na przykład Jarosław Iwaszkiewicz, bywał w nim, i prawdę mówiąc bywał w nim również cały kwiat polskiego teatru. Miałem takie błyski, takie refleksy, kiedy widziałem jakieś dawne fragmenty tego świata, kiedy się odsłaniały, kiedy naprawdę widziałem zmieniające się na przestrzeni lat wnętrza, wprowadzających się i wyprowadzających mieszkańców.

A to zdjęcie sprzed chwili, książki nie wiedzą jeszcze, że będą pod nowym adresem

Jest taki piękny spektakl Teatru Telewizji, właściwie telewizyjny film „Fotoplastikon” Piotra Łazarkiewicza według tekstu Krzysztofa Bizio. To opowieść o jednym mieszkaniu pewnej kamienicy, zaglądamy do niego w latach 1919, 1942, 1951, 1977, 1995 i 2005. Widziałem ten spektakl kilka razy i za każdym razem myślę o tym, co pozostaje z naszego wrastania. Wierzę w energię miejsc, w to, że miejsce musi nas wybrać, że to spotkanie człowieka i miejsca jest tak naprawdę koniecznością. Bo z czego wynikają nasze nieustanne wędrówki, jeśli nie z poszukiwania tego miejsca, w którym odnajdziemy siebie, czasem by móc potem napisać z nostalgią, trochę jak ja teraz za Karen Blixen: „Miałam farmę w Afryce, u stóp wzgórz Ngong”.

*

Kanon na nowy blog, odcinek 56

Dzisiaj o swoich najważniejszych książkach opowiada

Sebastian Cybulski, aktor:

– „Rok 1984” George Orwell
Jedna z pierwszych książek, z tych „lepszych”, która mnie dobiła. Uświadomiła mi jak wiele może nam się stać złego i jak niewiele możemy zrobić, żeby się temu przeciwstawić. Poza tym, podrażniła mój obywatelski instynkt. To przez Orwella zacząłem inaczej spoglądać na politykę, za co nie do końca jestem mu wdzięczny.

– „Pociągi pod specjalnym nadzorem” Bohumil Hrabal
Na Hrabala natknąłem się przypadkiem, stojąc między regałami w jakimś… supermarkecie. I to była miłość od pierwszego wejrzenia czekając w kolejce po mięso czy inne bułki. Za książkę w połowie przeczytaną, grzecznie zapłaciłem i zanim dojechałem do domu, wróciłem po kolejną. W sumie, to mógłbym wymienić jeszcze z dwa, trzy inne tytułu napisane prze Hrabala, ale to „Pociągi…” uratowały mi życie. Zdając do filmówki, podczas egzaminu wstępnego z literatury na niewygodne pytanie o literaturze rosyjskiej, odpowiedziałem Hrabalem, o Hrabalu i Hrabalem zaliczyłem tę rozmowę, dostając prawie maksymalną ilość punktów. Podobnie było na zakończenie szkoły teatralnej. Bohumil Hrabal na tyle mocno wrył mi się w głowę, że moja praca magisterska była w całości poświęcona jego twórczości. Uwielbiam jego humor, stylistykę opisywania i przede wszystkim to, że pisał krótko, treściwie i na temat. A dlaczego akurat „Pociągi…”? Za scenę z pieczątkami.

– „Zwierzenia Clowna” Heinrich Boll
książka, która zapowiadała się na tyle nieciekawie, że zabierałem się do niej parę razy, ale jak już skończyłem to nie tak prędko mogłem się pozbierać. Mocna książka czytana w odpowiednio adekwatnym dla mnie czasie. Realizm i zagubienie, w którym chciałem odnaleźć samego siebie. Poza tym klowni od zawsze wzbudzali we mnie tyle samo fascynacji, co odrazy i przerażenia. Do tego, co nie co z kulisowego życia, o którym wtedy nie miałem za wiele pojęcia.

– „Opowiadania” Fiodor Dostojewski i „Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakov
podaję te dwa tytuły na równi, nie po to, aby zrównać Dostojewskiego i Bułhakowa czy też pisać, który z nich lepszym pisarzem był. Po prostu, te dwa różne tytuły przekonały mnie do literatury rosyjskiego, do której nie wiedzieć czemu byłem od zawsze zrażony. A tu takie miłe zaskoczenie. Więcej nie będę pisał na ich temat, bo każdy je zna i wie swoje na ich temat.

– „Przygody fryzjera damskiego” Eduardo Mendoza
Trochę lżejszy repertuar. Uwielbiam ten absurd sytuacyjny Mendozy. Jego czarny humor i głupkowate postaci. Nie raz wracałem do tej książki, tylko po to, żeby na nowo zaśmiać się z tych samych żartów. Lektura dla zmęczonych.

– „Świat dysku” Terry Pratchett
A to już nadprogramowo. Muszę wspomnieć o Świecie dysku, mimo że to lżejszy repertuar, ale jakże pobudzający wyobraźnię. Wieloksiąg, który skradł mi wiele godzin i nocy dawno, dawno temu i jestem mu wdzięczny za to.