składanie rozbitej porcelany

Najnowszą książkę Hanny Krall „Biała Maria” przeczytałem dwa razy, tak jest gęsta mimo swoich 130 stron. Tak wiele jest w niej między słowami i między zdaniami, że szkoda coś uronić przy jednokrotnej lekturze. W pewnym sensie to książka o losie człowieka w życiu przedmiotu, o sile przeszłości zamkniętej w przedmiotach, które ocalały, w okularach, metalowej tabliczce zdjętej z drzwi, porcelanie – bo tytułowa Biała Maria to nazwa znanego serwisu ale też marmuru, z którego zrobiono nagrobek. Na 130 stronach Hanna Krall pokazuje wiele losów, przelewa współczesną historię, i wszystko się ze sobą wiąże, odsłaniając swój ukryty często sens. Pojawiają się bohaterowie poprzednich książek Hanny Krall, choćby Marek Edelman, Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz, pojawiają się w ten sam naturalny sposób Milena Jesenska i Franz Kafka, a nawet słynny pan Rosenthal, który w 1916 zaprojektował Białą Marię. Dla mnie najbardziej poruszająca jest chyba opowieść o Krzysztofie Piesiewiczu, będąca właściwie opowieścią o naznaczeniu. To bardzo intymna, przez co również mocna część tej książki. Po matce Krzysztofa Piesiewicza zostało m. in. pudełko po butach (Chełmek, czółenka, kolor czarny). W nim pocztówki z wakacji, zdjęcia, kalendarzyk z 1945 roku, czyli z roku, w którym urodził się Krzysztof Piesiewicz. Hanna Krall cytuje w swoim reportażu zaledwie osiem zdań z tego kalendarzyka. Dawno nie czytałem tak ostrego świadectwa. Dawno osiem krótkich zdań nie powiedziało mi tak wiele. Właściwie miałem poczucie, że matka scenarzysty w tych ośmiu zdaniach zapisała wszystko, również przyszłość.

Wiele w tej książce dialogu z Kieślowskim i Piesiewiczem. Dialogu o prawdzie i fikcji. O reportażu i filmie. Genialna rozmowa dotycząca filmu „Podwójne życie Weroniki”, którego scenariusz uznała kiedyś Hanna Krall za kompletnie wymyślony. Ze zdumieniem, po latach, pracując nad „Białą Marią” trafiła na „podwójne życie porucznika Wiślickiego”. Podwójne losy się zdarzają naprawdę. Wątek obu poruczników Wiślickich jest jednym z ważniejszych w książce.

Dużo jest o tak zwanej „winie niezarzucalnej”: „Nie można jej zarzucić, nie można za nią ukarać, w sobie ją się nosi, czasami przez całe życie”.

Nie chcę opowiadać historii bohaterów tej książki, bo ich odkrywanie, łączenie ze sobą wątków, szukanie wspólnych tropów, czyni lekturę tej książki jeszcze bardziej wyjątkową. Tak się w niej wszystko przenika, zaplata, zapętla, małe prywatne historie, poważne biografie łączą się z uderzająco prostą historią świata. Jeśli miałbym znaleźć na to jakieś określenie, byłaby nim sztafeta czasu, która dotarła do nas. Opowieści wojenne i powojenne, ucieczki i rozstrzelania, okrucieństwo i próby ratunku, robienie filmów i codzienna krzątanina, walka o siebie i walka o innych, działanie i bierność, życie i odchodzenie, i znów życie i odchodzenie, ale przecież tli się ciągle i rozpala, na moment przygasa i znów zapala. Pozostają fragmenty porcelany, kafle ze starego pieca, stary kalendarz, listy z frontu, druciane okulary, guziki, pudełko po butach. Mimo wszystko dużo, zaskakująco dużo pudełek po butach.

(Hanna Krall „Biała Maria”, Świat Książki, Warszawa, 2011)

*

Kanon na nowy blog, odcinek 55

Dzisiaj o swoich najważniejszych książkach opowiada

Grażyna Lutosławska, dziennikarka, felietonistka:

1. „Elementarz“ Mariana Falskiego. Za to, że nauczył mnie czytania i pisania. Ale także, choć odkryłam dużo później, że z prostych słów i kilku zwrotów można zbudować historię, która porusza wyobraźnię.

2. „Uwiedzenia“ Marlene Streeruwitz. Za tęsknoty, migreny, róż na policzkach, kawę ze śmietanką i knedle z morelami. Za świat kobiety nie do podrobienia. Za znajomość z Heleną, dzięki której poznałam też siebie.

3. Wiersz Asnyka nie pamiętam już, który. Za to, że przeczytany o drugiej w nocy sprawił, że nastoletnia panna wymknęła się z domu i pobiegła na drugi koniec miasta do przyjaciółki, żeby o nim porozmawiać (telefony komórkowe były wówczas w sferze projektów, a i stacjonarny nie każdy miał…)

4. „Zbrodnia i kara“ Fiodora Dostojewskiego. Także za to, że robię się ostrożna, kiedy zaczyna mi się wydawać, że wiem, jak mogę uszczęśliwić kawałek świata.

5. Proza Wiesława Myśliwskiego. Za to, że uczyłam się z niej właściwego kierunku: jeśli nie umiesz patrzeć na szczegół, możesz potknąć się o wielkie sprawy i niczego nie zobaczyć.