chłopiec w czerwonej kurtce

Przecież może tak się zdarzyć, że śmierć się skończy i wtedy będzie się żyło. I: nie jest powiedziane, że jak ktoś umarł to nie można go spotkać – mówi zaskakująco sześcioletni Tomek Łoziński, syn Marcela Łozińskiego w dokumencie z 1995 roku „Wszystko może się przytrafić”. Film znalazł się w dwupłytowym wydaniu dokumentów Marcela Łozińskiego i mnie absolutnie zachwycił. Tomek jest chłopcem w czerwonej kurtce, przemierza park na hulajnodze, goni motyle, wącha kwiaty, karmi gołębie, rozmawia z łabędziem. Czasem przysiada na ławce obok starych ludzi i zadaje im pytania – co jest pod ziemią, czy jest pan samotny, dlaczego rozstał się pan z żoną, z kim po rozwodzie zostały pana dzieci, dlaczego jest pan biedny, dlaczego pani zbiera butelki ze śmietnika, czy ma pan podartą koszulę, czy jest pan szczęśliwy, ile lat pan jeszcze będzie żył… albo kiedy ostatni raz pani płakała. I osiemdziesięcioletnia samotna kobieta odpowiada: „Często płaczę. Codziennie. Nawet teraz. Koniec rozmowy”. Ale Tomek pyta: „Czy jutro też tu pani będzie? Na tej samej ławce? Bo ja też jutro będę, to tutaj przyjdę”. Zaskakujące było dla mnie to, jak Tomek doskonale diagnozuje, rozpoznaje ludzi, z którymi rozmawia. W pierwszym, czasem drugim pytaniu wie o nich więcej niż my, dorośli widzowie patrzący na te sceny. Natychmiast wyczuwa samotność, opuszczenie, tęsknotę, nieudane życie. Zaskakujące było też dla mnie, jak otwarci przy dziecku stawali się ci ludzie, jak nie umieli go oszukać. Mężczyzna opowiadający o rozstaniu z żoną, na jego pytanie, czy żona jest teraz sama, odpowiedział: „Tak”. Ale zaraz poprawił się: „Jest z kimś. Ma teraz innego męża”. Tomek pyta tak, jak tylko dzieci potrafią. Ale jest w tym głęboka, intuicyjna mądrość, jeszcze niczym nie zamroczona. Jest też coś symbolicznie pięknego i wstrząsającego w tym spotkaniu dziecka z ludźmi starymi, w dodatku dziecka, które przysiada obok nich, na ławce w parku i jest ich naprawdę ciekawe. Więc kiedy mówi, że można spotkać małego dinozaura, to pewnie naprawdę można spotkać. I kiedy mówi, że może zdarzyć się tak, że śmierć się skończy, to pewnie naprawdę się skończy. I życie zacznie się na nowo. Odrodzi się.

Ja za chwilę pod nowym adresem. Dzisiaj tam zajrzałem. Również do pracowni, zdumiony znalazłem w niej stare, piękne biurko. Otworzyłem szufladę wyłożoną materią w niebieskie kwiaty. W szufladzie był list od przyjaciół – że biurko jest prezentem od nich, żebym mógł pisać. Jest piękne. Miałem ochotę usiąść przynajmniej i sobie przy nim posiedzieć. Posiedzę, a czas będzie mijał i mijał.

Pięknych dni odrodzenia. I dużo, dużo światła.