ogony i ogonki

ks. Jan Twardowski, jedziemy na spotkanie autorskie

Dawno nie byłem na poddaszu. Kiedy się tu wprowadziłem, urządziłem na poddaszu pracownię. Stare, czerwone cegły, światło wpadające przez okna w dachu, drewniane belki podpierające sufit, podłoga z desek sosnowych. Tu skończyłem pisać swoją nową powieść. Potem chorowałem, problemy z poruszaniem się, koniec końców przez kilka miesięcy nie wspinałem się na poddasze, jakby to był odległy świat.

Pamiętam, kiedyś Irena Conti di Mauro, poetka, z którą byłem zaprzyjaźniony, fascynująca osoba z tajemnicą, mieszkająca w wielkim, wielkim domu, powiedziała mi, że podzieliła ten dom na pory roku. Bywała w różnych jego częściach w zależności od pogody, bo na przykład oszczędzając opał, ogrzewała jego fragmenty, a w innych panowała w tym czasie mroźna zima Muminków. Mówiła: „Teraz ci tego nie sprawdzę, bo to w książce, która jest w zimowej części domu”.

Dzisiaj wspiąłem się, po całych miesiącach, na poddasze. I przeczytałem na leżaku kolejne rozmowy z książki Agnieszki Drotkiewicz „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam”. – A leżak w mieszkaniu jest obowiązkowy. Wiem, że to nie jest żaden dizajnerski mebel, ale każdemu polecam. Znakomite miejsce do czytania!

I znów zachwyciły mnie dwie rozmowy. Pani doktor Hanna Kowalczyk mówi o medycynie bioinformacyjnej. O tym, jak nasze emocje i wpędzanie się w pewne stany, powoduje choroby. Na przykład kiedy uciekamy w smutek i żal, częściej się zaziębiamy, przechodzimy anginy, mamy zapalenie płuc. Rozmowa dotyczy energii, jaka jest w człowieku ale przede wszystkim postrzegania człowieka jako jedności, również jako jedności ze światem. Mowa jest też o samowystarczalności. Ruch, który ma siłę leczenia. Chodzenie, ruch stawów, wytwarzanie w ten sposób energii potrzebnej do leczenia. Fascynująca rozmowa z lekarzem, który rozumie przyczynę choroby a nie tylko zajmuje się leczeniem jej objawów. Nie jest to znowu takie oczywiste. Piękna, wzruszająca nawet powiedziałbym, postać.

Dalej, rozmowa z profesorem Rochem Sulimą, antropologiem i historykiem kultury, na temat tożsamości, poszukiwania prawdy o świecie, miejsca człowieka w kulturze, przywiązania do miejsc, na temat zmian i drogi, która jest synonimem drzewa świata, rozmów istotnych, naszego miejsca w przyrodzie. Piękna rozmowa otwierająca szeroko głowę. Natychmiast zapisałem sobie tytuły dwóch prac, które pan profesor wymienia, a po które chciałbym sięgnąć. Pierwsza to książka Andrzeja Tyszki „Uczestnictwo w kulturze. O różnorodności stylów życia” z lat 70. To dwanaście biografii kulturowych mieszkańców Siedlec, od architekta po wdowę. Druga praca to „Ludzka droga. Szkoła przeżywania i pokonywania niepowodzeń i klęsk” Władysława Owczarka. Mam nadzieję, że są równie fascynująca jak to, co pan profesor o tych pracach powiedział.

Czytałem w leżaku. Słońce wolno zachodziło. Na poddaszu było coraz mniej światła. Miałem nadzieję, że wystarczy go do doczytania rozdziału. A ponieważ rozmowa z profesorem Sulimą toczyła się na wsi, raz po raz w opowieści wracała sąsiadka, osiemdziesięcioletnia babcia Mirotowa, siedząca na ławce pod akacją, która codziennie opisuje na nowo świat, czułem się trochę jakbym w tym spotkaniu uczestniczył. – Z profesorem Sulimą rozmawia tu nie tylko Agnieszka, ale i Dorota Masłowska, która w pewnym momencie dołącza do rozmowy, wracając rowerem z zakupów w wiejskim sklepie. Słońce zachodziło i siedziałem tam z nimi, co uważam za absolutną wartość tej rozmowy.

Ucieszyło mnie też, że w pewnym momencie Dorota Masłowska mówi o filmie Piotra Łazarkiewicza „Fala” o Jarocinie. Mówi: „On robi wielkie wrażenie, kiedy ogląda się go dzisiaj i widzi tych bardzo młodych ludzi, którzy raz po raz używają słów: miłość, wiara, świat – i robią to tak po prostu, bez żadnego zażenowania”.

Profesor Sulima mówi o sile rozmów odbywających się w podróży, kiedyś dyliżansem, później pociągiem, czy autem. Wspomina swoją podróż samochodem z Jarosławem Iwaszkiewiczem. Mnie przypomniała się z kolei podróż samochodem z księdzem Janem Twardowskim przed laty. Siedziałem z tyłu, ksiądz z przodu, żartował, zamyślał się. Powiedział, że chce napisać książkę dla dzieci pod tytułem „Ogony i ogonki”. Nie wiem, czy napisał. Ale wtedy zrobiłem mu zdjęcie. I jest.

Myślę o sile rozmów. O tym, że te zapisane, zostaną. Wgryzam się w książkę Agnieszki, bo jest to tak inne od tego, co sam robię w wywiadzie. Agnieszka słucha tego, co ludzie myślą. Pyta o ich punkt widzenia. Mnie interesują bardziej zranienia, pęknięcia. Jak inne to są portrety. Kompletnie nie umiem się rozstać z jej książką, zostały mi jeszcze cztery rozmowy i nie wiem, jak sobie je podzielić, żeby zostały na dłużej.

(wokół książki „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam”, Wyd. Czarne, Wołowiec 2011)