Niepokonani

Sama historia tej książki jest już filmowa. Są lata pięćdziesiąte. Dziennikarz brytyjski Ronald Downing dostaje ze swojej redakcji zlecenie. Ma polecieć do Zurychu, gdzie na kuracji medycznej przebywa ówczesny król Nepalu.  Downing ma porozmawiać z jego współpracownikiem, generałem Kaiserem na temat… yeti. Downing rozmawia też z uczestnikami wypraw wysokogórskich, którzy mogli widzieć yeti. Po jednym z tekstów do redakcji przychodzi list o pewnym Polaku, który kiedyś w Himalajach napotkał dziwne zwierzęta. Downing wsiada w pociąg i jedzie posłuchać pana Sławomira Rawicza, bo tak się ów Polak nazywał. Zamiast opowieści o yeti dostaje opowieść o gułagu, z którego uciekł i o morderczej przeprawie górskiej kilku więźniów z Syberii przez Mongolię, Tybet do Indii. Downing przyjeżdża przez rok i ze wspomnień Rawicza pisze książkę „Długi marsz”, pierwszą książkę o gułagu, jaka się ukazała, jeszcze przed książkami Sołżenicyna, książka napisana jest potoczyście, przeprawa opisana szczegółowo, nic więc dziwnego, że szybko staje się bestsellerem, jest przetłumaczona na 25 języków.

The Guardian pisze, że żadna współczesna książka przygodowa nie wytrzymuje porównania z „Długim marszem” a Sebastian Junger w „Gniewie oceanu” pisze o niej: „Jedna z najbardziej epickich wędrówek w dziejach ludzkości”, zaś The London Times: „Prawdziwie homerycka opowieść”. Przez lata książka ma wiele wznowień, ukazuje się też kilka razy w Polsce. I dopiero niedawno brytyjscy dziennikarze podjęli trud zweryfikowania opisanej przez Rawicza historii. Był w gułagu, wyszedł na prawach amnestii ale w „długim marszu” nie brał udziału. Jest więcej niż pewne, że przypisał sobie ucieczkę przez Himalaje innych więźniów, ucieczkę, o której słyszał.

I tak, całkiem niedawno dziennikarze trafiają do pana Witolda Glińskiego, który – co znów jest więcej niż pewne – w opisanej przez Rawicza wędrówce brał udział. Więcej, według pana Glińskiego nasz dziennikarz od spraw yeti pan Downing odwiedził go kiedyś, poznał jego historię a potem przypisał ją Rawiczowi, z którym już współpracował.

Ale na tym nie koniec, bo na książkę Rawicza trafia wspaniały reżyser Peter Weir (autor „Pikniku pod wiszącą skałą”, „Stowarzyszenia umarłych poetów” czy „Truman Show”) i postanawia sfilmować „Długi marsz”. I tak powstaje film, który jutro wchodzi na ekrany kin „The Way Back”, w Polsce pod milszym dla nas tytułem „Niepokonani”, z Jimem Sturgessem, grającym polskiego żołnierza Janusza, Edem Harrisem jako amerykańskim konstruktorem moskiewskiego metra Mister Smithem i Colinem Farrellem jako rosyjskim zawadiaką i bandziorem, Walką. I właściwie nie jest ważne, czy Rawicz przeszedł Himalaje, bo napisał książkę, która milionom ludzi otworzyła oczy na to, czym były łagry, i która zainspirowała jednego z najważniejszych reżyserów na świecie, by o tym opowiedzieć i która pokazuje, właśnie teraz, w tym przedziwnym dla nas historyczno-politycznym momencie, Polaków jako niepokonanych. Janusz nie straci siły, bo idzie po wolność. Zresztą Weir robi wobec Polaków jeszcze jeden ukłon finałem swojego filmu, ale tego nie opowiem, bo warto pójść do kina.

Teraz Peter Weir przyjechał do Warszawy i Krakowa na polską premierę „Niepokonanych”. Pomyślałem, że zamiast zniechęcać do książki Rawicza, która okazała się wielką mistyfikacją, na tym książkowym blogu ją polecę, bo czyta się ją naprawdę świetnie i odegrała swoją rolę, nawet podwójnie.

Wracam do kanonu pięciu najważniejszych książek.

Kanon na nowy blog, odcinek 51

Dzisiaj o swoich najważniejszych książkach opowiada

Dominika Kluźniak, aktorka:

1. William Styron „Wybór Zofii” – najważniejsza książka! Są książki, które pochłaniają z jednego bądź ewentualnie dwóch powodów, ta jest wybitna pod wieloma względami, pojemna jak ocean i tak odważna i straszna w emocjach, że kochasz tych bohaterów ale jednocześnie się ich boisz zarazem im współczując. Straszna, piękna książka!!

2. „Wichrowe wzgórza” Emily Bronte… Tak, tak. Cudowna historia miłosna. Spędziłam nad nią kilka lat, oczywiście w liceum, ale mam do tej pory na półce dwa egzemplarze. Wrzosowiska, miłość nie do opisania, wykraczająca poza śmierć i ten język literacki!

3. Ryszard Kapuściński „Heban”. Od tej książki Kapuścińskiego się zaczęło, być może dlatego sądzę, że jest najlepsza. Nie ma w niej nic nieprawdziwego, wierzę we wszystko, przyjmuję wszystko do tego stopnia, że gdyby pan Kapuściński napisał, że Afryka leży na księżycu, i on tam był – też bym mu uwierzyła. I ta scena z wężem w domu! Kobra to była??

4. „Historia Edgara” David Wroblewski. To z serii książek, które liczą kilkaset stron, a marzy się, żeby miały tysiąc, i ostatnie 10 kartek czytasz jak najwolniej. Bardzo gęsta, smutna, cudowna – rodzina, mały chłopiec i… psy. I tragedia jak z Szekspira.

5. Virginia Woolf – w całości, ale zwłaszcza „Do latarni morskiej”, bo Woolf pisze rzeczy, które są takie proste, że właściwie nigdy nawet nie podejmujemy wysiłku, żeby je nazywać, a ona to robi – i wtedy czytasz to, jesteś zaskoczony, wzruszony i myślisz sobie – no tak, tak to właśnie jest…

6. Wiem, że miało być 5, ale: Melania Mazzucco „Tak ukochana”. Przeczytaj proszę, jeśli nie znasz. Rodzeństwo, dzieci Tomasza Manna i ta trzecia – niezwykła dziewczyno-mężczyzna.