Tyle słońca

Słoneczny dzień pierwszego kwietnia 2011. Włączyłem płytę, na której Krystian Zimerman gra Rachmaninowa z towarzyszeniem Boston Symphony Orchestra. Wczoraj do domu wprowadził się piękny stół z ręcznie malowanymi kwiatami na blacie. Piję kawę. Za oknem bardzo jasno, ludzie spokojnie spacerują, nie spieszą się tak jak zwykle, słońce rozleniwia.

Otworzyłem książkę Janusza Osicy, Andrzeja Sowy i Pawła Wieczorkiewicza „1939. Ostatni rok pokoju pierwszy rok wojny”. Była sobota 1 kwietnia 1939 roku.  „Aura bez większych zmian. O godzinie 8.00 zanotowano następującą temperaturę: w Gdyni i Poznaniu + 1, w Toruniu, Łodzi i Lublinie 0, w Warszawie, Białymstoku i Kołomyi – 1, w Krakowie i Lwowie – 2, w Katowicach – 3, w Zakopanem – 4, w Wilnie – 5, na Kasprowym Wierchu – 6, nad Morskim Okiem – 10”.

Dzisiaj jest cieplej.

„Kurier Poranny” w sobotę 1 kwietnia 1939 roku wyjaśniał, że drewniane rusztowania na ulicach Warszawy to próbne wiercenia, prace przed realizacją metra, „którego wybudowanie jest palącą koniecznością”.

Ostatnia wiadomość okazała się tylko primaaprilisowym żartem. Maria Dąbrowska napisała w dziennikach, że znowu zimno. Za to już miesiąc później, 3 maja (we środę) w Warszawie 10 stopni, czyli pogoda, jak dzisiaj.

Dlaczego piszę o tym wszystkim? Otóż wczoraj trafiłem na zamieszczony na youtube kolorowy film (trwa około trzech minut) nakręcony na ulicach Warszawy właśnie 3 maja 1939. Jasno, dużo uśmiechu, spokój, normalne, nawet nieco spokojniejsze życie ucieszone słońcem. Film dokumentuje życie warszawskich ulic. Tyle na nim radości i spokoju. Świat, który jeszcze nie wie, że niebawem zostanie zastrzelony, zagazowany, wycięty.

Warszawa, 3 maja 1939 roku

Od wczoraj, odkąd zobaczyłem ten film myślę o zatrzymanym na nim spokoju.