wciąż jeszcze subtelne słońce

Po emocjach związanych z Festiwalem Literacki Sopot, którego honorowym gościem była w tym roku Francja, a także z Festiwalem Warszawa Singera, na których miałem spotkania poświęcone mojej ostatniej książce, bądź prowadziłem spotkania z innymi autorami, i nie ma co ukrywać: po dość wymagającej pracy, czas skupić się na kolejnych projektach. Nie przyspieszam jednak, bo próbuję iść za coraz subtelniejszym ale gorącym, letnim słońcem. Takie to szczęście, że w tym roku i wiosna i lato pozbawione kaprysów, tak obficie soczyste, kolorowe, takie jasne. I choć wieczory już chłodniejsze i szybciej zapadają, dnie nadal piękne. Korzystając z pogody, wychodzę do ogrodu z lekturą.

W ostatnich dniach połknąłem nową powieść Manueli Gretkowskiej „Poetka i książę” o spotkaniu i miłości Agnieszki Osieckiej i Jerzego Giedroycia, niemożliwym romansie, który się wydarzył. Manuela nazywa Osiecką kobietą życia Giedroycia. I wcale to nie zaskakuje, jeśli wziąć pod uwagę jego testament. Giedroyc przez wiele lat trzymał w biurku wiersz-epitafium, jaki mu dedykowała dwudziestokilkuletnia Osiecka. Zarządził, aby po jego śmierci ukazał się ostatni numer paryskiej „Kultury” i aby w nim opublikowano ten wiersz. Na grobie Giedroycia jest też tablica ze słowami Osieckiej:

Przywilejem takich jak Pan

jest miejsce w historii

i wieczny szacunek

i zazna Pan tego

Manuela Gretkowska stworzyła sugestywny portret tych dwojga, tak pozornie odległych od siebie. A przy tym też portret dwóch pokoleń – tego przedwojennego, walczącego o humanizm, rozwój i wolność i tego powojennego, zatracającego się, próbującego znaleźć sobie miejsce, przeciwstawiającego komunizmowi poezję, satyrę i rozwichrowane obyczaje. Jest jakaś dzikość w pokoleniu, a właściwie środowisku Osieckiej, a w tej dzikości wolność, ta, której żadna władza nie jest w stanie odebrać. W powieści Gretkowskiej pojawia się Elżbieta Czyżewska, w mocnych, świetnych scenach. Co ciekawe pojawia się też barwnie, i bardzo ludzko, w ostatniej książce Janusza Głowackiego „Bezsenność w czasie karnawału”, jaka ukaże się w październiku. Mój zawód, wśród innych przywilejów, daje mi i ten czytania książek przed ich premierami. Jeden raz ukradłem książkę, i była to książka Głowackiego „Z głowy”. Czytałem ją w jakimś mazurskim pensjonacie, wyjeżdżając nie doczytałem i musiałem zabrać w podróż, tłumaczyłem sobie, że pożyczam, doczytam i odeślę. Ale pewnie zabrałem, do czego przyznaję się ze wstydem, z premedytacją. Nie żebym nie mógł sobie tej książki kupić, ale wówczas musiałem ją natychmiast doczytać. Fakt, mogłem książkę później odesłać… Ale zaraz potem jechałem do Gdyni poprowadzić rozmowę z Januszem Głowackim na Festiwalu Literaturomanie, coś we mnie kazało podsunąć mu tę książkę do podpisania. Skoro wracałem do Warszawy z dedykacją w skradzionej książce… A teraz już prawdę mówiąc nie pamiętam, gdzie na Mazurach, jaki pensjonat. Zająłem więc egzemplarz przez zasiedzenie. Wspominam o tamtej książce, bo „Bezsenność w czasie karnawału” ma to wszystko, co miało „Z głowy”. Ton autobiograficzny, autoironiczny, autopolski… Pojawiają się w niej portrety wielu ważnych dla Głowackiego postaci, od tych szeroko znanych jak Iredyński, czy Himilsbach po ludzi, których opowieściami się sycił, wśród nich najciekawsza wydaje się uliczna kwiaciarka opowiadająca co wieczór o swojej dawnej wojennej miłości, pewnym niemieckim oficerze… Dowcip sąsiaduje tu z cynizmem, cynizm z nostalgią, a wyobraźnia z proroczymi snami. Nad wszystkim wisi nieuchronne. Otwarta trumna z sennego koszmaru. Ta książka, którą po śmierci Głowackiego, przygotowała do druku jego żona, Olena Leonenko-Głowacka jest też czymś w rodzaju epitafium. Tyle że pozbawionym jakiegokolwiek patosu. Pozwala znów pobyć z Głowackim, którego tak dzisiaj brakuje.

Cały wczorajszy dzień z wakacyjnym numerem „Literatury na świecie”, w którym ukazały się nowe przekłady powieści Camusa „Obcy” i „Upadek”. Do Camusa zawsze chcę wrócić, ale codziennie tyle zawodowych lektur, tyle nowych książek, rosną stosy tego, co przeczytać muszę. Rzadko więc wybieram się w wycieczki wstecz, sięgam po książki kiedyś przeczytane. Nowe tłumaczenia Camusa (z którego wnukiem, a moim kolegą Davidem prowadziłem spotkanie na festiwalu Literacki Sopot), okazały się najlepszym pretekstem do takiego powrotu. Marek Bieńczyk przetłumaczył „Obcego” tak sugestywnie, soczyście, a równocześnie dając frazie jakiś spokój, melancholię, że czytając myślałem jaki film mógłby powstać, gdyby zechciał go nakręcić Tom Ford, ten arcymistrz melancholii: Woda była zimna i pływanie dobrze mi robiło. Oddaliliśmy się z Marie od Massona i czuliśmy pełną zgodność naszych ruchów, oddając się radości. Na pełnym morzu odwróciliśmy się na plecy i z mojej twarzy zwróconej ku niebu słońce zagarniało ostatnie płatki wody, która ściekała mi do ust(…) Na plaży położyłem się na brzuchu obok Massona, z głową na piasku. Powiedziałem mu, że jest świetnie, był tego samego zdania. Wkrótce pojawiła się Marie. Odwróciłem się, żeby widzieć, jak nadchodzi. Była lepka od słonej wody i trzymała włosy z tyłu. Położyła się tuż przy mnie, bokiem w bok i zdwojone ciepło jej ciała oraz słońca nieco mnie uśpiło. 

Inna sprawa, jak aktualny okazuje się Camus. Zbrodnia dokonana bez emocji, myślenia, moralności, i jej sprawca bez skruchy, poczucia winy, empatii, jakby był całkowicie odcięty od wyższych emocji, jakby nie rozumiał. Czy takie nie są dzisiaj społeczeństwa? Żyjące dla siebie, bez refleksji, bez zaglądania w świat, byle było mnie dobrze, wygodnie, i świetnie, jak na tamtej plaży, na tamtym piasku, w tamtym słońcu. Trudno nie czytać jako metafory.

Przede mną lektura „Upadku” w przekładzie Anny Wasilewskiej.

Dawno tutaj nie zaglądałem, ale w różnych miejscach, na spotkaniach autorskich, wracało pytanie, czy będę kontynuował bloga. Stale jestem w pisaniu, więc nie jest to takie proste, ale postanowiłem podjąć kolejny raz tę próbę, trzymając się lata. I zatrzymując je.

Na Festiwalu Warszawa Singera miałem świetne spotkanie promujące „Podwójne życie reporterki. Fallaci. Torańska”, które prowadziła Renata Kim, a wzięli w nim udział również Leszek Sankowski, Małgorzata Domagalik i prof. Michał Głowiński. Całość można obejrzeć pod tym linkiem:

Podwójne życie reporterki. Spotkanie na Festiwalu Warszawa Singera

Życzę Państwu dobrych lektur!

Z Davidem Camusem i Alainem Mabanckou w Sopocie