„Andy Warhol jest nikim!”

Jerzy Nowosielski, Portret narzeczonych, 1998

Dopiero co dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci wielkiego malarza, Jerzego Nowosielskiego, a dzisiaj czytam, że po jego śmierci ktoś włamał się do jego domu i ukradł obrazy. Zdzisław Beksiński zginął w własnym mieszkaniu-pracowni mimo wielu alarmów i zabezpieczeń. Czy polskie malarstwo staje się coraz bardziej niebezpieczne?

Gazeta Wyborcza przypomniała rozmowę Dariusza Suski z Jerzym Nowosielskim z 1998 roku. Malarz mówił w niej m. in. „Jestem szalenie tradycjonalistycznym artystą, maluję ikony i żaden ze mnie awangardzista. Bo z czego artysta ma się dzisiaj wyzwalać. Im bardziej się wyzwala, tym bardziej jest niewolny. Wyzwalać się można w sytuacji, kiedy człowiek jest absolutnie zniewolony. Kiedy jednak odrzuci wszelkie bariery ograniczające jego świadomość, to już nie ma się z czego wyzwalać”.  Mnie się podobało zwłaszcza to, co Nowosielski mówił o herezji: „Każdy człowiek o autentycznych intuicjach religijnych musi być heretykiem, gdyż herezja to jest inny pogląd, to jest dialog wewnętrzny, to jest walka z zastanymi formami naszej świadomości, które odziedziczyliśmy albo w inny sposób przyjęliśmy, i jesteśmy zmuszeni do ich zweryfikowania. Dlaczego Polacy są tak niereligijnym narodem(…) Są pobożni, to prawda. Nie stworzyli jednak żadnej wielkiej herezji, bo są bezmyślnie religijni”. Najbardziej jednak oberwało się Warholowi. Powiedział o nim Nowosielski: „Przecież to szmaciarz. Mogę tak mówić, chociaż nie powinienem, bo on pochodził z Łemkowszczyzny, czyli ojczyzny mojego ojca. Ale dla mnie to jest nikt, jeśli chodzi o malarstwo”. No, ostra, ciekawa rozmowa i fascynujące poglądy.

A w mojej ukochanej radiowej Jedynce przed chwilą był fragment rozmowy nagranej z Franciszkiem Starowieyskim, bo mijają dzisiaj dwa lata od śmierci artysty. Mówił o tworzeniu scenografii teatralnej i aż zrobiłem głośniej, bo omal nie wierzyłem. „Scenograf w teatrze nie może czytać sztuk. To koszmar czytać sztukę, iść za tą pożal się Boże wyobraźnią dramaturga i zastanawiać się, jak ja tam w cholerę drzwi wstawię… Nigdy nie czytam sztuk. Sztukę najlepiej znać z czyjegoś opowiadania”. Postanowiłem zapisać, bo pogląd oryginalny, ale do mnie, jako dramaturga trafia. Inna sprawa, że na szczęście w swoich tekstach zawsze starałem się unikać didaskaliów, bo nie ma nic gorszego jak reżyserować na papierze.

Jak dobrze, że istnieje takie radio jak Jedynka, słucham, słucham, i nawet jak sobie cichutko gra, otwiera mi głowę.

Kanon na nowy blog, odcinek 32

Najważniejszymi dla siebie książkami dzieli się dzisiaj

Aleksandra Ziółkowska-Boehm – pisarka, była asystentką i sekretarką Melchiora Wańkowicza

1. „Przeminęło z wiatrem” – Margaret Mitchell – za wzbudzenie tęsknot za dalekim, nieznanym i tym, co odchodzi.

2. „Z dala od zgiełku” – Thomas Hardy – za uświadomienie sobie roli przypadku w życiu.

3. „Rozmyślania” Marka Aureliusza – że można skrótowo i pięknie wyrażać myśli.

4. „Dusza zaczarowana” – Romain Rolland – dała mi wiele tematów do rozmyślań. Po latach jeden zapis w tej książce jakby do mnie wrócił.

5. „Życie pszczół” – Maurycy Maeterlinck ukazał zadziwiający i zdyscyplinowany świat, który mnie nie przestaje zachwycać.