Anne Miller z Brooklynu

Przez cały dzień usiłowałem zdążyć z wpisem na blogu. Ale jeden telefon, potem następny, potem książka, potem rozmowa, potem znów telefon jeden i drugi. Miałem zamiar napisać o jednym z moich ulubionych pisarzy, bo pięknie dzisiaj Philipa Rotha pokazał w Gazecie Jerzy Jarniewicz. Pewnie napiszę o tym jutro, a dzisiaj wpadłem tu tylko z listą najważniejszych lektur, która przyszła z Nowego Jorku, więc też w tym klimacie.

Kanon na nowy blog, odcinek 31

Dzisiaj prosto z Brooklynu o swoich najważniejszych książkach opowiada

Anne Miller, dziennikarka:

1. „The Value of Fairness: The Story of Nellie Bly” autorstwa Ann Donegan Johnson – dzięki tej mało znanej książce dla dzieci odkryłam postać Nellie Bly, kiedy jeszcze byłam w przedszkolu. Bly była pionierką dziennikarstwa śledczego, jako jedna z pierwszych skierowała światło na mroki narodowego ubóstwa. Zamieszkała w przytułku dla kobiet nie ujawniając swojej profesji, dzięki czemu odsłoniła szalone nadużycia co z kolei doprowadziło do poważnych zmian w narodowej opiece zdrowotnej. Dziecku ta naga bajka o kobiecie, która ujawniła tajemnicze układy i podróżowała po świecie, podsuwała pomysł na najfajniejszą pracę, jaką można podjąć.

2. “Zabić drozda” Harper Lee – To właściwie frazes podać ten tytuł jako ulubiony z kanonu amerykańskiej literatury, ale trudno byłoby go zignorować. Po raz pierwszy przeczytałam tę powieść, kiedy byłam w wieku Smyka, młodej bohaterki; ponownie kilka lat później, mniej więcej w wieku Jema, jej starszego brata; i jeszcze kilkakrotnie już z bardziej dorosłej perspektywy.  Siła prawdy, z jaką Harper Lee odmalowała świat każdego z bohaterów działa tak samo mocno w kolejnych pokoleniach, czyniąc z tej powieść pisarską lekcję mistrzowską.  Jako reporterka, która przez chwilę pisała o amerykańskim systemie sądowniczym, zauważyłam, że sposób pokazywania spraw sądowych jest o wiele bardziej realistyczny niż ich czarno-biały obraz przedstawiany przez media.

3. “Rock She Wrote” (różni autorzy) —  Ten zbiór nie opuszczał mojej półki z książkami od czasu szkoły średniej. W pisaniu opowieści o muzyce uderza we mnie gorąco i oblewa mnie zimno. Nie interesują mnie plotki, chłodne recenzje czy przerośnięte ego niektórych krytyków – zbyt często walczyłam z tym wszystkim. Ale pisanie o sztuce i twórczy proces, który powstaje z kilku strun i kawałków drewna zniewala mnie. Dzisiaj wciąż krytyka rocka jest potężnie zdominowana przez mężczyzn. Często wydawało mi się, że jestem jedyną kobietą w pokoju dyskutującą o jakiejś mrocznej płycie, która rozwinęła muzykę rockową w to, czym jest dzisiaj. Ten wydany w latach 90. zbiór kobiecej krytyki muzycznej demonstruje gatunek w jego najlepszej formie – błyskotliwe kobiety w unikalny sposób mówią coś nowego o świecie muzycznym dokoła nich. Kiedy byłam nastolatką, ta książka pokazała mi, co w pisaniu w ogóle jest możliwe. Jestem już zawodową autorką i kiedy patrzę na grzbiet tej książki stojącej na półce, przypominam sobie dlaczego przede wszystkim zaczęłam uprawiać ten zawód.

4. „Poddani Microsoftu”/„Microserfs”  Douglasa Couplanda. Powieść o wczesnych dniach wczesnego Internetu wydaje się dziś przestarzała. Ale jego głos i charakterystyka młodego pokolenia żyjącego w świecie po swojemu, był jednym z pierwszych, które naprawdę do mnie przemówiły z perspektywy mojej grupy wiekowej a więc z perspektywy młodej Amerykanki w obliczu nowej epoki. Styl pisarski Couplanda jest prawie potoczny, jak mój, zainspirował mnie.

5. „Homicide” Davida Simona (odnośnik: In Baltimore, No One Left to Press the Police http://www.facebook.com/l/e76d8qRHdXke37kDwr8zRfMJxWw/www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2009/02/27/AR2009022703591.html) – Książka Simona jest, na ile jestem zorientowana, Biblią amerykańskiego reportażu policyjnego, który z kolei jest (albo przynajmniej powinien być) jednym z głównych przykazań w każdej z organizacji zajmujących się wiadomościami i prasą – nie po to, aby przykrywać lubieżność zbrodni, ale aby mieć na oku tych, którzy są u władzy (policja) i tych, którzy zagrażają bezpieczeństwu nas wszystkich (przestępcy). Ta książka to efekt błyskotliwego pisarstwa, które pokazuje również jak stara szkoła dziennikarstwa traktuje dobre pozyskiwanie informacji a skórzany but ulicznego reportażu może być nie tylko bezcenny, ale też potrafi dojść do serca wielkiego amerykańskiego miasta. Dwa lata temu, Simon – dzisiaj bardzo, bardzo zamożny potentat telewizyjny – wściekł się, bo jego lokalna gazeta nie pisała o tym, o czym jego zdaniem powinna i postanowił pokazać jej dziennikarzom jak się pracuje. Cenię człowieka, który zamienia eleganckie biuro na mordęgę wewnątrzmiejskich policyjnych działań, uważając, że to praca konieczna do wykonania a nikt inny jej nie wykonuje. Gdyby tylko więcej dziennikarzy poczuło to, co on.