Pytania

Ciekawy to czas rozmów o Obecności, o bliskich, o śladach i o pamięci. O tym, co zostaje. I że w tym, co zostaje może być również czułość. Ta książka spowodowała, że wiele osób bardziej się otworzyło, że opowiada mi o swoich doświadczeniach, o swojej stracie, o życiu po.

Wczoraj fatalna, smutna wiadomość o śmierci Barbary Sass, wybitnej reżyserki filmowej i teatralnej, która odkryła dla kina wiele ważnych dzisiaj aktorek. Była jedną z tych twórczyń, które wyznaczyły nowy kierunek. Jej kino było mocne, bezkompromisowe, czasami bez hamulców – jak głośna „Historia niemoralna” – ostatni z filmów, jakie nakręciła z Dorotą Stalińską, na którą dzisiaj kino nie ma żadnego pomysłu.

Nie mogę powiedzieć, że znałem panią Sass. Owszem, zdarzyło mi się kilkakrotnie być u niej w domu, rozmawialiśmy przy różnych zawodowych okazjach, ale najbardziej zapamiętałem rozmowę, jaką z nią przeprowadziłem w 2005 roku dla miesięcznika „Kino”. Ta rozmowa jakoś się zaznaczyła, była cytowana również w poświęconych kinu książkom. Dzisiaj postanowiłem trochę z niej przywrócić, w tym smutnym dniu Wielkiego Piątku. Nagle okazało się, że nie umiem tego wycinka odnaleźć. Chociaż mam papiery uporządkowane. Nagle zobaczyłem ile tekstów napisałem przez te lata, ile rozmów, ilu z nich już w ogóle nie pamiętam. Jakby ich nie było. Jakby przeciekły przez palce.

Skrupulatnie gromadzę wycinki, to moje archiwum, bo zdarza mi się czasem pracując nad jakimś tekstem do nich sięgnąć. To nieprawda, że wszystko jest dziś w internecie. Ale te pudła papierów, góra wycinków obezwładniły mnie. Tyle ważnych spraw, ważnych tematów, pilnych terminów. Dzisiaj już nieistotne. Czas zostawia po sobie puste miejsca. Mijamy. I tylko ten kot w pustym mieszkaniu z wiersza Wisławy Szymborskiej ma znaczenie. Bo jest.

Kiedy z Zosią Ziją i Jackiem Pióro, świetnymi fotografami, z którymi uwielbiam pracować pojechaliśmy do pani Marii Iwaszkiewicz zrobić zdjęcia do książki „Obecność”, wpuściła nas do pokoju-pracowni jej zmarłego męża, wybitnego pisarza Bogdana Wojdowskiego. Pokój był opuszczony, ale wszystko było na swoim miejscu. Papiery na biurku, książki w bibliotece, fotografie na ścianie. Nagle do pokoju wbiegła kotka, która dzisiaj towarzyszy pani Marii i daje radość. Jednym susem wskoczyła na biurko i wdzięcznie pozowała. Kilka dni temu pani Maria otrzymawszy książkę zadzwoniła i powiedziała, że tak bardzo się cieszy, że na zdjęciu jest jej kotka. Że to taka radość.

Uparłem się, że odnajdę wywiad z Barbarą Sass. Poświęciłem przeglądając papiery kilka godzin. Czego przy tym nie znalazłem? Nawet listy obecności studentów z zajęć na dziennikarstwie. Po co je trzymam?

Foto Romuald Pieńkowski

Znalazłem wycinek z „Kina”. Moja rozmowa z reżyserką ma tytuł „Słucham moich demonów”. Otwiera ją pytanie o to, czy któryś z jej filmów był naprawdę niemoralny. Odpowiedziała: „W moich filmach zadaję raczej pytania, w jakim stopniu ludzie zachowują się moralnie. Zawsze interesowały mnie ludzkie uczucia. Emocje, erotyzm, moralność a także fascynacja twórczością mieszają się w moich filmach(…) Nigdy nie usprawiedliwiam swoich bohaterek, po prostu próbuję szukać w nich ich własnych demonów. Sama w sobie też ich szukam(…) Zawsze czułam potrzebę oparcia się choć w części na kimś konkretnym. Oczywiście mogłabym usiąść przy biurku i wymyślić postać, ale miałabym wtedy poczucie, że jest ona skonstruowana wyłącznie ze mnie. Dlatego próbuję odnaleźć bohaterkę podobną do mnie. I zawsze ją znajduję”.

W tej samej rozmowie mówiła: „Kiedyś wymyśliłam sobie, że bez względu na to ile książek przeczytam i jakie studia skończę, będę żyła bardzo gorąco, nie bojąc się emocjonalnej huśtawki w dół i w górę. Było to dosyć dziecinne postanowienie, bo taki model jest niebezpieczny. I rzeczywiście, płacę za to. Teraz już bronię się przed tym. Choć nie tak łatwo się zmienić(…) Wychowałam się na Dostojewskim i Bergmanie, więc dla mnie życie jest ciągłym szukaniem; i bezskutecznym szukaniem”.

W tych dniach wracają ci, którzy nas tutaj zostawili. Bliscy i dalsi z rodziny. Przyjaciele. Znajomi. Myślę dużo o Piotrze Łazarkiewiczu i jego niedocenionym a mnie bardzo poruszającym filmie „0_1_0”, o Leszku, który odszedł, kiedy kończyłem książkę, myślę dużo o Agatce, która tak bardzo lubiła „Somewhere over the rainbow”. Ale nie myślę, że są Tam, gdzieś ponad tęczą. Myślę, że są tutaj. I to nie obok, ale w nas. I to coś więcej niż pamięć.

Spokojnych, dobrych i pogodnych Świąt Wielkiej Nocy.

*

Po napisaniu tego, co wyżej włączyłem TVP Kultura, gdzie pokazano zarejestrowaną kilka dni temu do cyklu „Niedziela z…” rozmowę z Barbarą Sass z udziałem wszystkich aktorek grających u niej dziewczęta z Nowolipek czyli Ewy Kasprzyk, Marii Ciunelis, Marty Klubowicz i Izabeli Drobtowicz-Orkisz a także z udziałem Doroty Stalińskiej. Barbara Sass wyraźnie wzruszona tym, co o niej mówią. Myślę, że to niezwykłe, że ta rozmowa – to pożegnanie, które tamtego dnia nie było dla nikogo pożegnaniem – odbyło się, że pani Barbara Sass spotkała się z aktorkami, z którymi tworzyła najważniejsze ze swoich filmów. Prowadząca Agnieszka Szydłowska zakończyła mówiąc, że wstydem jest nie znać filmów Barbary Sass, bo tworzyły naszą historię. Kiedy na początku spotkania Maria Ciunelis z Izabelą Drobotowicz-Orkisz wniosły kwiaty, które wręczyły Barbarze Sass, reżyserka powtórzyła dwukrotnie: „Na cmentarz. To chyba na cmentarz”. Mówimy o znakach, o pożegnaniach, o słowach, które pochopnie wyrywają się. O nas, którzy krzątamy się i zapełniamy puste miejsca.