Pytania, które się nie kończą

Mało mam takich dni jak ten. Kiedyś sam siebie zaskakiwałem regularnością wpisów. Lubiłem ten codzienny albo omal codzienny rytm, który nakręcał mnie do dalszej pracy. Dzień często zaczynałem od bloga. Z tych rytuałów tylko poranna kawa została. Coraz więcej bieżących spraw, wywiadów, które przeprowadzam, a potem piszę; przygotowania do spotkań, jakie prowadzę; obowiązkowych lektur plus całe tony zawodowego czytania, dokumentacja nowych tematów, notatki. Nie umiem pracować mniej, nie umiem pracować gorzej. Wierzę w pracę jako sens istnienia – w pracę jako rozwój siebie, ale i tego co wokół, w jakość pracy. Dlatego z taką przyjemnością czytałem (chociaż to była zawodowa lektura) książkę Mai Komorowskiej i Tadeusza Sobolewskiego „Pytania, które się nie kończą” (Mazowiecki Instytut Kultury i Czuły Barbarzyńca Press), która właśnie wyszła i której promocyjny wieczór w warszawskiej redakcji „Gazety Wyborczej” miałem przyjemność prowadzić. Poniżej zamieszczam link, pod którym można odsłuchać to spotkanie.

Ta książka jest spotkaniem humanistów. Rozmową nad sensem pracy właśnie. To rozmowa o człowieku w aktorze i o człowieku w teatrze. O tym, jak życie dostaje się do granych ról i jaką lekcję mogą dawać grane postacie. Maja Komorowska nieustannie mówi w tej rozmowie o staraniu się. Trzeba się starać. Tak samo jak trzeba pilnować, aby nie zabić w sobie ciekawości. I jak na to własne zainteresowanie światem trzeba pracować. Odnosi to do swoich ważnych ról. Przede wszystkim do Winnie ze „Szczęśliwych dni” Becketta. Winnie, który bez względu na wszystko codziennie wita słońce, wita kolejny dzień. A potem wypełnia ten dzień najdrobniejszymi gestami, powtarzanymi bez końca, gestami i słowami, które tworzą rytuał. Maja Komorowska gra Winnie od wielu lat. Sam widziałem ten spektakl dwa razy, na różnych etapach swojego życia. W „Pytaniach, które się nie kończą” opowiada o tej lekcji Winnie, jaką wciąż pobiera. I o swoim staraniu, żeby wypełniać życie. I o tym, jaką to daje wolność. Wraca temat jest obsesyjnej pracy nad sobą ale i nad pokoleniami studentów Akademii Teatralnej, których wychowała. Temat otwierania ich, przysposobienia do zawodu i do życia. Wraca temat przenikania się tych dwóch przestrzeni – teatru i codzienności. Bo codzienność w kontekście zawodowego doświadczenia aktorki urasta do rangi filozofii. Jest być może najważniejsza. Bez tej codzienności nie byłoby też potrzeby teatru. Zagląda Maja Komorowska w siebie, szuka w sobie coraz głębiej. Pamiętam jej świetną książkę „31 dni Maja”. – Niby lapidarny zapis codzienności, a jednak już tam próbowała pytać i nazywać. Później rozwinęła to w „Pejzażu”, książce pisanej wspólnie z Barbarą Osterloff. Teraz kontynuuje w książce pisanej z Tadeuszem Sobolewskim. W przełomowym dla siebie momencie. Odeszła ze szkoły teatralnej, przeżyła trudne doświadczenia w życiu. Ale ciągle zaczyna. Gdyby nie zaczynała nie mogłaby wymagać od siebie szukania. Jest w tej książce tekst opowiadający spotkanie z publicznością, na którym Maja Komorowska czyta wiersze różnych poetów. Wspaniały tekst Tadeusza Sobolewskiego. Najpierw aktorka nawiązuje bardzo bezpośredni kontakt z widzami, zaczyna rozmowę, potem konstruuje przestrzeń. Sobolewski opisuje drobne gesty. To jak Maja Komorowska wodzi palcem po linijkach tekstów, jak nagle zdejmuje buty, jak wchodzi w tę poezję jakby zanurzała się w zroszonej trawie, a potem podnosi się do lotu. Słowa unoszą coraz wyżej. Bo sięga po wiersze najwyższej próby. I jak potem to spotkanie prowadzi ku końcowi. Jak dekonstruuje to, co w jego czasie zbudowała. Wiele w tej książce rozmów o zawodzie, o istocie pracy aktora. Zwłaszcza w kontekście spektaklu „Mimo wszystko”, w którym gra od lat aktorkę Sarah Bernhard. Też widziałem ze dwa razy, za każdym odbierając inaczej. Bo teatr jest mimo wszystko. I życie jest mimo wszystko. Piękna lekcja. Mądra i filozoficzna. Wspaniałe było obcowanie z tą książką i później rozmowa z jej autorami. Może tak mnie to fascynuje, bo odbieram na tej samej fali. Uważając, że trzeba szukać. Trzeba pytać. Trzeba budzić ciekawość.

Audio z promocji \”Pytań…\”

Siedzę w ogrodzie. Kot śpi obok. Słońce jak w „Szczęśliwych dniach” i jak w „Mimo wszystko”. Codzienna krzątanina myśli. Szukanie wewnętrznego spokoju. Konstruowanie przestrzeni. Próbuję złapać ostatnie promienie słońca. Na chwilę pobyć z ciszą. Nawet zanurzyć się w tym oczekiwaniu na książkę „Wybór Ireny”, która wychodzi za kilka dni. Bardzo ciężko nad nią pracowałem. Teraz czas, aby szła do ludzi. Czas jej promocji. Uważam, że autorzy mają obowiązek zajmowania się swoimi książkami, kiedy wychodzą. Trzeba się nimi jeszcze przez chwilę zaopiekować. W plan promocyjny wpisane są dwa spotkania w Warszawie, jedno w Krakowie, również krakowskie targi Książki. Wszystkie daty są tu na stronie, w kalendarzu.

Obok mnie „Delikatna równowaga” Rohintona Mistry (Wyd. Drzewo Babel), która przyszła dzisiaj pocztą. Przekładał ją mój kolega, wybitny tłumacz Krzysztof Umiński. Przyglądam się na razie książce, zamkniętemu w niej światu, okładkom.

„Indie, 1975 roku. Premier Indira Gandhi wprowadza stan wyjątkowy. Tego samego dnia w wielkim mieście przecinają się ścieżki czterdziestoletniej wdowy, dwóch krawców i zagubionego studenta z prowincji”…