niebo

Przedsmak jesieni. Chociaż chora grusza wypuściła po raz drugi tego roku liście. Zgubiła już pierwszy garnitur i ubrała się w drugi. To znaczy, że w przyszłym roku trzeba podjąć kolejną próbę jej ratowania. Wierzyłem, że się sama obroni.

Oddałem do wydawnictwa korektę składu „Wyboru Ireny”, jestem dziwnie otępiały po tej pracy. Nie pamiętam, żeby wcześniej którakolwiek książka tyle mnie kosztowała. Zdjęcie Ireny stoi na biurku. I tak patrzymy na siebie. To była w sumie niezwykła przygoda, której zawdzięczam również miłą znajomość z Janką, jej córką. Zaprzyjaźniliśmy się w czasie tej trudnej pracy. Trudnej dla obu stron. I trudno uwierzyć, że już za chwilę będzie efekt – książka wychodzi za miesiąc. Dużo jeszcze różnych planów promocyjnych, lubię się angażować w życie książek, to się im należy. Niebawem minie rok odkąd wyszła moja rozmowa z prof. Joanną Penson „Było, więc minęło”. Z sentymentem myślę o czasie, kiedy mieszkałem w Gdańsku i chodziłem na rozmowy do Zielonej Bramy albo jeździłem na nie do Sopotu, do gościnnego mieszkania pani profesor. Cieszy mnie, że dla wielu osób ta książka jest ważna, czego mamy sygnały. Pani profesor pytała mnie, dokąd te rozmowy zmierzają. Odpowiadałem, że do przodu. – Ja nie wiem do jakiego przodu – odpowiadała. I przeszło to do anegdoty, czasem kiedy z panią profesor rozmawiam przypominam tamten dialog.

Ciągle zbieram siły. Na zdjęciu po prawej stronie laptopa z Agatką na plaży w Gdyni, kilka lat temu. W taki jesienny dzień jak dzisiaj. Ze stalowo-ołówkowym niebem. Aż po horyzont.

Aż po horyzont. A co dalej? Co wyżej? Rozmowa toczy się dalej. Obecność trwa. Obecność to ten temat, który mnie zajmuje odkąd odeszły najpierw Teresa Torańska a później Agata. Z ich powodu pracuję nad książką „Obecność” – zbiorem rozmów zapisujących fragmenty obecności. Myślę, że najdalej na wiosnę będę z tą książką gotowy. Powstaje swoim rytmem. Miałem ją oddać w kwietniu, więc pewnie spóźnię się o rok. Ale musiała dojrzeć. I ja do niej.

Zanurzam się w lekturach. W jednych, bo dokumentuję nowe tematy, w innych, bo szukam inspiracji, a jeszcze w innych, bo czasem dobrze jest się zanurzyć w mądrym słowie. Na przekór temu, co wokół. Czasem z ciekawości.

„Wybór Ireny” otwiera akapit: „Są takie życiorysy, w których nic się nie zgadza. Fikcja miesza się z prawdą, a prawda z roku na rok coraz bardziej się kamufluje. Bywa, że w końcu łatwiej uwierzyć w fikcję, niż w prawdę o sobie. Czas mija, świadkowie odchodzą, fakty gubią się, a to, co zostaje to fragmenty opowieści. A opowieść zawsze jest prawdziwa. Poszukiwanie odpowiedzi to czasem droga do początku. Genesis. Droga do pytania”.

Więc pytam dalej. Pracuję. Robię swoje. I nie zamierzam więcej nikomu tłumaczyć się ze swojej pracowitości. A coraz częściej takie pytania słyszę. Pracuję. I staram się być w tej pracy maksymalnie. I wykonywać ją najlepiej jak umiem.

W dziale „Rekomendacje” (zakładka na banerze) polecam nową książkę Marka Łuszczyny „Zimne”.