Pisanie

Ciekawy jest proces pisania. Piszę coś teraz, a właściwie próbuję pisać, bo po raz kolejny zaczynam od tego samego miejsca, jakbym nie umiał, jakbym nie miał pewności. A brak pewności jest dobry w pisaniu. Szło mi opornie, w końcu napisałem kilka akapitów, przyglądam się im. Postanowiłem wrócić do wersji sprzed pół roku, miałem nadzieję, że napisałem dzisiaj coś, co jest zupełnie inne. Nawet słowa wracają. Ten sam początek, ta sama myśl, ten sam kierunek. Jakby to pisanie, ta książka, były wkodowane. Pisałem od zera, tak czułem przynajmniej, a pisałem to, co napisałem wcześniej. Więc jak to jest? Piszemy, czy tekst nas pisze?

Wracam do roboty. Jak dobrze, że jest.

Uaktualniłem kalendarz. Różne nowe zdarzenia, na które zapraszam. Może jutro odezwę się tu obszerniej, bo mam ochotę dołożyć pewnemu krytykowi, który moim zdaniem nienawidzi książek i pisarzy, a może nienawidzi tego, że krytykuje a sam nie pisze. Co jakiś czas zdumiewa mnie poziom jego wynurzeń w czołowym dzienniku, z którym współpracuję. Pisząc o ostatniej książce Wiesława Myśliwskiego przeszedł sam siebie, liczył swoje drzemki w czasie lektury. Wczoraj pisał o nowej powieści Agnieszki Drotkiewicz „Nieszpory”, która jest książką ważną, dotkliwą, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Zwłaszcza to, jak opisała ludzi, którzy pracują tak dużo, że nie mają już siły nawet przeżuwać. Od razu po lekturze poleciłem tę powieść paru reżyserom teatralnym. To, co napisał ten pan nienawidzący książek przemilczę właściwie, bo kompletnie nic nie zrozumiał ani z konwencji ani z treści. Zbanalizował tę ważną powieść tak, że powinno się mu odebrać prawo wykonywania zawodu. Nie, nie napiszę o tym jutro. Szkoda mojego czasu. I nie wymienię nazwiska tego pana. Niech sobie będzie po prostu Smutnym Panem, co nie lubi książek.