Złodzieje koni

Jestem w trakcie pracy nad książką, marzec i kwiecień przeznaczyłem intensywnie na pisanie (i czytanie, stos lektur rośnie), a za chwilę, no prawie, bo 24 kwietnia nakładem Wydawnictwa Studio Emka wychodzi moja nowa powieść „Złodzieje koni”. Właściwie pracowałem nad nią od wydania powieściowego debiutu, czyli „Bądź moim Bogiem”, mniej więcej od roku 2007, pisałem z przerwami, później wielokrotnie redagowałem tekst. Zamknąłem go mniej więcej rok temu aby przez ostatni rok do tej pracy wracać, redagując, poprawiając, skracając, uzupełniając.

W styczniu 2008 roku pisałem na swoim blogu: „Po próbie siadam do komputera. Piszę powieść. Tak mnie pochłania. Coraz bardziej nie mogę się oderwać. Napisałem już prawie pięćdziesiąt stron. To oczywiście szkic, bo lubię długo pracować nad formą, na razie spieszę się zawiązując wątki, napędzając akcję, budując napięcie, a potem będę dopracowywał, rzeźbił, ale teraz jest ten moment, który daje mi frajdę. Bo wiem, o czym chcę pisać, znam bohaterów, próbuję kreować konflikty. Do przodu. Pisać, pisać. Nawet wymyśliłem roboczy tytuł: Złodzieje koni. Pewnie go zmienię, ale tytuł na początku też jest mi potrzebny. Daje poczucie, że piszę coś… poważnego”.

Więc wracałem, redagowałem, pracowałem. Robiąc ostatnią redakcję wyrzuciłem dwadzieścia stron. Tak, długo ta książka się wykluwała. Ale nie zmieniłem jednego: tytułu. Wielokrotnie próbowałem go zastąpić, miałem ze trzydzieści propozycji, aby w finale wrócić do tytułu, który mi tę książkę tak naprawdę opowiedział. Teraz patrzę na propozycję okładki wybitnego grafika, autora szaty graficznej choćby prestiżowej serii powieściowej „Kanon na koniec wieku„, która idealnie oddaje mój zamysł i dodatkowo jeszcze potwierdza, że miałem rację nie zmieniając tytułu.

Ciekawe było wrócić do tej książki po latach, po miesiącach, rozmawiać ze znakomitą redaktorką, do której trafił ten tekst, oglądać skład. Miło jest patrzeć jak ta książka wciąż powstaje – teraz w druku. I czekać na jej pojawienie się fizyczne. Niebawem.

Tymczasem skupiam się na pisaniu po ubiegłotygodniowej serii spotkań, najpierw w Muzeum Historii Żydów Polskich prowadziłem promocję piątego tomu wspomnień „Dzieci Holocaustu mówią” z udziałem autorówOcalonych, a także aktorów Weroniki Nockowskiej i Stanisława Brudnego, którzy czytali fragmenty. Tekst, jaki wygłosiłem na spotkaniu zamieszczę jutro w dziale „kartki na kulturę”. Kilka dni później w Teatrze Żydowskim kolejna odsłona cyklu „Bagaże kultury”, tym razem poświęcona prof. Aleksandrowi Bardiniemu z udziałem Krystyny Zachwatowicz i Andrzeja Wajdy, Barbary Krafftówny, Olgi Lipińskiej, prof. Barbary Osterloff, Ignacego Gogolewskiego, Andrzeja Seweryna. Piękne popołudnie w wypełnionym po brzegi teatrze. Na widowni była córka profesora, Maria Bardini. Popołudnie wspomnień, anegdot, wypowiedzi profesora, a także scen z filmów Andrzeja Wajdy, w których grał. Tajemniczy, arcyciekawy, pełen dramatów życiorys zasługuje na solidną książkę. Chciałbym, żeby taka powstała. A w poniedziałek, czyli następnego dnia w Faktycznym Domu Kultury prowadziłem promocję książki „Zaczęło się w Ciechanowie”, i znów inny temat, inna trudność, inni goście, bo m.in. prof. Tomasz Nałęcz, prof. Andrzej Rzepliński, prof. Jerzy Bralczyk, prof. Mirosław Wyrzykowski, Zbigniew Siemiątkowski. Na spotkanie przyszedł pan Ignacy Gogolewski, ciechanowianin, którego rzecz jasna poprosiłem o wypowiedź. Kiedy pan Ignacy wszedł, uścisnęliśmy się serdecznie wspominając miło spotkanie w Teatrze Żydowskim. Mam też w pamięci inne spotkania z tym wielkim aktorem, m.in. kilka lat temu w Teatrze Na Woli, gdzie był bohaterem i gościem zarazem cyklu jaki tam prowadziłem „Wszystko już było”.

Bo wszystko już było, i jest, co było i powróci. Na szczęście. Świat pełen jest zdobywców, odkrywców i poszukiwaczy. Mimo ich zdobyczy każdego dnia zachwyca, na nowo. A jeśli nie zachwyca to „wielkie piękno”, że sparafrazuję tytuł genialnego filmu, jeśli się nie przydarza, to samo poszukiwanie jest przygodą, a czasem treścią, nawet jeśli bywa gorzka lub smutna. Świat jest pełen złodziei koni, marzeń i złudzeń, swoich lub cudzych. Zapełnić go, zapisać, odkrywać na nowo, opowiedzieć go i nie umieć tego zrobić. Być w nim. Być.