O ocaleniu

Elie Wiesel

Nowy rok i wszystko nabrało przyspieszenia. Dosyć mam gęste plany, więc solidnie się muszę przygotować. Zacząłem pisać, ale rozbijam to lekturami. Kiedy piszę, zawsze mam potrzebę dużo czytać, nie tylko na temat, który udokumentowałem ale w ogóle czytać bardzo dużo dobrej i ważnej literatury. Wczoraj do późna „Noc” Elie Wiesela, wstrząsające wspomnienia obozowe. Czytam wydanie amerykańskie, nowy angielski przekład dokonany przez jego żonę, Marion Wiesel. Kupiłem w sieci, wprost do Kindla, którego mam od niedawna. Nie byłem nigdy przeciwnikiem czytników książek, ale też myślałem zawsze, że nie ma to jak książka drukowana, jak papier, jego zapach, jak kartkowanie. Zdania nie zmieniłem. Nie ma to jak książka drukowana, a jednak doceniam Kindla. Wygodny, lekki, nie czyta się gorzej niż na papierze. Kartkuje się przyciskiem, co jednak daje poczucie kartkowania. I ta łatwość, że mogę dowolnego e-booka kupić w sieci i natychmiast po zakupieniu mieć go w czytniku, nie czekać na przesyłkę z jakiegokolwiek kraju świata, tylko mieć natychmiast po kupieniu. Pomijając już, że cena e-booka jest niższa od książki drukowanej. Czytałem „Noc” Wiesela przez siebie ale i przez innych, bo w książce zaznaczone są te fragmenty, które najczęściej na swoich czytnikach zaznaczali czytelnicy, niektóre z fragmentów zaznaczone były przez 500-800 osób. Zaznaczałem swoje, ważne dla mnie, zapadające w pamięć. Jak ten: „Chleb, zupa – były całym moim życiem. Byłem niczym więcej niż ciało. Pewnie nawet mniej: zagłodzonym żołądkiem odmierzającym czas”. Albo ten: „Zagryź wargi, chłopcze… Nie płacz. Zatrzymaj złość, nienawiść na inny dzień, na później. Ten dzień nadejdzie. Czekaj. Zagryź zęby i czekaj”. W innym miejscu: „Ktoś zaczął odmawiać Kadisz, modlitwę za zmarłych. Nie wiem, czy dotąd, w całej historii Żydów, ludzie odmawiali Kadisz za samych siebie”. I jeszcze ten fragment, że człowiek jest potężniejszy i większy od Boga, skoro nie pozwolił siebie zniszczyć, skoro przetrwał i chwali imię Pana. Niezwykła relacja.

Czytając „Noc” Wiesela myślałem też o tym, co o obozie (w naszej książce „Było, więc minęło”) mówiła pani prof. Joanna Muszkowska-Penson:

Ciągle nie wiem, jak można ocaleć w takim miejscu, jakim był obóz.

Urszula Wińska, moja koleżanka, profesor na polonistyce, napisała o Ravensbrück dwie książki, już bardzo późno, w latach osiemdziesiątych. Przedtem wysłała do nas wszystkich kwestionariusz. Gdyby miał więcej pytań, żadna by pewnie nie odpowiedziała, ale pytanie było jedno: „Co pozwoliło mi przeżyć obóz?”. Z naszych odpowiedzi stworzyła książkę. Napisałam, że w obozie ciało się kurczyło na skutek głodu, ciężkiej pracy, zimna, że przestawało istnieć,  bo człowiek właściwie znikał. W tym samym czasie wydawało się, że aktywność psychiczna, duchowa, jest coraz żywsza i coraz bardziej wysublimowana. To było coś dziwnego, biorąc pod uwagę biologię.

W rozmowie z „Dużym Formatem” powiedziała pani: „Pamiętam takie niedzielne popołudnie: idziemy z przyjaciółką Lagerstrasse i trzymamy się pod rękę, jakbyśmy spacerowały po Łazienkach”.

Zanika życie materialne, a coś z człowieka wyzwala się psychiczno-duchowego, jakaś zdolność do poświęceń, do pracy dla innych, co jest przeciwieństwem zanikającego ciała.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że takie ważne spotkanie, jak praca nad książkę „Było, więc minęło” z prof. Joanną Penson przytrafiła się w moim zawodowym i nie tylko zawodowym życiu.

Czytam dalej. Przede mną na przykład „The Story of Life” wybitnego izraelskiego pisarza Aharona Appelfelda i po raz kolejny „Chleb rzucony umarłym” Bogdana Wojdowskiego. Trudne, ale ważne lektury. Nie zawsze o ocaleniu.