Samospalenie

A myślałem, że już nic mnie nie zdziwi.

Pawłowi Jasienicy i historii jego życia oddałem dwa lata, pracując przy trzyodcinkowym serialu dokumentalnym dla TVN (link obok) „Polska Pawła Jasienicy”. Dzisiaj obejrzałem w TVP Historia półgodzinny dokument „Współpracowałem z TW Ewa – Max” w reżyserii Tomasza Samosionka. W jakimś sensie, chociaż nie do końca, historia kapitana SB prowadzącego Nenę, czyli TW Ewę i Max, drugą żonę Pawła Jasienicy. W naszym filmie jest moja rozmowa telefoniczna z tym panem. Wówczas nie zgodził się pokazać twarzy, tłumaczył, że będzie musiał wynieść się z Warszawy po takim filmie… Co jednak nie przeszkadzało mu kilka lat później wystąpić najpierw w filmie Piotra Morawskiego o wizycie rodziny Kennedy w Warszawie, a teraz w filmie Samosionka. To, co dzisiaj widziałem w wykonaniu „Kapitana” to już zupełne kuriozum. Otóż odwiedza Ewę Beynar, córkę Pawła Jasienicy, w tle jest kolęda, w progu podaje jej „prezenciki”, jak mówi – wśród nich figurka Jezuska na sianie i czekolady, jakie zapewne dawał na spotkaniach z tajnymi współpracownikami. Potem przy stole mówi Ewie Beynar, że przecież on nie chciał zrobić krzywdy jej tacie, że przeciwnie… A kiedy pani Ewa pyta go, dlaczego był Jasienica dla nich taki ważny, odpowiada jej: „Był do likwidacji”. O Nenie ma oczywiście jak najgorsze zdanie. O sobie jak najlepsze. Wypowiada się we własnym mieszkaniu, znanym mi już z filmu Piotra Morawskiego, na tle portretu papieża. Spaceruje po Warszawie, z sentymentem oprowadza po kawiarniach, gdzie odbierał raporty, lokalach kontaktowych, by na końcu wypowiedzieć kuriozalne zdanie, że „dzięki Bogu” pracował w SB, bo SB było jak pięć uniwersytetów – teoria i praktyka w jednym, a on chciał mieć władzę i widział na czym polega komunizm i PRL. Słusznie Ewa Beynar zapytała go, dlaczego to wszystko robili, przecież w tych raportach Neny nie było niczego szczególnego, tyle forsy na to poszło, pyta go wprost, retorycznie: „Czym pan się w ogóle zajmował?!”. On potem coś mętnie tłumaczy, że to było jak puzzle, że tutaj się coś słyszało, tam, że mógł wniknąć w środowiska. Że awansował przez to? W swojej głowie? Wyobraźni?

I na końcu scena, która zwala z nóg. Kapitan na Powązkach zapala świeczkę na grobie Jasienicy, no i Neny, rzecz jasna, bo są razem pochowani. Mam w głowie potężny mętlik. I nie wychodzę ze zdumienia.

Miałem dzisiaj napisać o czymś zupełnie innym. A tu napisałem o mentalności byłego esbeka. Jakże im brakuje tej czynności, gmatwaniny, zastraszania. Kapitan wchodzi do Grand Hotelu i pyta, czy na ostatnim piętrze jest wciąż kawiarnia, bo tam odbierał raporty od TW Ewy. Kapitan. Niedawno zagrał „kapitana” – choć bardziej wyrafinowanego, jeśli tak można powiedzieć – Przemek Bluszcz w spektaklu „Samospalenie”, o którym tu jeszcze napiszę. Niesamowite, że mnie ten film tak dotknął.