Obecność

Agatka, tak zwane "kaleka party", bo chodziłem o kulach

Jeden dzień, który nas przywraca do porządku. Światełko to jedno ale też myślenie o bliskich, o znajomych, o kolegach, których coraz więcej po drugiej stronie. Ten rok wyjątkowo trudny. 2 stycznia wiadomość o śmierci Teresy Torańskiej. Zadzwonił kolega z „GW”, na pewno już wiesz – powiedział. Nie wiedziałem.

Wczoraj zacząłem czytać „Smoleńsk”, ostatnią, niedokończoną książkę Teresy. Dosłownie w nią wpadłem. Również dlatego, że przywraca coś, co zostało okłamane. Przywraca ten moment żałoby, która nagle została rozbita polityczną kłótnią. Czytam książkę Teresy i myślę, że nie będzie nam łatwo się oswoić, jeszcze długo, bo nie dano ani rodzinom zmarłych ani nam, obywatelom tego kraju, przeżyć żałoby. Bardzo szybko weszła polityczna kalkulacja. Ta książka nie tylko przywróciła emocje z tamtego czasu ale też pozwala poczuć ciszę, jaka była zaraz po katastrofie. I była ona we wszystkich, bez względu na przekonania polityczne. Ta książka jest wyjątkowo skupiona. Czytam dalej, i na pewno tutaj będę do niej wracał. Jestem pewny, że ta książka przejdzie do historii dziennikarstwa – tak jak Teresa sobie życzyła. To niezwykłe wchodzić w emocje i pamięć tych, którzy jechali do Smoleńska pociągiem i tych, którzy stali na miejscu w rządowych i dyplomatycznych delegacjach czekając na powitanie samolotu i tych, którzy stali za kamerą i przede wszystkim rodzin tych, którzy zginęli. Teresa – jak w amerykańskim filmie – wyciąga ich z tłumu, pokazuje to, co noszą w sobie. Jestem pewny, że ta książka zrobi dużo dobrego.

A potem 16 marca Agatka. Rok temu w listopadzie coś już przypuszczałem, ale na pewno nie tego, co się stanie. Kiedy zmarła Teresa mieliśmy długą rozmowę.

Czytam „Smoleńsk” i łapię się na tym, że mam ochotę zadzwonić do Teresy i opowiedzieć swoje wrażenia, o różne sprawy zapytać. Rano zadzwoniłem, w zastępstwie, do Leszka, męża Teresy.

Codziennie mam jakąś sprawę, z którą chciałbym zadzwonić do Agatki. Przez całe lata dzwoniłem do niej, bywało, że kilka razy dziennie. Była moją agentką i zajmowała się wieloma moimi sprawami, zawodowo wszystkimi. Absolutnie polegałem na jej zdaniu. Jeszcze w ubiegłym roku, kiedy sam nie mogłem, pojechała na sekundę spotkać się z Teresą – gdzieś przed Sejmem, bo Teresa szła do Sejmu, lubiła tam pójść i posłuchać i pogadać – żeby odebrać od niej rekomendację dla mnie, do stypendium ministra kultury, jakie zresztą dostałem.

Pamiętam kiedyś, byłem u Teresy i wyszliśmy razem, bo jechała na wywiad, wsiedliśmy do autobusu na Zaciszu, usiedliśmy na tylnym siedzeniu. Teresa zadawała mi dziesiątki pytań. Ten zatłoczony autobus zostanie mi przed oczami na zawsze.

JULIA HARTWIG

JEST CHWILA KIEDY WIDZIMY tak wyraziście

jakby wszystko było w naszym posiadaniu

A posiadanie było czyste przezroczyste

i nic nie obiecywało

ani następnego ranka ani następnej chwili

Nie było tam obawy przed światem

ta wyspa w nas rządziła się sama

choć nie było w niej żadnej władzy

by odwołać się od wyroku

od tego głosu który

w obawie że go nie słychać

rozlegał się pod niebiosy

Oddajcie im to, czego w nich już nie ma

(z tomu „Zapisane”, Wydawnictwo a5, Kraków 2013)