Czytajmy poezję

Że wiersze pani Julii Hartwig wysoko cenię, a samą poetkę uwielbiam to jasne. Pisałem o tym wielokrotnie. Żeby nie powiedzieć obsesyjnie. Wczoraj pani Julia promowała swój nowy tom wierszy „Zapisane” w warszawskiej redakcji „Gazety Wyborczej”, spotkanie prowadził Jarosław Mikołajewski i to właściwie było wielkie szczęście móc posłuchać tej rozmowy, bo spotkała się bez wątpienia para przyjaciół, para poetów, para doskonale rozumiejących się i odczytujących siebie osób. Mikołajewski pytał o przychodzenie wierszy, o sny, które potrafią zaburzyć, o oddzielność „Zapisanego” w dziele Julii Hartwig. Bo jest to tom oddzielny. Inny niż to, co czytaliśmy dotąd. To zapis pejzażu ontologicznego – jak określił to wczoraj Jacek Bocheński. Było coś niezwykle przejmującego w jego wypowiedzi, komentarzu. Mówił jako niewierzący o swojej starszej, prawie niewidomej siostrze. Mówił, że kiedy do niej dzwoni i pyta, co robi, siostra odpowiada, że modli się. I myślę, że nie chodzi tu o dewocję. Raczej o pewien rodzaj oddania się metafizyce. W przypadku Julii Hartwig, która mówiła o sobie jako wierzącej, chociaż słowo „wiara” się w tym tomie nie pojawia, o oddawanie się poezji i obdarzenie poezją. Bo – co słusznie zauważył Mikołajewski – Julia Hartwig w ostatnich latach szczodrze nas obdarza. Jacek Bocheński zaś mówił, że kiedy chce książkę lepiej poznać, albo pisać o niej przepisuje z niej ważne słowa, słowa do przemyślenia. Z książki Hartwig musiałby przepisać wszystko. Zaskoczony był też ostatnimi wierszami „Wielkanoc” i „Wigilia”, które z ontologii przechodzą do rytuału. Bardzo ciekawe było to wgryzanie się w wiersze Hartwig przez Mikołajewskiego i Bocheńskiego.

Sama pani Julia raczej unikała komentowania swoich wierszy. Skoro jest w nich wszystko zapisane. Za to mówiła chętnie o swojej codzienności, o potrzebie samotnego siedzenia przy stole, o potrzebie przemyślenia i właśnie zapisywania – w tak różnych formach jak „Dziennik” (właśnie powstaje drugi tom), czy poezja. Zarzuciła jedynie pisanie listów, bo ta forma się w dzisiejszych czasach wyczerpała. Pisanie listów – jak mówiła – to nie jest jedynie chęć opowiedzenia, dzielenia się zdarzeniami. Z listów dowiadywaliśmy się o ludziach i czasie, w którym żyli. To się skończyło. I nie wiem, skąd nasi następcy będą się dowiadywać – mówiła.

Bardzo ciekawie opowiadała o zainteresowaniu Miłosza jej poezją. – Właściwie odkrył mnie późno. Przez wiele lat ta sfera dla niego nie istniała. A później chciał o moich wierszach rozmawiać. Na spotkaniu Julia Hartwig przeczytała kilka swoich wierszy. Wspaniała to była lektura i między lekturą, złapane przez mikrofon przewracanie kartek, szukanie odpowiedniego tekstu, chrząknięcia, nawet oddech. To, co człowiecze wypełniało to, co filozoficzne. Bo jest ten tom głęboko filozoficzny. Czytam go od przyjazdu z Gdańska, więc prawie dwa tygodnie i ciągle w nim znajduję. Dlatego tak trudno jest mi się zabrać za pisanie o nim. Wciąż właściwie jestem w lekturze. Zaczytany w „Zapisanym”. Ale przecież „Zapisane” jest o niezapisanym. Sam tytuł daje już cudzysłów. Julia Hartwig mówiła, że te wiersze powstały – może nie w opozycji – w dialogu do tomu „Zobaczone”. Najnowszy tom wierszy sam przyszedł. Niewypełniony obrazami, jak wcześniej bywało w jej poezji. W takim jest teraz momencie życia poetka, że obraz trochę mniej znaczy. Obraz zewnętrzny. Na plan pierwszy wysuwa się, wyjaskrawia obraz wewnętrzny.

Ten tom to też dialog z poetami, z literaturą. Kursywą pojawiają się głosy autorów dla Hartwig ważnych. Wiele wierszy można by tu cytować, ale choćby jeden:

ODJĘTA BYŁA JEDYNOŚĆ jedynej miłości

a przecież nic nie przemijało

choć wszelkim nadziejom

zapisany był kres

jak lekko będziemy teraz

unosić się w powietrzu

rozsiewając upominki

darowane przez życie

niczym ślubne bukiety

co zawsze trafiają do rąk

które się po nie nie wyciągają

Jest wiele tego co nie ginie

nie zapominam

o żadnej dobrej chwili

*

Mnie urzekała przyjemność, z jaką Julia Hartwig czytała swoje wiersze, o jakiej mówiła. Tłumaczyła, że to jedyna możliwość sprawdzenia, czy poezja jest ludziom potrzebna, czy jej chcą, czy ma dla nich znaczenie. Mówiła, że wielokrotnie ludzie nie zdają sobie sprawy z braku poezji. Nie wiedzą, czy jest im potrzebna.

Piękny to był wieczór. Gęsty. Niedługi a poruszający, zakończony owacją na stojąco. Jeden z tych, które przywracają wiarę w słowo.

(Julia Hartwig „Zapisane”, Wydawnictwo a5, Kraków 2013)