Blogotony

Kupienie dwóch lewych butów w Palermo nadal pozostaje moim wyczynem numer jeden. Ale jednak nie przestaję siebie zaskakiwać. Kilka dni temu dostałem od Romy Jegor, poetki, którą cenię, a mieszkającej w Mikołowie zaproszenie na jej wieczór poetycki w Warszawie. Wspaniale. Mimo zmęczenia i zajęć bardzo chciałem na tym spotkaniu być. Pojechałem pod adres podany na zaproszeniu. Restauracja. Ale pusto. A była już osiemnasta, kiedy spotkanie miało się zaczynać. Pytam kelnera, gdzie jest wieczór Romy. On nie wie, o co chodzi. Adres się zgadza. Restauracja też. Ale ani Romy ani gości. Upieram się jak osioł, że to tu, że mam takie zaproszenie, zacząłem szukać. Pokazuję na dowód, że przecież tu. Kelner na to: „Ale to za miesiąc. Przecież 10 listopada”. A tyle miałem dzisiaj zajęć w domu. I jeszcze wmawiałem Marcie, która jest akurat w Warszawie, że Roma też jest, chociaż Marcie nic Roma nie powiedziała. Nie wiem, czy będę miał siłę za miesiąc się tam znów pojawić. Jako feminista powiem, że reakcje typowego faceta przekonanego o swojej nieomylności. Wysiadam kiedyś na dworcu w Malborku zamiast w Tczewie. Oczywiście nie przychodzi mi do głowy, że to mój błąd, że wysiadłem za wcześnie. Tylko pierwsza myśl jaka pojawia się w mojej szowinistycznej głowie: dworzec przebudowali. Idzie jakiś człowiek peronem, pytam: proszę pana, gdzie my jesteśmy? Zdziwił się. Odpowiedział: W Malborku. To teraz ja się zdziwiłem. – Od kiedy pytam? Teraz on znów się zdziwił: Ja od urodzenia, a pan to nie wiem.

No, właśnie.

Ale do Lublina dojechałem właściwie i na czas. Nie pamiętam, kiedy byłem ostatnio w Lublinie, ale przypominam sobie wyjazd z Ulą Dudziak na premierę Leszka Mądzika „Matka odchodzi”  z wokalem Uli w spektaklu. Cóż to była za piękna podróż. Jechaliśmy z Agatą Ślósarską, ówczesną agentką Uli. Po wielu latach Ula prowadziła auto. I żeby było ciekawiej nikt z nas nie wiedział, gdzie w Warszawie jest wyjazd na trasę lubelską. Wspaniała podróż i wszystko co się tam wtedy działo. A klezmerzy śpiewający Papaję w jakiejś knajpce w nocy nie do powtórzenia.

Tym razem brałem udział w debacie „Między blogiem a kowadłem” w Teatrze Starym. Spotkanie prowadziła Grażyna Lutosławska z Radia Lublin, którą uwielbiam. W rozmowie brałem udział obok Ingi Iwasiów (akurat wyszła jej nowa książka „Blogotony”) i Katarzyny Nowakowskiej. Piękny teatr, jak bombonierka, świetna jego szefowa Karolina Rozwód (właśnie promują nowy projekt płytowo-koncertowy – Włodek Pawlik do poezji Czechowicza, m.in. z Dorotą Miśkiewicz i Kubą Badachem), uważna publiczność, wspaniałe, inspirujące spotkanie. – Dziękuję też Magdalenie Stępień.

Później kolacja w Magii i długa rozmowa z Ingą Iwasiów między innymi o Zycie Oryszyn (to będzie wydarzenie, na festiwalu Literaturomania w Gdyni Inga Iwasiów będzie rozmawiała z Oryszyn, która nigdy nie daje wywiadów, złamała się tylko raz dla „Gazety Wyborczej”, mnie odmówiła wiele razy), Poli Gojawiczyńskiej, feminizmie. Kilkakrotnie mówiłem o wielkim wrażeniu, jakie zrobiła na mnie kilka miesięcy temu rozmowa z Iwasiów w „Zwierciadle”. Bardzo tej rozmowy zazdrościłem, to znaczy, że to nie ja jestem jej autorem. Rano spacer po lubelskiej starówce i podróż do Warszawy, w której koło południa 22 stopnie. Więc jest sprawiedliwość na świecie i trochę słońca wróciło.

A wczorajszy wieczór z „Wałęsą. Człowiekiem z nadziei”. Wspaniali Robert Więckiewicz i Agnieszka Grochowska. Zresztą w ogóle film grany koncertowo. Fantastyczny pomysł na zrobienie osi filmu z rozmowy Wałęsy z Fallaci, bo dał prawo do uproszczeń, jakich przecież nie można uniknąć opowiadając w fabule trzydzieści lat życia i próbując nakreślić tło polityczne i społeczne. Nie drażniły mnie te uproszczenia w najmniejszym stopniu. Jeden tylko mam zarzut, że ważne dla ruchu solidarnościowego postaci nie zostały przynajmniej podpisane. Z nazwiska, poza Wałęsą, jest Walentynowicz, mówi się o Mazowieckim i Geremku. Świetna Dorota Wellman jako Henryka Krzywonos. Ale przecież pojawiają się inni, i im należał się choćby podpis. Zwłaszcza, że w filmie napisy się pojawiają wyjaśniając pewne fakty. Dobrze, że film Wajdy nie unika kontrowersji. Myślę, że zrobi dużo dobrego. Sala była prawie pełna, a to też o czymś świadczy.

Ale ja byłem numerant, panie! – powiedział Lech Wałęsa w rozmowie, jaką z nim zrobiłem, a która ukazała się w „Zwierciadle” i otwiera moją książkę o prof. Joannie Penson „Było, więc minęło”. Jutro (piątek) będę o niej mówił obszerniej w TOK FM, w programie Hanny Zielińskiej, ok. 21.20. Bardzo się na tę rozmowę cieszę, bo poprzednia, dotycząca książki „Wolne” była jedną z najważniejszych, obok rozmów z Weroniką Wawrzkowicz, Hanną Rydlewską i Anną Rogalą.

Nie będę ukrywał, że książka „Było, więc minęło” to chyba moja najważniejsza dotąd zawodowa przygoda, nie tylko dlatego, że najnowsza. Ta opowieść o kobiecie „Solidarności”, która solidarność ma we krwi wciąż mnie porusza. I gdybym tej książki nie napisał, to jednak bym ją musiał napisać. Nie ma przypadków. To spotkanie było nieuniknione, a biografia pani profesor Joanny Penson wspaniała.

Ponieważ niedługo, bo 20 października będę prowadził spotkanie „Julian Tuwim. Poeta i ojciec” w Teatrze Żydowskim z Ewą Tuwim-Woźniak i Kirą Gałczyńską (to będzie ich drugie spotkanie od czasu dzieciństwa) dzisiaj wiersz Tuwima, w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia, słyszenia i czucia.

I niechby ten wiersz kiedyś zaśpiewały Dorota Miśkiewicz, Aga Zaryan, Ewa Bem, Ewa Błaszczyk, Magda Umer i Krystyna Prońko. Tak sobie po prostu marzę w imieniu pana Juliana.

JULIAN TUWIM

PRZEMIANY

Wielka jesteś, jara ziemio, ale mi ciebie mało!
Dla mojej miłości wściekłej
Jeszcze powinnaś być większa.
Jeszcze by się – o, wrząca i żywa! – przydało
Napakować jakich drożdży do twego wnętrza!

Żebyś nabrzmiała nową, płodną siłą,
Żeby drzewa jak słonie rosły,
Żeby gęstą żywicą z głębi tryskało i biło,
Żeby dzwonami dzwonił zielony bulgot wiosny!

Żeby pędziły do góry słodkie twoje tłustości,
Karmione wrzątkiem żaru, mlecznym słońca udojem,
Żeby rżyska skwierczały z gorącej opłwitości,
Żeby, za kłosem tęskniąc, białawym pławiły się łojem!

Nuże, kwiaty – lepkie i mięsiste,
Pęczniejące, wygięte znacząco,
Kwiaty, wonią zbarwioną wytrysłe
W waniliowe, korzenne gorąco!

Nuże, ciepło – głębokie, pełne,
Pod zielenią jaskrawotrawiastą!
Jarz się, niebo gęste, olejne,
Smarowane światłem jak omastą!

Deszcze świeże, szumne ulewy,
Niech was żłopie kochanka zgrzana!
Ziarna, zwierzętami wyskoczcie z gleby!
Z brzóz niech cieknie strumieniami śmietana!

A ty bujna, gorąca i mleczna,
Ty, wypierśna, młoda i soczysta,
Babo wieczna, babo rozłożysta,
O, radości nieskończonej zdroje:
Łonu twemu – soki moje,
Dziecku memu – mleko Twoje!