dziękuję

"Szef" i pani prof. Joanna Penson przed spotkaniem, foto Agnieszka Grzela-Opalińska

Książka „Było, więc minęło” jest, wędruje do Czytelników. Pozostaję pod ogromnym wrażeniem gdańskiej promocji w Ratuszu Staromiejskim. Przede wszystkim jestem bardzo wdzięczny pani prof. Joannie Penson, bohaterce książki, że przyszła, a wiem, jak bardzo nie lubi takich publicznych wystąpień. Ze względu na panią profesor, ważną postać gdańskiej opozycji solidarnościowej na promocję poza jej szefem, panem prezydentem Lechem Wałęsą i jego małżonką Danutą, przyszli też prezydenci Gdańska i Sopotu, Paweł Adamowicz i Jacek Karnowski, arcybiskup Tadeusz Gocłowski, związani z Ruchem Młodej Polski Magdalena Modzelewska, Ewa Dyk (bez której nie byłoby pewnie naszej książki), Jacek Taylor. Środowisko medyczne Trójmiasta, artyści, wśród nich wybitna aktorka Teatru Wybrzeże Halina Winiarska z mężem Jerzym Kiszkisem. Był mój ulubiony pisarz, Stefan Chwin.

Nie wiem, o czym mówię. Na zdjęciu Monika Kalinowska, Lech Wałęsa, Danuta Wałęsa, Ewa Dyk, foto Agnieszka Grzela-OpalińskaMoja rodzina i moi przyjaciele przyjechali właściwie z całego Wybrzeża. A dodatkowo był to dzień moich imienin. Poziom stresu niewyobrażalny. Byłem w skrajnych emocjach, ale trzymałem się dzielnie. Rozmowa, którą prowadziła Krystyna Chwin, ciekawa, inspirująca wydobyła z książki to, co i ja uważam za istotne. Naprawdę to był dla mnie wielki zaszczyt, że to właśnie pani Krystyna Chwin zgodziła się poprowadzić spotkanie, które rozpoczęła wierszem Rudyarda Kiplinga „Jeżeli” w przekładzie ojca pani profesor, Jana Muszkowskiego, dedykując go Lechowi Wałęsie.

Krystyna Chwin, prof. Joanna Penson, Krystyna Łubieńska

Wiele było bardzo poruszających momentów, kiedy pani prof. Joanna Penson mówiła o sobie, o swojej relacji z prezydentem Wałęsą, kiedy mówiła, skąd jej potrzeba obrony Wałęsy, kiedy przywoływała jego ważne osiągnięcia. Krystyna Łubieńska, aktorka z którą zaprzyjaźniony jestem od lat, czytała fragmenty książki. A wśród nich dla mnie ten najbardziej wstrząsający – powrót pani profesor pieszo z obozu w Ravensbruck i jej spotkanie z Rodzicami w Łodzi. Widziałem, że nawet pan prezydent miał mokre oczy. I wtedy, kiedy pani Penson opowiedziała mi to po raz pierwszy, i później kiedy pracowałem nad książką, ta scena robiła na mnie nieprawdopodobne wrażenie.

Uwielbiam to zdjęcie, foto Agnieszka Grzela-Opalińska

Byłem taki szczęśliwy tego dnia. Tak naprawdę radosny. Ta książka z wielu powodów mogła nie zostać napisana, wiele było przeszkód, duży stres, ale kiedy w końcu się pojawiła, kiedy w czasie jej promocji widziałem, jak ważną osobą jest pani profesor, co przecież wiem, bo inaczej bym tej książki nie napisał, ale jak ważną osobą jest również dla tych wszystkich, którzy przyszli dla niej, a którzy znają ją przecież dłużej niż ja, byłem prawdziwie szczęśliwy. Kiedy następnego dnia, przy obiedzie w Sopocie, Iza Matys z PWN-u powiedziała, że pani prof. Joanna Penson była na Wybrzeżu ukrytym skarbem, ale ta książka podzieliła ów skarb również z nami, którzy jej nie znaliśmy, pomyślałem sobie, że nie ma dla mnie w tej chwili nic ważniejszego niż trafić tą książką do Czytelnika, dzielić się. Bo dla mnie były to być może najważniejsze rozmowy mojego życia. Fascynująca, mądra postać. Dziękuję Monice Kalinowskiej i Izie Matys z PWN, które mnie w Gdańsku bardzo wspierały, wiedząc, ile mnie to spotkanie kosztuje.

Dorota Lulka, foto Agnieszka Grzela-Opalińska

Pani profesor jest wielbicielką Edith Piaf, jest o tym mowa w książce, również w kontekście kaset, jakie zostały jej skonfiskowane przez esbecję. Chciałem pani profesor podarować te piosenki, które wtedy straciła. Poprosiłem moją koleżankę Dorotę Lulkę, wspaniałą aktorkę Teatru Miejskiego w Gdyni, chyba najlepszą polską interpretatorkę Piaf, żeby na naszym spotkaniu dla pani profesor zaśpiewała. To było naprawdę coś. Akompaniował jej na akordeonie Paweł Nowak,  a wyczarowywał z akordeonu melodie, zapętlenia, improwizacje mistrzowskie.

Ale i mnie bardzo poruszyły te wykonania. Zwłaszcza „Niczego nie żałuję”. Przypomniałem sobie wizytę w domu kompozytora tej piosenki, Charles’a Dumonta, mój wywiad z nim. Przypomniałem sobie te wszystkie spektakle „Uwaga – złe psy!”, które grała tak fascynująco Małgorzata Rożniatowska, bo to piosenka zamykająca nasz monodram.

Czy mogę nie być szczęśliwy?

A za imieninowy gdański wieczór dziękuję też moim przyjaciołom Oli i Pawłowi Dobrowolskim z mojej ulubionej Kawiarni Literackiej na Mariackiej. A kiedy przeczytałem jeszcze, że tego dnia moja ulubiona gdańska księgarnia, Księgarnia w Teatrze (Wybrzeże) czynna jest jedynie do 17.30, bo ekipa wybiera się na nasze spotkanie, pomyślałem, że to już naprawdę więcej niż mógłbym oczekiwać. Bardzo, bardzo wszystkim dziękuję.

Z Gdańska przywiozłem sobie prezent, w księgarni Ratusza Staromiejskiego kupiłem nowy tomik Julii Hartwig „Zapisane”, do którego będę tu wracał. Wybrałem wiersz, który jakoś dzisiaj ze mną rezonuje.

JULIA HARTWIG

PRZESTAĆ ŚNIĆ

To nie znaczy przestać żyć

ale na pewno znaczy

żyć mniej

A wiele trzeba przejść nim zasnę

nierzeczywistych mil

by wreszcie dotrzeć i być świadkiem

nierozpoznanych chwil

Ten czas był dla mnie tak jak dziś

ja jestem w nim i jestem z nich

Czy chcesz czy nie chcesz nosisz imię wspólne

Zszedł z góry Wręczył mi zwinięty rulon

Czysty bez słowa