Miłość w cieniu polityki

Kiedy chodziłem do liceum, w rodzinnym Starogardzie, oglądałem z zainteresowaniem ale i podziwem polityczne i społeczne debaty w TVP Gdańsk, rzetelne, profesjonalne, słowem ktoś, kto miał w planach dziennikarstwo, miał się komu przyglądać. Wśród dziennikarzy, jakich znałem z gdańskiej telewizji zdecydowanie ulubiłem sobie ostrą (tak pamiętam z tego czasu) i bezkompromisową w rozmowach Barbarę Szczepułę (która zresztą była na jednym roku z Teresą Torańską, od Teresy wiem, że na studiach mieszkały w jednym pokoju), Marka Ponikowskiego (z jego programem „Gdańsk dywanik”) i Janusza Trusa, który zrobił fenomenalny cykl rozmów z Lechem Wałęsą – na rybach (mam zresztą nadzieję, że te wywiady wyjdą na dvd albo ktoś je spisze i wyda taki zbiór jako książkę).

I właśnie niedawno ukazała się książka Barbary Szczepuły „Alina Pienkowska. Miłość w cieniu polityki”, biograficzna opowieść o ważnej działaczce „Solidarności”, wiecznej opozycjonistce, a prywatnie żonie Bogdana Borusewicza. Alina Pienkowska jest jedną z najszlachetniejszych postaci tamtego czasu. Jej zasługi są ogromne. Aż dziwne, że dotąd nikt nie napisał jej biografii. Książka Barbary Szczepuły to więcej niż opowieść biograficzna, oddaje głos kobietom tamtego czasu, nie tylko Pienkowskiej. Pokazuje działaczki z lokalnych środowisk, które choć nie były w „Solidarności” na pierwszej linii, to przecież budowały ten ruch dziesięciu milionów, który później odmienił Polskę. Wśród nich, co dla mnie ciekawe, również działaczki z mojego miasta, Starogardu Gdańskiego, między nimi Jolanta Szostek, internowana z Pienkowską, Joanna Gwiazdą i Anną Walentynowicz w Gołdapi, przewodnicząca „Solidarności” ze starogardzkiej „Polfy”.

Skonstruowana jest „Miłość w cieniu polityki” właściwie jak powieść, zresztą sensacyjne miejscami życie Pienkowskiej jest doskonałym na to materiałem. Wiele scen wymyka się reporterskiemu opisowi mając wysoką wartość literacką. Zresztą dzisiaj właściwie już nie powinno się mówić o gatunkach. Jak napisał ostatnio jeden z krytyków po obejrzeniu wybitnego filmu Bartka Konopki „Sztuka znikania”: „nie pytajmy, czy to jest dokument”. Ostatnia scena biografii Pienkowskiej właściwie odrywa ten tekst od ziemi i unosi wysoko, ponad szczyt wzgórza. Jest mocna i przejmująca. Prawdziwa literatura.

Zbudowała Barbara Szczepuła tę opowieść na słowach Eklezjasty, rozpina historię Pienkowskiej i jej epoki między czasem rodzenia i czasem śmierci, między czasem szukania i czasem tracenia, między czasem wojny i czasem pokoju. Teraz, po lekturze tej książki mam poczucie, że to był najlepszy sposób na pokazanie jej życia, którego znaczna część była niedozwolona. Opozycjonistka tej miary co Pienkowska właściwie nie mogła brać ślubu i nie mogła rodzić, jakby to w jej życiu najpełniej objawiał się „Rok 1984” Orwella. Wstrząsające sceny porodu, na który nie było zgody władz, a także potajemne doglądanie gorączkującej Pienkowskiej, która sama była przecież pielęgniarką i niosła innym pomoc. Wstrząsające fragmenty listów Pienkowskiej i Bogdana Borusewicza, z czasów ukrywania się, internowania, więzienia. Wdzierająca się w historię „Solidarności” intymność: „Jest jeszcze jeden moment w moim codziennym życiu, kiedy regularnie wspominam Ciebie, otóż jest to chwila, kiedy odsuwam rano zasłony. Oceniam wówczas pogodę i zastanawiam się, co byśmy tego dnia robili, gdybyśmy byli razem. I w tym momencie przeważnie trochę płaczę. Mój ukochany, Twoje listy rozjaśniają każdy mój dzień… Myślę o Tobie niemal bez przerwy… Rozmawiam z Tobą…” i z innego listu: „Piszę ten list w dniu moich imienin. (…) Wyobrażam sobie, że zrywasz dla mnie polne kwiaty na łące. Chciałabym, żebyś mnie porwał gdzieś do lasu na poziomki, które pewnie już dojrzewają. Nie mam odwagi chodzić sama do miejsc, w których bywaliśmy razem”.

Tworzy Barbara Szczepuła wielowymiarowy portret ludzi i czasu. Nie tylko historyczny, polityczny i społeczny, również psychologiczny.

Dom nad porami roku, dom dzieci zwierząt i jabłek – jak pisał Herbert. Własny kąt, w którym jest ciepło i bezpiecznie. W którym nie ma podsłuchów, do którego nie wpada bezpieka i nie wyciąga bielizny z szuflad, nie zagląda pod łóżka i nie zabiera książek z ulubionymi wierszami, nie straszy dzieci. Po latach bezdomności; latach spędzonych w cztery osoby w mieszkaniu przypominającym przedział kolejowy; po latach przepychania się, kto pierwszy do łazienki, czemu ten tapczan jeszcze nie złożony, trzeba sprzątnąć książki i zeszyty ze stołu, bo zaraz będzie obiad; po latach tułania się po obcych mieszkaniach, gotowania w cudzych kuchniach, ukrywania się, uciekania, przebierania, zacierania śladów, będzie dom jak ze snów(…) Osoba z syndromem falowca musi się uczyć oswajania przestrzeni, by nie bać się pomieszczenia większego od windy. To nie jest łatwe. Wnętrze domu, w którym mieszkają ludzie z tą przypadłością, powinno mieć indywidualny design, nie może być podobne do stu innych mieszkań”.

Więc odwaga, bezkompromisowość, walka, kryjówki, maskarady, perfidia esbecji próbującej zniszczyć nawet to, co intymne, łamanie ludzi i życiorysów, wreszcie wolność, polityka, głos „Solidarności” rozpadający się na wiele, skłóconych, zepchnięcie na margines, choroby, cierpienie, świadomość bliskiej śmierci i praca do końca, która wymierza czas umierania.

W którymś miejscu ktoś wspomina Pienkowską krótko przed śmiercią określając z Tuwima „panna, madonna, legenda tych lat”. Barbara Szczepuła stworzyła tętniącą życiem biografię, dotkliwie ludzką, biografię – bez wątpienia legendy – ale która sama nigdy swojej legendy nie budowała. I – jak w jednej z ostatnich rozmów cytowanych w książce mówi Bogdan Borusewicz – do ostatniej chwili myślała o nim, nie o sobie.

Poświęciła dla niego swoje ambicje, chociaż sama była politykiem z krwi i kości. Nigdy kogoś takiego, jak ona nie spotkał. Nigdy kogoś takiego, jak on nie spotkała. „Miłość bez zastrzeżeń”.

To wszystko występuje na kartach tej pięknej książki o jasnej kobiecie, która mówi tu wyraźnym głosem, upomina się też o inne. Lata mijają, na szczęście zaczyna się mówić coraz więcej o kobietach „Solidarności”. Powstaje dokumentalny film Marty Dzido przywracający im głos. Jest czas poniechania i czas objęć. Czas rozdzierania i czas zszywania. Barbara Szczepuła, doskonale znająca środowisko trójmiejskiej opozycji, konteksty i niuanse, napisała o tamtym czasie książkę, która nie oskarża, nie lustruje, nie rzuca kamieniem. Książkę – na tle wszystkiego, co na ten temat wychodzi – wyjątkową. I chyba napisała książkę z miłości (w przeciwieństwie do książek, którzy inni piszą z nienawiści). Głęboko ludzką. Polecam.

(Barbara Szczepuła „Alina Pienkowska. Miłość w cieniu polityki”, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2013)